<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259</id><updated>2012-02-21T07:53:39.151-08:00</updated><title type='text'>Mirmiłowo</title><subtitle type='html'>"Niemal założyć się jestem gotów,
I wątpliwości moich to nie budzi,
Że gdzie jest dom szczęśliwych kotów,
Tam jest też dom szczęśliwych ludzi"
                         (F. Klimek)</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>97</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-4267961280881506927</id><published>2012-01-25T06:07:00.000-08:00</published><updated>2012-01-25T08:16:24.234-08:00</updated><title type='text'>Mirmiłkowy robot</title><content type='html'>Nie wiem, nie rozumiem, nie pojmuję, jak można zdobyć jakikolwiek dyplom posiadając w domu koty. Jestem przekonana, że nawet gdyby istniały studia obejmujące swym zakresem li i jedynie tabliczkę mnożenia (ot taka tabliczkologia mnożeniowa) czy warsztaty z gotowania wody (wrzątkologia stosowana) - nie byłabym w stanie ich skończyć. Wskażcie mi geniusza, który zdobył tytuł nie oddając pieszczochów na 5 lat do hotelu, a zamiotę przed nim kapeluszem.&lt;br /&gt;Wrogiem mojej wolności, katem mojego czasu i prześladowcą mych dobrych wyników stał się Miś. Pragnie on wyrwać z korzeniami, wyplenić, wytępić wszelkie przejawy życia intelektualnego w Mirmiłowie. Posiadając tego kota powinnam zejść z nauką do podziemia - i to w sensie dosłownym. Prawdopodobnie w piwnicy lub garażu miałabym spokój. Jak dobrze pójdzie będę jedyną osobą w kraju, która w XXI w. skończy Uniwersytet Śląski Podziemny i zdobędzie dyplom Piwnicznego Wydziału Filologicznego.&lt;br /&gt;Przez niemal 4 lata moja skromna osoba jawiła się Misiaczkowi jako wielka i nieporęczna maszyna do gotowania i rozdrabniania jajek. Oceniał mnie pod kątem przydatności w wynajdywaniu pudełek, zaś z drzemiącej we mnie funkcji otwierania puszek po prostu nie korzystał, bo on mokrego jedzenia nie lubi. Byłam nieprzydatna pod tym względem. Miś irytował się także, gdy w niekontrolowany sposób włączał mi się program "czesać!", gdy - zupełnie niezgodnie z instrukcjami - realizowałam zadanie "kąpiel" i gdy całkowicie wyłączałam się nocą, chcąc podładować akumulatory. To ostatnie szczególnie się Misiowi nie podobało, bo za ładowarkę służyło mi łóżko, w związku z czym zajmowałam dużo należnego koteczkowi miejsca. Kocurek uważał także, że mam zbyt duże i nieporęczne kształty - Miś to minimalista i esteta. Widok mej wielkiej, chaotycznie przemieszczającej się postaci burzył mu ogląd zorganizowanej, mieszkaniowej przestrzeni. Słowem - byłam do luftu. Wielki, niepotrzebny balast, który wprawdzie gotuje i rozdrabnia te jaja, ale jednocześnie zajmuje za dużo miejsca, generuje chaos i hałas, ogranicza misiową przestrzeń dziwnym chwytaniem i ściskaniem, a ponadto zawiesza się niekiedy w porze podawania posiłków. Miś najchętniej złożyłby reklamację, gdyby tylko wiedział gdzie i w jaki sposób.&lt;br /&gt;I oto nagle ta zawieszająca się, nieporęczna i nieopanowana maszyna wyłącza się jeszcze bardziej z życia rodzinnego, zawiesza jeszcze częściej, przestaje gotować jajka, zatrzymuje w polu oddziaływania komputera na jeszcze dłużej i przyczepia do przedmiotów zwanych książkami jeszcze intensywniej. Już dotąd było to nieznośne, ale teraz stało się jeszcze "nieznośniejsze"! &lt;br /&gt;Ale czyż nie jest prawdą, że w chwilach największego zagrożenia zdarza się myśleć w sposób krystaliczny, niewiarygodnie bystry, błyskawiczny, kluczowy i w jednej chwili zmieniający rzeczywistość? Taka właśnie sytuacja przytrafiła się Misiowi. Nagle, niespodziewanie stanął on, proszę sobie wyobrazić, na wysokości zadania, skupił się intensywnie i - łącząc ze sobą calutkie dwa fakty&amp;nbsp; - dokonał epokowego odkrycia:&amp;nbsp; MASZYNĘ MOŻNA ZMUSIĆ DO POSŁUSZEŃSTWA, notorycznie przerywając jej działania i przestawiając ją trybem ręcznym, to znaczy - łapeczkowym - na realizację pożądanych funkcji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ilekroć teraz siadam do pracy, przybiega Miś i... wali z całej siły łapką w meble, rozpaczliwie przy tym miaucząc. Drze japkę szarpiąc każdy nerw. Wwierca się w mózg i piłuje z upiorną konsekwencją. Z chwilą, gdy się podniosę, leci jak oszalały do przedpokoju (pojęcia nie mam, dlaczego akurat tam), wywala się brzuszkiem do góry i każe głaskać. Wygłaskany, wytulony, wymiziany zostaje pozostawiony sam sobie, ja wracam do pracy, a on natychmiast przybiega za mną, rozpoczynając operację od nowa. Nie pomaga otwieranie szafek, pozwalanie, by sobie do nich wszedł i kotłował się wśród ubrań. Nie. Miś zapałał do swego robota przedziwnym, niezmierzonym, nieogarnionym uczuciem i przestawił go na jedną, jedyną funkcję: kochaj!&amp;nbsp; Ponieważ jest kotkiem, który nigdy nie śpi, mam istne urwanie gwizdka. Miś miauczy rozdzierająco dopóty, dopóki nie oderwę się od roboty i nie zacznę ganiać go po pokojach.&lt;br /&gt;Nie wiem, skąd ten nagły wybuch wulkanu uczuć, ale ponieważ kocham Misiaka do obłędu przyznam - że podoba mi się to. Koniec postu, znowu woła... Naciskamy guziczek "GO!"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-pgOu1WmAdPw/TyAQwk0COTI/AAAAAAAAIk4/KwnVw5wsynM/s1600/bravo66.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://1.bp.blogspot.com/-pgOu1WmAdPw/TyAQwk0COTI/AAAAAAAAIk4/KwnVw5wsynM/s400/bravo66.JPG" width="385" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-4267961280881506927?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/4267961280881506927/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2012/01/nie-wiem-nie-rozumiem-nie-pojmuje-jak.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/4267961280881506927'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/4267961280881506927'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2012/01/nie-wiem-nie-rozumiem-nie-pojmuje-jak.html' title='Mirmiłkowy robot'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-pgOu1WmAdPw/TyAQwk0COTI/AAAAAAAAIk4/KwnVw5wsynM/s72-c/bravo66.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-135482336526596437</id><published>2012-01-19T02:49:00.000-08:00</published><updated>2012-01-19T02:50:19.680-08:00</updated><title type='text'>Strażnicy Kleopatry</title><content type='html'>&lt;span lang="P"&gt;Napisałam pracę. Jeśli ktokolwiek miałby wątpliwości zapewniam, że owszem – da się na bibliotekoznawstwie zdobyć zaliczenie pisząc o kotach. Słowo! Można nawet zyskać mailową pochwałę od pani doktor za to, że się w ciekawy sposób o kotach pisze. &lt;br /&gt;Aby zafundować sobie nagrodę, postanowiłam popławić się nieco w luksusie. Kawa z czekoladą, wanna z kokosową pianą, nutka pomarańczy w kosmetykach... Do tego gazetka dla kobiet i ja.&lt;br /&gt;I Cześ.&lt;br /&gt;Gdy tylko zanurzyłam się w pachnącej pianie, Czesławek natychmiast zmaterializował się na brzegu śliskiej wanny. A ma lęk wysokości. Potrafi spaść z taboretu i to z hukiem. Na oparcia foteli nawet nie spogląda – za wysokie.&lt;br /&gt;Relaks diabli wzięli. Zamiast czytać o najnowszych francuskich kosmetykach i przeliczać ich ceny na ilość potencjalnie zakupionych książek, wzrokiem sępa obserwowałam pieszczocha, manewrującego dupiną i obserwującego świat szeroko otwartymi oczkami, co jest u niego wyrazem lęku i niepewności.&lt;br /&gt;Nagle się wzruszyłam. On mnie pilnuje! Moje grubiutkie kochanie... Boi się siedzieć na tej wannie, ale chce być ze mną. Zalała mnie fala wewnętrznego ciepła i czułości. Mój okrusio... &lt;br /&gt;Poczułam się jak Kleopatra, mająca prawdziwego sfinksa za strażnika. Nieruchomy niczym kamienny posąg (i mniejsza o to, że nieruchomieje z ostrożności), duuuuży, budzący respekt. &lt;br /&gt;I nieważne, że jesteśmy sami i nie bardzo jest&amp;nbsp;w kim ów respekt budzić. Wzrusza i napawa dumą sam fakt.&lt;br /&gt;Prawda jest taka, że koty w Mirmiłowie nie mają absolutnie żadnych zadań i obowiązków. Jedynie Cześ, najukochańszy grubasek, pełni tu niebagatelną rolę – straszy gości.&amp;nbsp;Właściwie nie ma osoby, która nie zatrzymałaby się w progu, widząc przechadzającego się po przedpokoju pieszczoszka. A on spogląda dumnie, z wyższością i sobie tylko znanym sposobem informuje gości wyraźnie, że &lt;i&gt;jakbyco&lt;/i&gt;, to dysponuje nie tylko olbrzymią siłą, ale i wypielęgnowanymi pazurkami... I nie znalazł się żaden akwizytorsko-spółdzielczo-kominiarski śmiałek, który by racje Czesine kwestionował. Cieniutkim tylko głosem, hipnotycznie wpatrzeni w mego obrońcę pytają, czy można wejść i czy ten miły koteczek jest dziś w dobrym humorze.&lt;br /&gt;Siedział sobie zatem Czesławek na wannie, ja powolutku zaczynałam się relaksować, miło nam płynął czas, póki wypielęgnowane pazurki nie wbiły się w moją stopę, intrygująco wprawiającą w ruch szemrzącą i skrzącą się piankę. &lt;br /&gt;Usiłując jednocześnie wyrywać nogę i łapać kochane 10 kilogramków, dałam Czesławkowi do zrozumienia, że gdy jesteśmy sami w domu, nic mi w sumie nie grozi i może poczuć się zwolniony z posterunku. &lt;br /&gt;Czesio wyraźnie odetchnął z ulgą i skorzystawszy z kuwetki (co za mania swoją drogą! ZAWSZE gdy siedzę w wannie one muszą kończyć proces trawienia), podreptał w głąb mieszkania.&lt;br /&gt;Zamknęłam oczy. Z błogiego, kolejnego już, wstępu do relaksu wyrwało mnie delikatne smyranie. Nie... Prrroszę... Dajcie się wykąpać... &lt;br /&gt;Joż siedział na miejscu Czesia, nieruchomo wpatrzony w czerwoną gąbkę pływającą w drugim końcu wanny. Delikatny a nerwowy ruch końca ogonka, który poczułam na nodze, sygnalizował, że zaraz nastąpi SKOOOOK.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdjęć z kąpieli, rzecz jasna, nie posiadam, wkleję Wam zatem kilka innych, najświeższych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jożik szukający oparcia i - znajdujący je.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-kRaQO4413xU/Txfz8Iv3WoI/AAAAAAAAIkI/94UCCciie34/s1600/oparcie+2.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="283" nfa="true" src="http://3.bp.blogspot.com/-kRaQO4413xU/Txfz8Iv3WoI/AAAAAAAAIkI/94UCCciie34/s400/oparcie+2.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-qS_2O85SkEk/Txf0A9gca1I/AAAAAAAAIkQ/nq-LcNUmbA0/s1600/oparcie+3.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="225" nfa="true" src="http://1.bp.blogspot.com/-qS_2O85SkEk/Txf0A9gca1I/AAAAAAAAIkQ/nq-LcNUmbA0/s400/oparcie+3.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-i0Xw4VvYhyA/Txf0GNpC78I/AAAAAAAAIkY/QCvYEgGIAE0/s1600/oparcie+4.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="247" nfa="true" src="http://3.bp.blogspot.com/-i0Xw4VvYhyA/Txf0GNpC78I/AAAAAAAAIkY/QCvYEgGIAE0/s400/oparcie+4.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Miś, któremu znów podarowano za małe pudełko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-TmhRwO84lPc/Txf0ST6tD5I/AAAAAAAAIkg/t8GDq-zJKyc/s1600/pude%25C5%2582ko.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="298" nfa="true" src="http://4.bp.blogspot.com/-TmhRwO84lPc/Txf0ST6tD5I/AAAAAAAAIkg/t8GDq-zJKyc/s400/pude%25C5%2582ko.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Miejsce, które&amp;nbsp;z założenia jest miejscem mojej&amp;nbsp;pracy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-gLXQ9O7ox_E/Txf1OmvToEI/AAAAAAAAIko/AmlEF2q0RKI/s1600/IMG_1704.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="300" nfa="true" src="http://4.bp.blogspot.com/-gLXQ9O7ox_E/Txf1OmvToEI/AAAAAAAAIko/AmlEF2q0RKI/s400/IMG_1704.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-135482336526596437?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/135482336526596437/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2012/01/napisaam-prace.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/135482336526596437'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/135482336526596437'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2012/01/napisaam-prace.html' title='Strażnicy Kleopatry'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-kRaQO4413xU/Txfz8Iv3WoI/AAAAAAAAIkI/94UCCciie34/s72-c/oparcie+2.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-8831504592968062524</id><published>2012-01-13T03:59:00.000-08:00</published><updated>2012-01-13T04:02:03.045-08:00</updated><title type='text'>Blog Roku 2011 :)</title><content type='html'>Kochani, w tym roku NIE wystawiłam Mirmiłowa do konkursu. Przede wszystkim dlatego, że podczas mijających miesięcy miałam naprawdę zbyt wiele zajęć, zaistniało zbyt wiele zmian, żebym prowadzić blog żywo i aktywnie. Uwielbiam to miejsce, ale czasu na pisanie postów często - niestety - mi brakowało. Teraz blog nieco się rozwinął i planuję rozwijać go dalej. Może wystartujemy w kolejnych latach? Zobaczymy.&lt;br /&gt;Póki co jednak &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color: #a64d79; font-family: Times, &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, serif;"&gt;GORĄCO WAS PROSZĘ&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color: #a64d79; font-family: Times, &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, serif;"&gt;O GŁOSY DLA MOICH PRZYJACIÓŁ !!!!!&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.rudomi.pl/"&gt;http://www.rudomi.pl/&lt;/a&gt;&amp;nbsp; - wysyłamy smsa o treści &lt;span class="blogMask"&gt;&lt;span style="color: #38761d;"&gt;&lt;strong&gt;H00472&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt; &lt;/span&gt;na nr &lt;strong&gt;7122&lt;/strong&gt;&amp;nbsp; (blog koci)&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.zpiekarnika.pl/"&gt;http://www.zpiekarnika.pl/&lt;/a&gt;&amp;nbsp;- wysyłamy smsa o treści &lt;strong&gt;&lt;span style="color: #38761d;"&gt;H00903&lt;/span&gt; &lt;/strong&gt;na nr &lt;strong&gt;7122&amp;nbsp;&lt;/strong&gt; (blog kulinarny)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pamiętamy, że "0" to cyfra zero, a nie literka "o". Koszt smsa to 1.23. Nie dostaje się później żadnych reklam ani innych nagabywań. Sprawdzone! ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To znakomite blogi, pełne pasji tworzenia, pisane ciekawą, poprawną polszczyzną i okraszone cudnymi, pozostającymi na bardzo wysokim poziomie zdjęciami. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z góry dziękuję!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-5T0lclfHK_A/TxAcpVQuxxI/AAAAAAAAIj0/aKY0-iK2q3g/s1600/storczyk+8.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; cssfloat: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" kba="true" src="http://2.bp.blogspot.com/-5T0lclfHK_A/TxAcpVQuxxI/AAAAAAAAIj0/aKY0-iK2q3g/s200/storczyk+8.jpg" width="153" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-8831504592968062524?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/8831504592968062524/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2012/01/blog-roku-2011.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/8831504592968062524'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/8831504592968062524'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2012/01/blog-roku-2011.html' title='Blog Roku 2011 :)'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-5T0lclfHK_A/TxAcpVQuxxI/AAAAAAAAIj0/aKY0-iK2q3g/s72-c/storczyk+8.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-3677539709411451318</id><published>2012-01-11T14:35:00.000-08:00</published><updated>2012-01-19T04:17:26.005-08:00</updated><title type='text'>Jestem zmęczony...</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-l-PrZDG8_Mc/Tw4Oa_boMFI/AAAAAAAAIjs/lCvs5ZUCiB4/s1600/jo%25C5%25BCik+%25C5%259Bpi.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; cssfloat: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" kba="true" src="http://3.bp.blogspot.com/-l-PrZDG8_Mc/Tw4Oa_boMFI/AAAAAAAAIjs/lCvs5ZUCiB4/s400/jo%25C5%25BCik+%25C5%259Bpi.JPG" width="325" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;em&gt;- Jestem śmiertelnie zmęczony - rzekł Jożik w przestrzeń.&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;em&gt;- Czym? - zapytał Czesio, bo tak wypadało.&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;em&gt;- Szukaniem sobie miejsca do spania. Wiesz, te ciągłe zmiany... Męczy mnie to. Półka, łóżko, kanapa, fotel, sam powiedz, ileż można? &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;em&gt;- Co ty tam wiesz o zmęczeniu, leniwcze! -&amp;nbsp;fuknęła Pola. - A kto, grzecznie pytam, pokonuje dzień w dzień po kilka razy długą drogę z kuchni do przedpokoju, żeby się przywitać?? Kto występuje jako wasza delegacja, smarkacze, piecuchy? Hm??&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;em&gt;- Ooooo przepraszam! Gdybym nie wnosił protestu kilkanaście razy dziennie, chodzilibyście głodni, bo dostawalibyście jeść tylko trzy razy! Trzy posiłki w ciągu dnia. Widział kto kiedy taką grandę? Ile ja się muszę namęczyć, żeby wyegzekwować te marne&amp;nbsp;pięć dokładek! Pozaciągałem Dużej kilkanaście par spodni, skrobiąc w łydkę&amp;nbsp;i co? I nic. Jak krew w piach. A wy mi tutaj... Ot, wdzięczność.&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;em&gt;- Też się narobię - zaznaczył Czesio. - Podejmowanie decyzji: poduszka czy koc jest frustrujące. Nie wiem, jak długo pociągnę z psychiką tak obciążoną. I ten Miś skacze bezustannie jak wesz na postronku. Skupić się na kontemplacji snów nie można, choć sprzyja temu jakże miły,&amp;nbsp;ciepły, głęboki&amp;nbsp;mrok i sączące się przez drewniane żaluzje delikatne światło księżyca. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-8CHYS3TSExQ/Tw4M2dPtTXI/AAAAAAAAIjU/IkLtPyg7VUg/s1600/nie+chce.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="298" kba="true" src="http://2.bp.blogspot.com/-8CHYS3TSExQ/Tw4M2dPtTXI/AAAAAAAAIjU/IkLtPyg7VUg/s400/nie+chce.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;Wychodzę z łazienki. W lodowaty, mokry, wietrzny poranek usiłuję nastawić ekpress tak, by nie poparzyć się parą. Nagminnie - spiąca jak nieszczęście - puszczam z sykiem wrzącą chmurę zamiast wody. Jestem sową. Od zawsze, od niemowlęctwa. 6.00 godzina to dla mnie pora tortur.&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;Ziewając rozdzierająco i otulając się szlafrokiem próbuję dojść jako tako do siebie. Za oknem halny zrywa głowę razem z czapką. Lubię taką pogodę, ale -&amp;nbsp;jak pragnę zdrowia&amp;nbsp;- nie w środku nocy, nie w mrok nieprzebrany, gdy muszę katulkać się do pracy.&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;em&gt;- ... i znów&amp;nbsp;zostawili poduszki w nieładzie! No jak ja mam się położyć wygodnie?? &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;em&gt;- Hopsa! Hopsa! patataj, patataj, pojeeeedzieeeeemy w cuuudny kraaaaaj!! Cześć Cześ. Tu Miś. Jestem lew północy. Troszkę już, uuuuuuuaaaaaa, zmęczony. Posuń się, ten wygrzany dołeczek w mięciuteńkiej kołdereczce jest i-de-al-ny, perfekcyjny, w sam raz dla Misiów. Mmmmm wygodniutko cukierkowi. No, śpimy sobie. Czesiu, nie mrucz tak głośno!!&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-0rebtwlJT-A/Tw4LsAXiaII/AAAAAAAAIi8/o89YNgB7-u0/s1600/misio+i+czesio+%25C5%259Bpi%25C4%2585.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="228" kba="true" src="http://3.bp.blogspot.com/-0rebtwlJT-A/Tw4LsAXiaII/AAAAAAAAIi8/o89YNgB7-u0/s400/misio+i+czesio+%25C5%259Bpi%25C4%2585.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Celując rozpaczliwie tuszem w rzęsę -&amp;nbsp;niekiedy&amp;nbsp;trafiając w cel, a niekiedy nie - myślę sobie, co mnie czeka. Terpia z dziećmi, z którymi zapewne znów nikt nie ćwiczył. Lekcje. Wyjazd 15 km do kolejnej pracy, nieludzki ścisk w autobusie, gdzie jedna babina będzie walić pasażerów uberecikowaną głową po zębach, druga&amp;nbsp;łupać wózeczkiem z zakupami po goleniach, trzecia szykować się do wysiadania na 5 przystanków przed docelowym, a&amp;nbsp;czwarta przekonywać, że osoby przed 79 rokiem życia powinny latać wszędzie na piechotę. Następnie maturzyści oświadczą, że znów są nieprzygotowani, bo był - dajmy na to - dzień sprzątania biurka i nie mieli czasu, a potem się obrażą za zapowiedzenie sprawdzianu. Lekcja upłynie wielce sympatycznie nad "Medalionami", krematoriami i likwidowaniem getta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- Posuń się, posuń. Kładę się, zwijam w kłębuszek i zatapiam w spokojnym śnie... &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-YIn5qEJjDgg/Tw4MAnVF8bI/AAAAAAAAIjE/9o5kFpU4un0/s1600/jo%25C5%25BCo+%25C5%259Bpi.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; cssfloat: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="300" kba="true" src="http://1.bp.blogspot.com/-YIn5qEJjDgg/Tw4MAnVF8bI/AAAAAAAAIjE/9o5kFpU4un0/s400/jo%25C5%25BCo+%25C5%259Bpi.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;em&gt;Jak to miło chmurką być, &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;em&gt;niebem płynąć tak powoli, &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;em&gt;mała chmurka, na dzień dobry&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;em&gt;Taką piosnkę śpiewa sobie... &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;em&gt;- Joż, zamknij dziób, bo spać nie można. Nie dość, że Pola nie chce nikogo wpuścić na swe nowiutkie, ciepłe, mięciutkie i głębokie nowe łóżeczko, to jeszcze ty życie utrudniasz! Patrz jak Misiosławski chrapie. Aż się chałupa trzęsie. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;br /&gt;Po omówieniu paru aspektów życia w państwie totalitarnym, pojadę na zebranie rodziców. Tam nie pojawi się ani jeden rodzic, z którym&amp;nbsp;istnieje prawdziwa potrzeba porozmawiania. Przyjdą bowiem jedynie ci, których dzieci&amp;nbsp;funkcjonują bez zarzutu. Gdy ciemnym wieczorem będę się zbierała do wyjścia&amp;nbsp;i włożę klucz w drzwi klasy, wpadną spóźnione matki "gagatków". Przez godzinę będą mnie przekonywać, że mylę się w swej ocenie. Ich dzieci&amp;nbsp;pozostają genialne z definicji,&amp;nbsp;są bowiem... ICH dziećmi. To wyjaśnia wszystko. Ugotowana z nerwów dotrę do domu, gdzie oczekiwać na mnie będzie upieczona na kamień pizza,&amp;nbsp;gdyż Duży przysnął podczas jej preparowania. Pola znudzona, z miną chłopa odrabiającego pańszczynę,&amp;nbsp;wyjdzie się przywitać, spełniając tym samym swój obowiązek.&lt;/div&gt;Jednak - teraz będę miała czas dla siebie. Książka, herbata, ulubiony, silny earl gray, rubinowy, cierpki, cudowny. Przenoszę się w dalekie krainy, odpoczywam, jest cudownie...&lt;br /&gt;UPS! 2.00?? Jak to 2.00??!?! Już 2.00?!!!! Czemu 2.00?!?! Za cztery godziny muszę wstać?!?!?!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Budzik wygrywa melodyjkę. Trącam w przedpokoju zaspanego męża i wyciskam na nim obowiązkowego buziaka - nomen omen - jak Pola. I nagle słyszę dochodzące z sypialni:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;em&gt;- Jestem śmiertelnie zmęczony... &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-db63696m5l4/Tw4LcoCznjI/AAAAAAAAIi0/hMgmBYlPBBw/s1600/%25C5%2582%25C3%25B3%25C5%25BCko.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="117" kba="true" src="http://4.bp.blogspot.com/-db63696m5l4/Tw4LcoCznjI/AAAAAAAAIi0/hMgmBYlPBBw/s400/%25C5%2582%25C3%25B3%25C5%25BCko.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-3677539709411451318?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/3677539709411451318/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2012/01/jestem-smiertelnie-zmeczony-rzek-jozik.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/3677539709411451318'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/3677539709411451318'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2012/01/jestem-smiertelnie-zmeczony-rzek-jozik.html' title='Jestem zmęczony...'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-l-PrZDG8_Mc/Tw4Oa_boMFI/AAAAAAAAIjs/lCvs5ZUCiB4/s72-c/jo%25C5%25BCik+%25C5%259Bpi.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-5432552975139508526</id><published>2012-01-09T14:27:00.000-08:00</published><updated>2012-01-09T14:46:04.362-08:00</updated><title type='text'>Kolokwium zaliczone, czyli zakładam bibliotekę na statkach</title><content type='html'>Witajcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolokwium chyba zaliczone. Przypuszczam, że na pewno ;) Pani doktor powiedziała co prawda, że nikt nie wypełnił w 100% poprawnie protokołu zagubienia i zwrotu książki, ale pocieszam się, że na resztę pytań odpowiedziałam, ekhem... baaardzo obszernie. Siedziałam 40 minut dłużej niż moja grupa i zażądałam nawet dodatkowego papieru, a wszystko dlatego, że znów nie potrafiłam zdecydować, które informacje są najważniejsze. No bo skoro piszemy o gromadzeniu zbiorów, to trzeba opisać wszystkie sposoby. Gdy opisujemy wszystkie, nie wolno pominąć zakupu. Gdy opisujemy zakupy, to trzeba wspomnieć, gdzie je robimy. Gdy opisujemy, gdzie robimy, to trzeba napisać, skąd wiemy o rozmaitych źródłach. A jak kupujemy za granicą? To&amp;nbsp;wypadałoby o pośrednikach. A jak o pośrednikach, to płynnie przechodzimy do prenumeraty. A jak o prenumeracie, to i o badaniach poczytności i przydatności czasopism. I tak dalej, i tym podobne. Pani się przeżegnała, gdy oddałam wszystkie zwoje... Pomyliłam jednakoż bibliotekę w Płocku z biblioteką w Kielcach. Piątki nie będzie. Jak dostanę 3, to się zirytuję. Czwóreczka&amp;nbsp;byłaby w sam raz. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz wracając do Waszych komentarzy pod ostatnimi postami.&lt;br /&gt;Tak, &lt;strong&gt;Kotkinsie&lt;/strong&gt;, nie nadaję się do mieszkania w górach. Nie jeżdżę na nartach, ba! - krótko po 30-tych urodzinach doszłam do wniosku, że trzeba być uczciwym wobec siebie i raz na zawsze powiedzieć: nie cierpię chodzić po górach. No tak mam. Najbardziej bawi mnie komentarz typu: &lt;em&gt;nooo jaaaak to? nie lubisz pokonywać własnych słabości??&lt;/em&gt; Nie lubię. I nie chcę. Moje słabości w ogóle mi nie przeszkadzają. &lt;br /&gt;Ponadto - jestem słuchowcem i nawet jeśli zdarzy mi się zachwycić jakimś widokiem, zapominam go po jakiś 20 sekundach. Właściwie to w&amp;nbsp;górach... nic nie widzę. Drzewa wszystko zasłaniają. Nie mogę też oddychać, jest mi gorąco, czego&amp;nbsp;krańcowo wręcz nienawidzę. Kocham zimę, chłód, wiatr, deszcz i gdy mi pot oczy zalewa, mam ochotę kroić na plasterki tego, kto mnie w góry wyciągnął. W poprzednim życiu byłam kotem polarnym, mieszkałam z Eskimosami w igloo i spałam wtulona w miękkie, futrzane okrycia na ich łóżkach. Brodziłam w śniegu i wylegiwałam się w miękkim śniegowym puchu. Dziś jedyne promienie słońca jakie toleruję, to te, które odbijają się od śniegu przy minusowej temperaturze. &lt;br /&gt;Nart zaś nie nałożę, bo się panicznie boję. Lubię panować nad swoim ciałem. Przeraża mnie perspektywa tego, że obie moje nogi w ekspresowym i obłędnym tempie wędrować będą w dwie różne strony i ja nie będę w stanie nic z tym zrobić.W życiu nie zapomnę, jak moja dobra koleżanka z irytacją opisała mi kiedyś połamanego w drobiazgi brata, który akurat wrócił (nie o własnych siłach, bynajmniej!) z narciarskiej przygody. Opisawszy jego liczne obrażenia, skwitowała rzecz całą zdaniem: no tak, sport to zdrowie!, którego ironia była tyleż gryząca, co słuszna.&lt;br /&gt;Nie, nie, nie. Nie wyobrażam sobie szaleńczego&amp;nbsp;pędu, odbywanego po to, by u kresu zawisnąć na jakimś pniaku i szukać własnych zębów w opuszczonych ptasich gniazdach. Jeśli kiedykolwiek będę zmuszona obłapiać drzewo, to zadbam o malownicze tło dla tej czynności: rusałczana zwiewność, kwiecie dokoła i ja z włosem rozwianym, uśmiechająca się kusząco do obiektywu aparatu. Żadnych gwałtownych kontaktów z przyrodą mieć nie zamierzam i nikt mnie z niczego żyletką zeskrobywał nie będzie. &lt;br /&gt;Morze to co innego. Gdybym miała kolejne życie do zorganizowania, kto wie, czy nie byłabym rybakiem dalekomorskim. Marynarzem takim z prawdziwego zdarzenia. Kocham plaże, sztormy, spacery w mokre wieczory, dopóki wiatr nie zacznie hulać między wszystkimi kośćmi. Uwielbiam zapach wody. Patrzenie w jej niesamowitą głębię. Moim marzeniem jest domek na totalnym wygwizdowie, hen w Anglii, na skalistym wybrzeżu. Tam, gdzie wiatr głowę zrywa, a diabli kłaniają się na dobranoc. W drodze kompromisu mogę mieszkać w Skandynawii. Byle zimno było. Precz z latem, nie lubimy lata. Jożo dostaje latem odparzeń, Misio łapie powietrze jak wyciągnięta z wody rybka, a Czesio i Polcia są nieszczęśliwi. &lt;br /&gt;Sami popatrzcie. Jeśli ktoś ma latem, w lipu,&amp;nbsp;taką minkę, to czy nie powinno się go migiem wyekspediować na Alaskę??&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-dRxjxlITTEQ/TwtlpEbNQ7I/AAAAAAAAIhI/Jne2Ap2S4pQ/s1600/IMG_5090.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="300" rea="true" src="http://1.bp.blogspot.com/-dRxjxlITTEQ/TwtlpEbNQ7I/AAAAAAAAIhI/Jne2Ap2S4pQ/s400/IMG_5090.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Muszę kończyć, żeby przytulić Misia. Misio nie chce jeść mięska, chodzi głodny i&amp;nbsp;rzewnie płacze,&amp;nbsp;bo dziś nie udało się odebrać od kuriera paczki z chrupkami. Miś się żali, Miś czuje się zaniedbany i twierdzi, że chudnie w oczach. To mięsko - powiada - przelatuje przez niego jak mgiełka. Nie będzie go jadł.&amp;nbsp;Bardzo, bardzo dawno -&amp;nbsp;aż od dalekiego wczoraj -&amp;nbsp;nie jadł suchego i prosi, by mu natychmiast dać.&amp;nbsp;Warto wspomnieć, że gdy wyjeżdżamy, kotami opiekuje się mój brat, który ma specyficzne podejście do dawania im jedzenia. Wystawia jakieś 8 miseczek, do których pakuje i suche i mokre (żeby koteczki mogły wybierać, na co mają w danej chwili ochotę)&amp;nbsp;i tkwi w niezłomnym przekonaniu, że bardzo te biedne zwierzęta dręczymy. Co tydzień&amp;nbsp;grzmi przez telefon, że koty... "są głodne! one są zagłodzone!! co wy z nimi wyrabiacie!". Nadmienię, że zagłodzona Pola przybrała 60 dag i waży już 5 kilo, Jożo ją dogania ze swoimi 4.900, Miś (chodopachołek) też dobija piąteczki, a Czesio waży... bagatelka... 10,5 i jego waga stoi na tym samym poziomie od jakiś 2 lat. No, ale są zagłodzone, biedne i krańcowo zaniedbane. &lt;br /&gt;Teraz Miś zawodzi, niepomny, że brak suchego zawdzięcza "wujaszkowi", który wczoraj był uprzejmy wysypać ostatki zapasów. Idę mu sypnąć jakąś próbkę. Kotu sypnąć, rzecz jasna... ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O, tak głodują nasze koty!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-OiXb64thmZI/TwtqjPhM4PI/AAAAAAAAIhY/jdPLKuvd-NI/s1600/IMG_3610.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" rea="true" src="http://2.bp.blogspot.com/-OiXb64thmZI/TwtqjPhM4PI/AAAAAAAAIhY/jdPLKuvd-NI/s400/IMG_3610.JPG" width="300" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-5432552975139508526?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/5432552975139508526/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2012/01/kolokwium-zaliczone-czyli-zakadam.html#comment-form' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/5432552975139508526'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/5432552975139508526'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2012/01/kolokwium-zaliczone-czyli-zakadam.html' title='Kolokwium zaliczone, czyli zakładam bibliotekę na statkach'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-dRxjxlITTEQ/TwtlpEbNQ7I/AAAAAAAAIhI/Jne2Ap2S4pQ/s72-c/IMG_5090.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-2038571104608804793</id><published>2012-01-06T04:10:00.000-08:00</published><updated>2012-01-06T04:42:10.349-08:00</updated><title type='text'>Noworoczne postanowienie.</title><content type='html'>Zwykle nie podejmuję noworocznych postanowień, bo jak długo żyję nie udało mi się dotrzymać ani jednego. Tym razem jednak spróbuję. &lt;br /&gt;Obiecałam sobie mianowicie, że przynajmniej raz w tygodniu na blogu będzie się pojawiał nowy post. Dziś piątek, jutro wyjeżdżam, przydałoby się zatem choć w kilku słowach Was pozdrowić. Tymczasem mam wrażenie, że nie potrafię sklecić choćby zdania. Jutro będę musiała zaliczyć olbrzymi sprawdzian z bibliotekarstwa, a za sprawą Jożika znów jestem skrajnie zmęczona. Kocurek bowiem zapałał w nocy potrzebą rozmowy i pieszczot, ulokował&amp;nbsp;dziób pod moją brodą i domagając się&amp;nbsp;bezustannych głasków, podrzucał łepetynę aż mi zęby strzelały.&lt;br /&gt;Mam też problem z chodzeniem. Przedwczoraj nasz koci &lt;em&gt;janołecek &lt;/em&gt;spał mi na kolanie przez kilka godzin. Sen mam mocny, nie czułam, nie przeszkadzało mi to. Tyle, że&amp;nbsp;od wczorajszego ranka&amp;nbsp;mam niepokojące wrażenie,&amp;nbsp;iż coś mi w tym kolanie przeskoczyło i tak jakby ... ociera się o drugiego cosia.&amp;nbsp;Obecności owych cosiów i powodującego przykry ból ocierania jakoś wcześniej nie stwierdzałam...&lt;br /&gt;Czy jest nadzieja, że&amp;nbsp;Rozczochraniec kiedykolwiek nauczy się, iż noc jest od spania? &lt;br /&gt;Marne szanse, biorąc pod uwagę, że nasz pieszczoch tydzień temu skończył calutkie, okrągłe ;) 4 latka! Wzruszyłam się wielce i odgrzebałam z komputerowych czeluści takie oto foteczki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tu pierwszy wieczór maluszka u nas:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-wcqwxs3jzkw/TwbjkMdAU_I/AAAAAAAAIgI/sA7IRNfosUI/s1600/maluszek.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="362" rea="true" src="http://1.bp.blogspot.com/-wcqwxs3jzkw/TwbjkMdAU_I/AAAAAAAAIgI/sA7IRNfosUI/s400/maluszek.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;I pierwsza noc. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-AxK_xboC8u0/Twbj105na_I/AAAAAAAAIgQ/nKblz_AJzO8/s1600/DSC00005.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="300" rea="true" src="http://3.bp.blogspot.com/-AxK_xboC8u0/Twbj105na_I/AAAAAAAAIgQ/nKblz_AJzO8/s400/DSC00005.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Tak dokuczał Czesławkowi:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-EQNcdlkeJrg/TwbkEqfrbmI/AAAAAAAAIgY/QKvPcsczVbA/s1600/maluszek+2.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="285" rea="true" src="http://2.bp.blogspot.com/-EQNcdlkeJrg/TwbkEqfrbmI/AAAAAAAAIgY/QKvPcsczVbA/s400/maluszek+2.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;A tak mu Czesio - mimo wszystko - pomagał (moje ukochane zdjęcie):&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-bUHB06SVD54/TwbkReb9e1I/AAAAAAAAIgo/48xKVhoTXLk/s1600/maluszek+4.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" rea="true" src="http://2.bp.blogspot.com/-bUHB06SVD54/TwbkReb9e1I/AAAAAAAAIgo/48xKVhoTXLk/s640/maluszek+4.JPG" width="360" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Tu jedno z pierwszych zdjęć, na których został uwieczniony, jeszcze w swym poprzednim domku&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-aDRxisGBelc/TwblNO_IUuI/AAAAAAAAIgw/cRaSXDY_mqo/s1600/maluszek+3.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" rea="true" src="http://1.bp.blogspot.com/-aDRxisGBelc/TwblNO_IUuI/AAAAAAAAIgw/cRaSXDY_mqo/s640/maluszek+3.JPG" width="432" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left" class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;A tu pierwsza fotka wykonana u nas. Mój rozczochrany&amp;nbsp;zezolek...&amp;nbsp; :)&lt;/div&gt;&lt;div align="left" class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left" class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-m3LMLelsWZk/TwbmDGaMXzI/AAAAAAAAIhA/xR3GrrllQ9E/s1600/pierwsza+fotka.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" rea="true" src="http://2.bp.blogspot.com/-m3LMLelsWZk/TwbmDGaMXzI/AAAAAAAAIhA/xR3GrrllQ9E/s400/pierwsza+fotka.JPG" width="350" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left" class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left" class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;I mogłabym te wspomnienia snuć jeszcze odzinami, gdyby nie fakt, że robota goni. Trzymajcie jutro kciuki, czy coś... ;)&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-2038571104608804793?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/2038571104608804793/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2012/01/noworoczne-postanowienie.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/2038571104608804793'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/2038571104608804793'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2012/01/noworoczne-postanowienie.html' title='Noworoczne postanowienie.'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-wcqwxs3jzkw/TwbjkMdAU_I/AAAAAAAAIgI/sA7IRNfosUI/s72-c/maluszek.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-946410816138875252</id><published>2012-01-01T05:42:00.000-08:00</published><updated>2012-01-01T06:03:01.016-08:00</updated><title type='text'>Zieeeeew!</title><content type='html'>Wstaliśmy. A było to trudne. I wcale nie z powodu balowania do upadłego.&lt;br /&gt;Gdy otworzyłam dziś oczy, miałam wrażenie, że przewidywany koniec świata jednak nastąpił. Prawdopodobnie stało się to w okolicach godziny 3.00 (najbardziej niebezpieczna i magiczna godzina doby), a ja - z racji niebywałej szlachetności charakteru - przeniosłam się w ciszy i spokoju do kociego raju. Gdziekolwiek bowiem nie spojrzałam, tam był kot. Kot pod głową, kot na brzuchu, kot w nogach, kot rozłożony na pleckach w ekwilibrystycznej pozie głową z dół, dupką w górze, zaczepiający łapką Dużego i ewidentnie domagający się głaskania. Zobaczyłam też samą siebie -&amp;nbsp;niezmiernie rozczochraną i zaspaną, odbijającą się w szerokich źrenicach hipnotycznie we mnie wpatrzonego kota.&lt;br /&gt;Po dłuższej chwili dotarło do mnie, że cała ta żywina to moi, niemal na własnej piersi wyhodowani, podopieczni, bohaterowie tegoż bloga, którzy całą gromadką nawiedzili nasze łoże... chyba z lęku i niepewności. Petardy wszak dawno już przestały walić, ale - jak może powiedziałby Kubuś Puchatek - z petardami to jednak nigdy nic nie wiadomo. A Duża jest przecież&amp;nbsp;herod-baba i obroni przed wszelkim złem.&lt;br /&gt;Sylwester mijał nam bowiem bardzo spokojnie, ale&amp;nbsp;fajerwerki sprawiły w pewnym momencie, iż koteczki&amp;nbsp;utraciły na chwilę wigor i spokój ducha. Joż zakopał się po swojemu&amp;nbsp;w kanapie, Pola wturlała się na moje kolana, a Czesio siedział nienaturalnie wyprostowany, w fotelu, obok mnie i Polci (!), strzelając wokół&amp;nbsp;niesamowicie wielkimi ślepkami. Zdawał się też - z wielce skupioną minką - skrupulatnie przetrząsać sumienie w poszukiwaniu licznych grzechów i grzeszków.&lt;br /&gt;Najciekawiej w tym apokaliptycznym momencie zachowywał się Miś. Po pierwsze uznał, że oto koniec najlepszego ze światów jest bliski; po drugie - z właściwym sobie spokojem - postanowił pogodzić się z tym smutnym faktem; po trzecie stwierdził, że przestrzeń między fotelami daje znakomite schronienie w tym dziejowym punkcie kulminacyjnym; a po czwarte postanowił, że co jak co, ale on musi się przede wszystkim umyć i oczekiwać eschatologicznego przełomu jako Miś Czysty. &lt;br /&gt;Im mocniej zatem waliło, świstało i wybuchało, im szersze robiły się źrenice Czesia i im mocniej Polcia wbijała pazurki w moje kolana -&amp;nbsp;tym intensywniej Misiaczek się pucował.&lt;br /&gt;Królik spał snem sprawiedliwego.&lt;br /&gt;Nieco wcześniej musieliśmy wyperswadować Mirmisiowi siedzenie na półce przed telewizorem i wyjaśnić, że są takie chwile, kiedy Duzi NIE oglądają Kota Simona. Miś bowiem bardzo tę bajeczkę lubi. *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-JcvniGbUF7U/TwBiLoCv-aI/AAAAAAAAIZU/uRJDYr9Z4EQ/s1600/Mi%25C5%259B+i+tv.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="330" rea="true" src="http://4.bp.blogspot.com/-JcvniGbUF7U/TwBiLoCv-aI/AAAAAAAAIZU/uRJDYr9Z4EQ/s400/Mi%25C5%259B+i+tv.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/--hRYoyXA9zg/TwBiTXYysbI/AAAAAAAAIZg/ntJ3Mujqg5g/s1600/mi%25C5%259B+i+tv+2.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="325" rea="true" src="http://1.bp.blogspot.com/--hRYoyXA9zg/TwBiTXYysbI/AAAAAAAAIZg/ntJ3Mujqg5g/s400/mi%25C5%259B+i+tv+2.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-3ychdJXzTYg/TwBiZKzICII/AAAAAAAAIZs/wyxHLXSvdAE/s1600/mi%25C5%259B+i+tv+3.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="298" rea="true" src="http://4.bp.blogspot.com/-3ychdJXzTYg/TwBiZKzICII/AAAAAAAAIZs/wyxHLXSvdAE/s400/mi%25C5%259B+i+tv+3.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-p0Ky6Gpud90/TwBifPSM_bI/AAAAAAAAIZ4/srMvQexUfzw/s1600/Mi%25C5%259B+i+tv+4.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="296" rea="true" src="http://4.bp.blogspot.com/-p0Ky6Gpud90/TwBifPSM_bI/AAAAAAAAIZ4/srMvQexUfzw/s400/Mi%25C5%259B+i+tv+4.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;A Wam jak mijał Sylwester? Czy tak jak my powzięliście jakieś noworoczne postanowienia, aby potem z pełnym spokojem potraktować je jako cokolwiek naiwne i niewarte przesadnego zainteresowania? ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozdrawiamy śpiąco i noworocznie. Niech Wam się darzy, Kochani!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: xx-small;"&gt;*zdjęcia archiwalne ;)&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-946410816138875252?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/946410816138875252/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2012/01/zieeeeew.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/946410816138875252'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/946410816138875252'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2012/01/zieeeeew.html' title='Zieeeeew!'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-JcvniGbUF7U/TwBiLoCv-aI/AAAAAAAAIZU/uRJDYr9Z4EQ/s72-c/Mi%25C5%259B+i+tv.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-2942179894536134319</id><published>2011-12-30T16:23:00.000-08:00</published><updated>2011-12-30T16:34:37.395-08:00</updated><title type='text'>Serdecznych życzeń moc!</title><content type='html'>&lt;em&gt;&lt;span style="color: purple;"&gt;Kochani!&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color: purple;"&gt;Najserdeczniejsze życzenia&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color: purple;"&gt;szampańskiej zabawy,&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color: purple;"&gt;radości, pogody ducha, optymizmu&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color: purple;"&gt;i spełnienia najskrytszych marzeń&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color: purple;"&gt;składają&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color: purple;"&gt;Ania i Niebiescy&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-5wrHd7KtRzQ/Tv5VrgoxeUI/AAAAAAAAIZI/xqGtu2xFbjc/s1600/na+fb+jo%25C5%25BC.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" rea="true" src="http://2.bp.blogspot.com/-5wrHd7KtRzQ/Tv5VrgoxeUI/AAAAAAAAIZI/xqGtu2xFbjc/s640/na+fb+jo%25C5%25BC.JPG" width="491" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-2942179894536134319?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/2942179894536134319/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/12/serdecznych-zyczen-moc.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/2942179894536134319'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/2942179894536134319'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/12/serdecznych-zyczen-moc.html' title='Serdecznych życzeń moc!'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-5wrHd7KtRzQ/Tv5VrgoxeUI/AAAAAAAAIZI/xqGtu2xFbjc/s72-c/na+fb+jo%25C5%25BC.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-8901005197346585800</id><published>2011-12-30T05:07:00.000-08:00</published><updated>2011-12-30T13:39:06.608-08:00</updated><title type='text'>Z nowym rokiem, nowym krokiem...</title><content type='html'>Witajcie.&lt;br /&gt;Czy Ktoś miły nas jeszcze pamięta? Oj, chyba nie mam prawa się tego domagać. Znów skandalicznie zaniedbałam blogowanie. No nic, popiszę sobie zatem ot tak, sama dla siebie, może znów przypadkiem kogoś to zainteresuje? ;)&lt;br /&gt;Mirmiłowo tej jesieni kwitło radością. Kotuchy, odpukać, brykały zdrowe, tłuściutkie&amp;nbsp;i zadowolone. Walki między Czesławkiem i Polcią zdarzały się bardzo rzadko. Jożo budził nas konsekwentnie noc w noc, a Miś stał się niesamowitym miziakiem i prowokatorkiem. Doszedł do wniosku (słusznego zresztą), że Duża kocha go bez granic, gwarantuje mu wieczysty immunitet i wybaczenie szkód wszelakich, zatem - i tu tok myślenia Misia okazał się być nieco wadliwy - będzie on sobie ustawiał inne koty. Bo tak. Prowokuje zatem Polcię, prowokuje Czesławka, a potem leci na skargę, gdy sprowokowani spuszczają mu manto. &lt;br /&gt;Pod koniec sierpnia zakupiliśmy kociastym wspaniały drapak. Kosztował sporo, a wspominam o tym dla podkreślenia zaistniałego wkrótce potem absurdu. Rozpakowawszy&amp;nbsp;cenny sprzęt, dokonaliśmy małego przemeblowania i dawaj - zapraszać koty do zabawy. &lt;br /&gt;I bawiły się... Tyle, że olbrzymim pudłem po owym drapaku. Była to najkosztowniejsza zabawka jaką kiedykolwiek sprawiłam swoim kotom. Miś urządził sobie w pudle domek i po pierwsze prał solidnie każdego, kto się do domku zbliżył, a po drugie - przenikliwie darł dziobek, gdy któreś z nas próbowało olbrzymi karton wynieść. Aż do świąt Bożego Narodzenia pudło stanowiło wątpliwą ozdobę naszego salonu. Wielką, obdartą, niedającą się nie zauważyć. Ponieważ jego mieszkaniec toczył w tzw. międzyczasie bój o niepodległość, pudło przeistoczyło się w okupowaną twierdzę. Miało w związku z tym&amp;nbsp;wszędzie dziury, było podarte i poszarpane. Kleiliśmy je zatem taśmą, a Duży nawet dobudował daszek, żeby oblężony władca mógł się skryć przed wyimaginowanym deszczem.&lt;br /&gt;W dzień wigilii zdecydowałam, że w domu pozostanie albo pudło, albo ja i gdy kasztelanek był zajęty pomaganiem w ostatnich przedświątecznych porządkach, wytaszczyliśmy karton na śmietnik. Mąż mój z rozczuleniem stwierdził, że po 4 miesiącach pudło przeistoczyło się niemal w członka rodziny. Zastanawiamy się teraz, czy nie zrobić Mirmisiowi budki o rozmiarach pudła, z ładnej sklejki drewnianej, ozdobionej techniką decoupage. ;) ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No właśnie... Mirmiłowo troszeczkę ożyło dzięki ozdobieniu ścian pewnymi dziełami sztuki. Zaczęłam się ostatnio nieco bawić w dekupażowanie i powstała na przykład seria takich kocich obrazków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-0yHBWTjwKsc/Tv21EZZJgtI/AAAAAAAAIYA/sIsifbYb6J0/s1600/kola%25C5%25BC.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="250" rea="true" src="http://4.bp.blogspot.com/-0yHBWTjwKsc/Tv21EZZJgtI/AAAAAAAAIYA/sIsifbYb6J0/s400/kola%25C5%25BC.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Ten wspaniały obraz nabyliśmy do przedpokoju jesienią:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-Lw1FeTZt8WE/Tv2_6nI4nlI/AAAAAAAAIYY/Yen-NJjdO4k/s1600/316997_264516703579885_100000646732206_887191_542804186_n.jpeg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" rea="true" src="http://2.bp.blogspot.com/-Lw1FeTZt8WE/Tv2_6nI4nlI/AAAAAAAAIYY/Yen-NJjdO4k/s400/316997_264516703579885_100000646732206_887191_542804186_n.jpeg" width="270" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Zastawiając dom, zakupiliśmy do salonu te oto pamiątki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-xWvaSbDFqV8/Tv3AjJGAUsI/AAAAAAAAIYk/5l2f89rRAJQ/s1600/dwa+dzie%25C5%2582a.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="300" rea="true" src="http://4.bp.blogspot.com/-xWvaSbDFqV8/Tv3AjJGAUsI/AAAAAAAAIYk/5l2f89rRAJQ/s400/dwa+dzie%25C5%2582a.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;A tu - skoro już przy zdjęciach jesteśmy - przedstawiam dzieło klasy najwyższej, zerowej, Czesia, oczekującego na wigilijną kolację:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-XDpCUHRuh-g/Tv22hvhtRwI/AAAAAAAAIYM/NqXyQvWV8Y4/s1600/leniuszek+-+pic.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="211" rea="true" src="http://3.bp.blogspot.com/-XDpCUHRuh-g/Tv22hvhtRwI/AAAAAAAAIYM/NqXyQvWV8Y4/s400/leniuszek+-+pic.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;... i pomagającego robić bombki na choinkę:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-1rV7iy8CInQ/Tv3BT_rj3SI/AAAAAAAAIYw/2x_RYOrQe-g/s1600/czesio+na+blog.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="255" rea="true" src="http://2.bp.blogspot.com/-1rV7iy8CInQ/Tv3BT_rj3SI/AAAAAAAAIYw/2x_RYOrQe-g/s320/czesio+na+blog.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaś jeśli chodzi o moją skromną osobę, podsumowanie starego roku rysuje się całkiem korzystne. Podjęłam studia na bibliotekoznawstwie, pracuję w dwóch szkołach. Nie wiem wprawdzie, co będzie w przyszłym roku, ale jestem dobrej myśli. Cieszę się chwilami spędzanymi w domu. Piekę pachnące ciacha, dbam o kociaste, sporo czytam, zaczynam przygotowywać się do pierwszych egzaminów. Każdą komóreczką doceniam bycie w domu, z najbliższymi ludźmi i ukochanymi zwierzakami. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zostańcie z nami, Kochani. Czekają nas przecież noworoczne życzenia, a może i jakieś foteczki się trafią?&lt;br /&gt;Pozdrawiamy!!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-8901005197346585800?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/8901005197346585800/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/12/z-nowym-rokiem-nowym-krokiem.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/8901005197346585800'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/8901005197346585800'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/12/z-nowym-rokiem-nowym-krokiem.html' title='Z nowym rokiem, nowym krokiem...'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-0yHBWTjwKsc/Tv21EZZJgtI/AAAAAAAAIYA/sIsifbYb6J0/s72-c/kola%25C5%25BC.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-5866820964883335348</id><published>2011-10-30T09:24:00.000-07:00</published><updated>2011-10-30T09:25:29.072-07:00</updated><title type='text'>Lekarz bez granic.</title><content type='html'>4.00 rano&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Cześć, co u ciebie? Jak się czujesz? Bardzo źle? No, odpowiedz kotu! Ja sobie w takim razie tu przycupnę, obok ciebie, i będę cię leczniczo wygrzewał. Oooo, wsadzę ci pysio w ucho i będę głośno mruczał, to ukoi nerwy... A teraz położę się na szyi. Przy anginie wygrzewanie gardła to podstawa.&lt;br /&gt;- Cześć Jożu... No, przytul się, przytul i śpimy...&lt;br /&gt;- Żadne takie!! Posuń się jeszcze! Ja ci się położę na płucach, żebyś nie dostała zapalenia, bo wiesz, zejdzie choróbsko niżej i dopiero będzie problem... I żołądek ci wygrzeję, żebyś nie dostała grypy żołądkowej. Wiesz, co by to wtedy było?!&lt;br /&gt;- Jożulek, nie kręć się... Śpimy...&lt;br /&gt;- Oj tam, oj tam, czekaj, zlezę pod kołdrę, bo miałaś trzy lata temu problem z pęcherzem. O, teraz dobrze.&lt;br /&gt;- Jożu, czekaj, muszę do toalety. Zaraz wracam i śpimy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4.30&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Weź tę brodę, ja sobie ułożę pysio przy twoim uchu, a ty mnie głaszcz!&lt;br /&gt;- Jożo, jak pragnę zdrowia, idź sobie! Albo&amp;nbsp;śpimy!&lt;br /&gt;- Głaszcz, mówię! Wszyscy by chcieli wszystko za darmo! Ja cię tu wygrzeję, chora jesteś, ale za to mnie głaszcz! Do drap, mówię, niżej! Po bródką! O tak...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4.40&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Teraz czekaj, ja się odwrócę, wygrzeję cię z drugiej strony, ale drap. Nie ma spania, co ja będę za darmo mruczał??&lt;br /&gt;- Jożo, zabierz mi ten lodowaty nos! &lt;br /&gt;- Drap, drap, nie przeszkadzaj sobie. I śpimy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4. 50&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- No&amp;nbsp;i czemu&amp;nbsp;przestajesz!? Mówię, że śpimy, ale jak tu spać, gdy ty nie drapiesz i nie głaszczesz? Mam sobie pójść?? Chcesz być chora?? Co za pacjent z ciebie?? Nie da się leczyć, gdy nie współpracujesz!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5.00&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Ależ się wiercisz, miejsce kotu zabierasz. A lekarz musi mieć pole do pracy! &lt;br /&gt;- Zimno mi od tej ściany, wredne kocisko! Posuń się, albo cię przerobię na pasztet!&lt;br /&gt;- Zero wdzięczności, zero. Ale ja jestem specjalista, profesjonalista i będę cię leczył, czy tego chcesz, czy nie! Posuń się jeszcze ździebko i drap, a ja pomyślę, co by ci tu jeszcze wygrzać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;6.00&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Cóż ty się tak tłuczesz po tej kuchni? Nie powinnaś spać??&lt;br /&gt;- Słuchaj Piotruś, jak sowicie dopłacę, to przyjmą mnie z anginą do szpitala?? &lt;br /&gt;- Co ty bredzisz? Marsz do łóżka, odpocznij, pośpij...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-5866820964883335348?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/5866820964883335348/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/10/lekarz-bez-granic.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/5866820964883335348'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/5866820964883335348'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/10/lekarz-bez-granic.html' title='Lekarz bez granic.'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-6695705033778827099</id><published>2011-07-27T05:02:00.000-07:00</published><updated>2011-07-27T07:03:20.401-07:00</updated><title type='text'>Nielekko płynie w nas to lato...</title><content type='html'>Kochani, nie bardzo wiem, czym radosnym miałabym Was przyciągnąć tym razem, skoro wciąż nie ma mnie w Mirmiłowie. Otrzymuję - owszem - zdjęcia, jednakże nie widać na nich nic, poza górami futra, którego zawartość zdaje się być głęboko uśpiona. Podobno, gdy futro nie śpi, to biega. A jak biega, to żaden aparat nie daje&amp;nbsp;mu rady. &lt;br /&gt;Powzięłam jednakoż dwa postanowienia. Po pierwsze, kiedy wrócę, Miś pójdzie do pracy. Tak, tak. Będę go wynajmować do łowienia robali, które zalęgły się na drugim końcu budynku. I nie ma, że jest cukierkiem, niewiniątkiem i słabizną. Pójdzie do pracy i kropka, bo musi mi odpracować&amp;nbsp;zniszczone, potrzaskane na nic osłonki do storczyków. Nie dość, że człowiek toto karmi, leczy, no - może nie odziewa - ale z pewnością daje wikt i dach nad głową, to jeszcze takie ciężkie straty ponosi. &lt;br /&gt;Jożo natomiast będzie się uczył. Od września. Zazdrość mnie bowiem dziś ukłuła, gdy na pewnym filmiku ujrzałam kota, który chcąc jeść, zwracał się do swojej Dużej: "mama! mama!". Czyż moje kocie dziecko ma być gorsze?! Nigdy w życiu! Wszak Jożo potrafi mówić o wiele ładniej, tyle że słowo "mama"&amp;nbsp;kieruje w stronę filcowej myszy, a mnie skrobie w łydkę i krzyczy "e! ee!". No nie może tak być. &lt;br /&gt;Czesławek jest jak zawsze bardzo grzeczny, ale ostatnio - ku znikomej uciesze Dużego - zebrało mu się na zwierzenia o godzinie 4.00 nad ranem. &lt;br /&gt;Większe kłopoty miał Duży z Poleńką, która przechodziła nawrót zapalenia pęcherza moczowego i ... musiała dostawać tabletki. Pierwszą Duży postanowił rozpuścic w wodzie i&amp;nbsp;podać strzykawką. Prawie się udało. Kotka zapluła niemożebnie siebie, jego i całe mieszkanie, pozostawiając jednak&amp;nbsp;nikłą nadzieję, że część tabletki trafiła do jej wnętrza. &lt;br /&gt;Z drugą&amp;nbsp;pastylką poszło gładko. Przegłodzona kocina otrzymała&amp;nbsp;ją bowiem zawiniętą w kawałek szyneczki. Łyknęła jak młody pelikan, zastanowiła się chwilkę i następnego dnia, widząc Dużego z szynką w ręce, zapytała go uprzejmie, czy on aby nie zwariował. Ona bowiem jest może i&amp;nbsp;głodna, ale z pewnością nie głupia i nawet jeśli dała się nabrać raz, to nie należy przypuszczać, iż nabierze się po raz kolejny. &lt;br /&gt;Duży podumał, podumał i rychło mi doniósł, że&amp;nbsp;kocinka jednak dała się wpuścić w przysłowiowe maliny. Nie jest ona tak bystra, jak by się mogło wydawać. Znów łyknęła w szynce. Kluczem do rozwiązania problemu okazała się cena owej szynki: ponad 30 zł za kilogram. No gdyby się na TAKĄ szynkę nie nabrała, to by znaczyło, że jest mądrzejsza niźli Duży.&lt;br /&gt;Następnego dnia jednak Polcia odmówiła zdecydowanie konsumpcji owego delikatesu i kazała tym samym&amp;nbsp;zwątpić w salomonową przebiegłość Dużego. Nie. Nie zje tabletki nawet&amp;nbsp;w płetwie rekina i nie ma sensu o tym deliberować. Zjadła trzy i na tym poprzestanie. Nie, tuńczykiem też nie będzie uprzejma sie poczęstować. &lt;br /&gt;I wtedy stała się rzecz dziwna. Doprowadzony do ostateczności Duży, nie troszcząc się o szynki, kraby, homary i tuńczyki, posadził sobie po prostu dziewczę na kolanach, otworzył mu dziób, wciepnął tabletkę, wymasował gardziołko i pooooszłooooo. Najprostsze bowiem rozwiązania jakimś cudem najciężej rodzą się w centrach dyspozycyjnych naszych mózgów. A szkoda.&lt;br /&gt;Na genialny w swej prostocie pomysł wpadł także Misio. Stwierdził mianowicie, że będzie jadł wyłącznie pizzę. Powód? Bo jest dobra, a on latem ma niejakie braki w apetycie. Właściwie dlaczego nie miałby jeść pizzy? Bo nie zawsze jest? To nie szkodzi, on poczeka. Za chrupeczki podziękuje. Mięsko? A czy na pizzy? Nie na pizzy? To też podziękuje. Ooooo, ktoś dzwoni!!! Na pewno pan z pizzą! I Misio czeka przy drzwiach. Widząc wiadomy kartonik, aż się trzęsie z wielkiego ukontentowania i natychmiast po otwarciu porywa kawał, choćby był nawet większy od niego. &lt;br /&gt;Zamrożoną z piekarnika też lubi. Ma mieć tylko puszystą piętkę, którą Miś będzie sobie ciumkał.&lt;br /&gt;Problemu nowych żywieniowych upodobań Misia Duży jeszcze nie rozwiązał...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-jboqVyInMs4/TjAB6v48lvI/AAAAAAAAINE/MkPIkviMbNg/s1600/20101017532.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/-jboqVyInMs4/TjAB6v48lvI/AAAAAAAAINE/MkPIkviMbNg/s320/20101017532.jpg" t$="true" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-6695705033778827099?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/6695705033778827099/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/07/nielekko-pynie-w-nas-to-lato.html#comment-form' title='Komentarze (19)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/6695705033778827099'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/6695705033778827099'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/07/nielekko-pynie-w-nas-to-lato.html' title='Nielekko płynie w nas to lato...'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-jboqVyInMs4/TjAB6v48lvI/AAAAAAAAINE/MkPIkviMbNg/s72-c/20101017532.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>19</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-6495945773734884045</id><published>2011-07-05T06:52:00.000-07:00</published><updated>2011-07-10T13:51:14.155-07:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;em&gt;- A ty jak myślisz, Jożiku, istnieje czas??&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- No ba! Oczywiście. I to niejeden: czas jeść, czas spać!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;... odparł Jożik zwijając się w kuleczkę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cóż, jeśli czas istnieje to jest wyjątkowo złośliwym tworem. Charakternym i podłym.&amp;nbsp;Kiedy bowiem jestem w domu&amp;nbsp;- pędzi jak obłąkany, zaś gdy przebywam poza domem -&amp;nbsp;tkwi w miejscu, a nawet się cofa! &lt;br /&gt;Takie rozmyślania snułam sobie przytłoczona zarówno paskudną, ropną anginą jak i świadomością, że niebawem - poza wymienionym przez Joża czasami - nadejdzie czas kolejny: czas wracać do pracy i czas wyjechać z domu. A potem po raz kolejny, znowu, i znowu... Brak wizji jakiejkolwiek stabilizacji sprawiał, że miałam wręcz ochotę&amp;nbsp;przenieść się za sprawą tej anginy z tego padołu na lepszy.&amp;nbsp;Teraz już wiem, że mam wręcz obsesję na punkcie planów, stabilizacji, ustalania wszystkiego na 10 lat z góry. Brak jasnych, określonych perspektyw&amp;nbsp;jest dla mnie najgorszą chorobą.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;Dnia pewnego podjęłam ostatni wysiłek, w moim wyobrażeniu - daremny. Nie nadzieja, bynajmniej, ale&amp;nbsp;wrodzone poczucie obowiązku kazało mi zadzwonić do szkoły, w której przepracowałam kiedyś ładnych parę lat. Dyrekcja nie bardzo chciała mnie wówczas wypuścić, a wypowiedzenie składałam z własnej woli - na rzecz pracy w liceum.&amp;nbsp;Kilka miesięcy&amp;nbsp;temu schowałam jednak dumę do kieszeni i podczas przypadkowego spotkania zwierzyłam się pani dyrektor, że mam kłopoty i najchętniej to bym z podkulonym ogonkiem wróciła do owego miejsca, w którym było mi dobrze i z którego nikt mnie nie wyrzucał. Dyrekcja powiedziała wówczas, że jeśli coś się znajdzie, to zadzwoni. Nie dzwoniła, zatem niby wszystko jasne. Ale trzeba wiedzieć na pewno...&lt;br /&gt;- Aaaaa, dzień dobry pani Aniu. Miałam już kilka dni temu do pani dzwonić i jakoś ciągle zapominałam - wyćwierkała mi do słuchawki i już chwilę potem tańczyliśmy z Jożem obłędnego walca pt. "Na falach Bobru". Bo Duża wraca na stałe do domku. Duża dostała pracę, a cztery wcielenia Mzimu zebrały się w sobie i nareszcie przyniosły jej szczęście. Już ostatnio oberwało się Polci, że oto cała Japonia wierzy, iż szylkretki przynoszą szczęście, a ona co? Obija się. &lt;br /&gt;Teraz jestem w Niemczech po raz ostatni. Zarabiam sobie na studia, idę bowiem na bibliotekoznawstwo. Umowę będę miała wprawdzie podpisaną na rok, ale wierzę, że być może po owym roku i dwóch z trzech semestrów bibliotekoznawstwa, znajdę zatrudnienie w bibliotece.&lt;br /&gt;Mirmiłowo jakoś ożyło. Rozpierana pozytywną energią ostrzygłam brzuszki&amp;nbsp;łachudrom. Oczywiście troje niewdzięczników&amp;nbsp;źle oceniło moje intencje i zachowywało się w sposób karygodny. Miś piskliwym głosikiem oznajmiał światu, że oto on, Przytulasek-Cukiereczek, poddawany jest szokująco niesprawiedliwej i okrutnej operacji. Jego&amp;nbsp;delikatna psychika dozna urazu! Będzie miał traumę i stanie się kotkiem z dysfunkcją poczesaniową. Kto napisze program terapeutyczny? No kto?? &lt;br /&gt;Pola rzuciła na mnie niejedną klątwę i chyba usiłowała mnie opluć, co przy znacznych brakach w garniturze zębów nie bardzo jej się udawało. Jożo konsekwentnie darł się "mamm-mma, nie!", a ja jakoś nie miałam sumienia mu w takiej chwili powiedzieć, że nie jest moim rodzonym dzieckiem i żeby zamknął dziób, bo mi policję nadgorliwi sąsiedzi wezwą. Przy wyrazistej artykulacji Joża w życiu nikomu nie wytłumaczę, że nie mam ludzkich dzieci. &lt;br /&gt;I tak radośnie upływały nam dni. Z nosa płynęło, z oka płynęło, zakurzone&amp;nbsp;kwiaty spływały wodą, ekspress pyszną kawą, walizka siuśkami, a moja dusza pławiła się w perspektywie rychłego powrotu do domu na stałe. &lt;br /&gt;Nie bardzo wiem, gdzie rozpocznę studia. Jak pisałam wcześniej - Wrocław się nie określił. Być może będę dojeżdżać do Katowic. Zobaczymy. Gdziekolwiek jednak się nie znajdę - dam Wam znać i mam nadzieję, że wychylimy wspólnie niejedną kawę, piwko, winko, czy co tam lubicie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozdrawiam najserdeczniej. Zdjęcia wkrótce...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Strasznie zła, ale spacyfikowana podczas czesania Poleńka:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-S0pTHBhC_ho/ThMcLcRpJfI/AAAAAAAAIKY/L84AB0ATaWY/s1600/IMG_1036.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" i$="true" src="http://2.bp.blogspot.com/-S0pTHBhC_ho/ThMcLcRpJfI/AAAAAAAAIKY/L84AB0ATaWY/s400/IMG_1036.JPG" width="300" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Misio - z cyklu "A co ty tu masz ciekawego?"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-oC8BLUqEcDo/ThMca4sQh1I/AAAAAAAAIKc/IoW-9o-yTGw/s1600/IMG_1008.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" i$="true" src="http://3.bp.blogspot.com/-oC8BLUqEcDo/ThMca4sQh1I/AAAAAAAAIKc/IoW-9o-yTGw/s320/IMG_1008.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-6495945773734884045?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/6495945773734884045/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/07/ty-jak-myslisz-joziku-istnieje-czas-no.html#comment-form' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/6495945773734884045'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/6495945773734884045'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/07/ty-jak-myslisz-joziku-istnieje-czas-no.html' title=''/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-S0pTHBhC_ho/ThMcLcRpJfI/AAAAAAAAIKY/L84AB0ATaWY/s72-c/IMG_1036.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-4320458632459773168</id><published>2011-07-05T00:41:00.000-07:00</published><updated>2011-07-05T07:47:54.137-07:00</updated><title type='text'>Siuśki, walizka i strzyżenie Mzimu, czyli jedziemy dalej z tym koksem.</title><content type='html'>... napisała Duża i popadła w tępe zamyślenie. O czym pisać najpierw, po tylu tygodniach milczenia? Gdy działo się tak wiele, że nie sposób było na dłużej usiąść do komputera?&lt;br /&gt;Zacznę od podziękowań. &lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color: #741b47;"&gt;&lt;em&gt;Kochane Moje, Owieczko, Basiu, Bożenko,&amp;nbsp;Madziu, Joasiu, Kasiu, Iwonko, Agnieszko&amp;nbsp;i Wszystkie Moje Najukochańsze Czytelniczki - tysiąckrotnie dziękuję Wam za wsparcie podczas ostatnich dwóch miesięcy. Za maile, za podsuwane ogłoszenia o pracy, a nawet za propozycję udostępnienia mieszkania. Jestem Wam nieopisanie wdzięczna za to, że byłyście i&amp;nbsp;że mogłam w każdej chwili otworzyć internetową skrzynkę, by&amp;nbsp;znaleźć w niej ciepły list. DZIĘKUJĘ.&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-mH1nnAy0e60/ThMkAitvXnI/AAAAAAAAIKg/TMSWEEfulRg/s1600/IMG_0718+-+storczyk2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="246" i$="true" src="http://1.bp.blogspot.com/-mH1nnAy0e60/ThMkAitvXnI/AAAAAAAAIKg/TMSWEEfulRg/s320/IMG_0718+-+storczyk2.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Nie odpisywałam na bieżąco, ponieważ przez prawie miesiąc miałam spore problemy z okiem. Wszystko zaczęło się na dwa tygodnie przed wyjazdem do domu, gdy&amp;nbsp;nie bardzo miałam możliwość pójścia do okulisty. Zatkał mi się kanalik łzowy (tak, tak, jak persowi) i dopóki nie został mechanicznie przetkany (igiełką, a jakże), czułam się jakby mi ktoś wpakował kulkę w łeb i kazał z nią spacerować. Spuchła mi część twarzy, z oka ciekło i nawet po przetkaniu długo jeszcze nie mogłam siadać do komputera. Czytałam na bieżąco Wasze maile, ale naprawdę nie mogłam na wszystkie odpisać, za co gorąco PRZEPRASZAM.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do Mirmiłowa powróciłam w asyście męża, który przyjechał po mnie do Niemiec. Niebieskie łobuzięta zostały w tym czasie pod opieką Wielkiego Wuja, który miał jasno powiedziane (jak już komuś wspominałam), że jeśli zaniedba którekolwiek z wcieleń&amp;nbsp;Kosmatego Mzimu, będziemy z niego pasy drzeć na placu przed ratuszem. Wielki Wuj wziął sobie te słowa głęboko do serca i przede wszystkim postanowił dwie rzeczy: karmić i mieć na oku. Pierwszego dnia zatem otrzymałam wiadomość następującej treści: &lt;em&gt;przyszedłem, znalazłem wszystkie, powyciągałem z kryjówek, nakarmiłem, poukładałem rządkiem na łóżku i&amp;nbsp;kazałem spać. Śpią.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;To, zaiste niespotykane, posłuszeństwo zdumiało mnie niezmiernie. Póki żyję bowiem nie udało mi się ułożyć kotów rządkiem i wszystkich na raz uśpić. Zaklął je? Czary odprawił? Egzorcyzmy? Chciałabym zobaczyć śmiałka, który ułoży Polę obok Cześka i nie oberwie...&lt;br /&gt;Wkrótce potem zobaczyłam i uwierzyłam. Tajemnica panowania nad czterema łapserdakami tkwiła bowiem w ilości podawanego im posiłku, a ta była po prostu niebagatelna. Z przerażeniem wysłuchałam relacji, jak to Wielki Wuj napełniał miseczki po brzegi kilka razy dziennie, każdemu według woli,&amp;nbsp;podczas gdy miał przykazane dawać po jednej łyżce na łebka, 2-3 razy na dobę... Z miseczek się wysypywało i wylewało. Kosmate diablęta początkowo nie dowierzały swemu szczęściu, jednak wkrótce zaczęły pochłaniać z siłą i prędkością dobrze ssacego odkurzacza. W reakcji na ów niebywały apetyt Wuj dosypywał jeszcze więcej, bo pewnie dziateczki głodne... Czwartego dnia zastrajkowały i wieczorem nawet Joż odmówił konsumpcji. &lt;br /&gt;Gdy następnego dnia powróciliśmy do normalnego systemu karmienia, Jożo stwierdził, że chyba nam resztki rozumu słońce wypaliło i zażądał natychmiastowego powrotu Wielkiego Wuja. &lt;br /&gt;Czesławek natomiast, moje najukochańsze alter ego, dał mi jednoznacznie do zrozumienia, że on to cieszy się przede wszystkim moim powrotem. Kocha mnie. Nie chce, żebym wyjeżdżała, gdyż albowiem stanowię jego własność. Jego osobistą służbę. Na dowód tego jakże silnego przywiązania, Czesiunio wszedł na moją położoną w przedpokoju walizę, przykucnął i... Gdy usłyszałam szum strumienia było już za późno. Każdy wie, że gdy istota żywa realizuje swe fizjologiczne potrzeby, nie wolno jej przerywać. Chyba nawet Konwencja Genewska mówi, że nie wolno zabić wroga, gdy ten kuca sobie w wiadomym celu. Nie zabiłam zatem. Zacisnęłam oczy i pięści i doczekałam do momentu aż Czesio skończy potężnym, dziarskim &lt;em&gt;siuśkospadem&lt;/em&gt; zalewać mi walizę, ubrania i kosmetyki... Potem pomyślałam, że biedne kociątko nie siusiało chyba dwa miesiące, następnie, że ma pęcherz rozmiarów mutanta, a jeszcze potem pogratulowałam sobie odruchu wyciągania z walizy w pierwszej kolejności&amp;nbsp;książek... &lt;br /&gt;Praniu nie było końca. Dziś siedzę w swym niemieckim pokoiku i z pewnym takim rozczuleniem popatruję na walizę, która stoi pod otwartym oknem i sobie nadal śmierdzi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;CDN.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-4320458632459773168?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/4320458632459773168/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/07/siuski-walizka-i-strzyzenie-mzimu-czyli.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/4320458632459773168'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/4320458632459773168'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/07/siuski-walizka-i-strzyzenie-mzimu-czyli.html' title='Siuśki, walizka i strzyżenie Mzimu, czyli jedziemy dalej z tym koksem.'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-mH1nnAy0e60/ThMkAitvXnI/AAAAAAAAIKg/TMSWEEfulRg/s72-c/IMG_0718+-+storczyk2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-6944738676264976889</id><published>2011-05-20T02:11:00.000-07:00</published><updated>2011-07-27T08:23:18.197-07:00</updated><title type='text'>Prośba.</title><content type='html'>Moi Drodzy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Edytuję ten - na szczęście nieaktualny już - post, zostawiając jedynie swój adres e-mail, na wypadek, gdyby ktoś miły czuł nieodpartą potrzebę pogadania ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&lt;a href="mailto:anna-sz@o2.pl"&gt;anna-sz@o2.pl&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-6944738676264976889?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/6944738676264976889/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/05/prosba.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/6944738676264976889'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/6944738676264976889'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/05/prosba.html' title='Prośba.'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-6596657722668872366</id><published>2011-05-14T11:02:00.000-07:00</published><updated>2011-05-16T11:15:27.497-07:00</updated><title type='text'>Mam opory...</title><content type='html'>...żeby pisać o sobie. Czuję się tak, jakby mi Jożo łapką groził i pokrzykiwał, jak to on potrafi: "Precz, obwiesiu! To blog mojej Dużej tylko dla mnie. Czego tu szukasz? Spadówka!". Z drugiej strony, gdzieś się wygadać trzeba. Podzielić smuteczkami i radościami, bo nie mogę przecież spowodować, by Duży stale ślęczał na gg i przyrastał do krzesła, wysłuchując moich jęków. &lt;br /&gt;Poszedł sobie właśnie na noc muzeów. Czemu już teraz? Bo mu się zachciało iść na piechotę, kawał drogi i rozruszać sta..., to jest -&amp;nbsp;nieco rozleniwione&amp;nbsp;kości. A ja? Wprawdzie muzeum wojska polskiego średnio mnie interesuje, ale i tak mu zazdroszczę. Zwłaszcza, że&amp;nbsp;według niego&amp;nbsp;miałam skrzywione dzieciństwo, gdyż albowiem nie siedziałam w czołgu. Rzekomo wszystkie dzieci z naszego miasta w nim siedziały i skoro ja nie siedziałam, to mąż mój skłonny jest zakładać, iż rozwijałam się nieprawidłowo. Cudem jakimś doprawdy - jednak się rozwinęłam. &lt;br /&gt;Pożyczę sobie zatem bloga od kotów i nieco się pochwalę. Przede wszystkim znalazłam uczelnię, na której mogłabym podjąć trzeci kierunek studiów. Jeśli bowiem dostanę pracę, będę musiała znów rozpocząć naukę. Do tej pory gryzłam się strasznie, ponieważ Uniwersytet Wrocławski nie jest w stanie określić, czy kierunek będzie otwarty, czy może nie. Określi we wrześniu, podczas gdy ja muszę aplikować na stanowisko już teraz. Jeśli dostanę pracę, to tylko pod warunkiem,&amp;nbsp;że studia rozpocznę i jeśli&amp;nbsp;one nie zostaną uruchomione - wylecę z hukiem.&amp;nbsp;W okolicy natomiast kierunek stał się wybitnie niepopularny i nikt go uruchamiać nie zamierza. Znalazłam wprawdzie uczelnie, które&amp;nbsp;proponują studiowanie tej dziedziny, lecz... nazywają ją w tak niezwykły sposób i proponują tak niecodzienne przedmioty, że moja dyrekcja zgodzić się na&amp;nbsp;dyplom&amp;nbsp;po takim kierunku&amp;nbsp;po prostu nie chce. Mam ukończyć tradycyjne studia z tradycyjną nazwą i basta. &lt;br /&gt;Ścierając zatem z nerwów siekacze szukałam wczoraj, szukałam, aż poczułam, jak dźga mnie&amp;nbsp;palec Przeznaczenia. A moim przeznaczeniem jest tułać się po świecie. Na studia jeździłam 350 km, na kolejne 150, do pracy jedyne 1000, a&amp;nbsp;teraz... aż mi się zimno robi. Znów to samo.&lt;br /&gt;Mogę mianowicie studiować w Poznaniu,&amp;nbsp;z którym nie mam w piątkowe wieczory lub popołudnia&amp;nbsp;żadnego połączenia. Mogę studiować (&lt;strong&gt;Tiganzo&lt;/strong&gt;, macham do Ciebie) w Zielonej Górze, z którą nie mam &lt;u&gt;absolutnie &lt;/u&gt;żadnego połączenia (studia&amp;nbsp;są podyplomowe,&amp;nbsp;w systemie weekendowym) i mogę studiować... ratunku... w Katowicach.&lt;br /&gt;Jeśli&amp;nbsp;Wrocław nie otworzy swych podwojów, nie będę miała wyboru.&amp;nbsp;Katowice leżą jednak bliżej niż Kraków, Rzeszów czy Suwałki. I tym sposobem objeżdżę w ramach życia zawodowego niemal pół Europy. Francuska granica, Dolny Śląsk, Łódź, Wrocław, Katowice - jeszcze przy Ukrainie mnie nie było. Przypuszczam jednak, że to tylko kwestia czasu. Ot, drobne niedopatrzenie losu, który oczywiście nie weźmie pod uwagę faktu, że tak naprawdę to ja marzę o Litwie.&lt;br /&gt;Tak czy siak, czekam teraz na decyzję dyrekcji. &lt;br /&gt;Co by Wam tu jeszcze wesołego... &lt;br /&gt;Dostałam dziś&amp;nbsp;wieści z Mirmiłowa: jedną dobrą, drugą złą.&lt;br /&gt;Dobra wiadomość była taka, iż podczas&amp;nbsp;którejś z ostatnich nocy było 18 stopni ciepła. Zła - że tę właśnie noc Jożik spędził... na balkonie. Prawie całą.&lt;br /&gt;A wszystko przez to, że mąż mój ma szalenie irytujący zwyczaj zasypiania przy filmie, zanim przebrzmi czołówka. Już samo słowo&amp;nbsp;"film" jest dlań jak kołysanka. Gdy tylko na ekranie pojawią się pierwsze obrazy,&amp;nbsp;Duży śpi jak dziecię. Ileż ja się nadenerwuję, gdy zostawi mnie tym samym na pastwę potwornego lęku przy jakimś thrillerze... Ileż&amp;nbsp;się&amp;nbsp;naszarpię, nabudzę, nadźgam, żeby mi potowarzyszył&amp;nbsp;i&amp;nbsp;&lt;em&gt;nacykam&lt;/em&gt;, żeby przestał chrapać!&amp;nbsp;Oczywista on upiera się, że wcale nie śpi. Że ogląda. Tuląc pilot do łona, chrapiąc, że mury drżą, wyczuje bezbłędnie, kiedy telewizor czy komputer zostanie wyłączony. Zrywa się wówczas z zaspaną pretensją, że przecież on wie wszystko! Poproszony o streszczenie zachowuje milczenie pełne urażonej dumy i w efekcie ogląda&amp;nbsp;jeden film&amp;nbsp;nawet przez&amp;nbsp;3 tygodnie. &lt;br /&gt;Opisywanej nocy też tak było. Zasnął przy tytule, a obudził się przy "w rolach głównych wystąpili". Nie wiedzieć czemu, przypomniał sobie natychmiast, że w pralce ma wyprane pranie i - postanowił je rozwiesić. Nieodgadnione są bowiem meandry myśli ludzkiej.&lt;br /&gt;Oglądanie rozpoczął o północy, obudził się w okolicach 2.00 i stwierdził, że to nic nie szkodzi. Rozwiesi. Co ma się w pralce kisić. Świeże powietrze, to jest to. &lt;br /&gt;Wkonawszy narzucony sobie obowiązek, pokatulkał się do łóżka, gdzie trzy koty zrobiły mu miejsce. Listy obecności nie sprawdził i z powodu zaspania nie spostrzegł, że ilość pogłowia się nie zgadza. &lt;br /&gt;Coś go jednak tknęło nieprzyjemnie z samego rana. Uświadomił sobie bowiem, że oto po raz pierwszy od trzech lat przespał&amp;nbsp;spokojnie noc, nie niepokojony przez swego największego pieszczocha. Fakt, że nie zgadza się również liczba biesiadników przy śniadanku - ściął mu serce lodem.&lt;br /&gt;Na szczęście nie można tego samego&amp;nbsp;powiedzieć o kudłatym, ofutrzonym balkonowym więźniu, który spał sobie spokojniutko, cieplutki, niezmarznięty&amp;nbsp;i nawet nie płakał.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-6596657722668872366?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/6596657722668872366/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/05/mam-opory.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/6596657722668872366'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/6596657722668872366'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/05/mam-opory.html' title='Mam opory...'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-8387850719136225853</id><published>2011-05-05T01:16:00.000-07:00</published><updated>2011-05-05T14:14:14.998-07:00</updated><title type='text'>Kot z Marzeń.</title><content type='html'>&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-TGkvl0jtnQs/TcJcn-PvIPI/AAAAAAAAIBY/Ey0sm_tlpIk/s1600/IMG_1671.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; cssfloat: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" j8="true" src="http://2.bp.blogspot.com/-TGkvl0jtnQs/TcJcn-PvIPI/AAAAAAAAIBY/Ey0sm_tlpIk/s320/IMG_1671.JPG" style="cursor: move;" unselectable="on" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;O Jożiku.&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;1. Ostatni oddech słońca przynosi wiatr,&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;Do snu zamyka swą główkę malutki kwiat,&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;Znad rzeki wspomnień księżyc odsuwa mgłę&lt;/div&gt;Mój kot daleki we mnie znów wtula się...&lt;br /&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;Z dala od siebie tak nas rozrzucił los,&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;Nie ma mruczenia, nie zabrzmi mi koci głos,&lt;/div&gt;Lecz kocia magia odległość za nic ma,&lt;br /&gt;Pod władzą kotów jest cały marzeń świat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ref: Zamknij więc oczy i snuj marzenie&lt;br /&gt;Kot ci wyśniony złej nocy cienie&lt;br /&gt;Szybko rozproszy, przy dłoni stanie twej,&lt;br /&gt;I w cieple domu znowu zanurzysz się...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. Budzę się w nocy, czując tuptanie Twe,&lt;br /&gt;Zostań i śnij się bez końca, Mruczątko me,&lt;br /&gt;Zamrucz do ucha, opowiedz wszystko tak,&lt;br /&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;By Twe mruczenie spowiło cały świat.&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;Nie chcę poranka, bo znikniesz znowu mi,&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;Kot tylko nocą pozwala o sobie śnić,&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;Ja w sny nie wierzę, wiem że mój kot ma gest,&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;Magią szafując naprawdę przy mnie jest.&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;Ref: Zamknij więc oczy...&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;_________________________________&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Prafraza "Rzeki marzeń" Bajm.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img height="72" src="http://2.bp.blogspot.com/-TGkvl0jtnQs/TcJcn-PvIPI/AAAAAAAAIBY/Ey0sm_tlpIk/s320/IMG_1671.JPG" style="filter: alpha(opacity=30); left: 481px; mozopacity: 0.3; opacity: 0.3; position: absolute; top: 42px; visibility: hidden;" width="96" /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-8387850719136225853?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/8387850719136225853/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/05/kot-z-marzen.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/8387850719136225853'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/8387850719136225853'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/05/kot-z-marzen.html' title='Kot z Marzeń.'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-TGkvl0jtnQs/TcJcn-PvIPI/AAAAAAAAIBY/Ey0sm_tlpIk/s72-c/IMG_1671.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-8696395830734846906</id><published>2011-04-30T05:23:00.000-07:00</published><updated>2011-05-01T23:42:34.310-07:00</updated><title type='text'>Miś Kmicicem.</title><content type='html'>&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-jYKkg6zxzd8/Tbv_LHDUUFI/AAAAAAAAH_Q/Gs4NO4RyeFU/s1600/IMG_1947.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; cssfloat: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" j8="true" src="http://1.bp.blogspot.com/-jYKkg6zxzd8/Tbv_LHDUUFI/AAAAAAAAH_Q/Gs4NO4RyeFU/s320/IMG_1947.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-Ld_ZYXv-L44/Tbv-3IK0xUI/AAAAAAAAH_M/3nWxDrRgZHI/s1600/IMG_1804.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; cssfloat: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" j8="true" src="http://2.bp.blogspot.com/-Ld_ZYXv-L44/Tbv-3IK0xUI/AAAAAAAAH_M/3nWxDrRgZHI/s320/IMG_1804.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-9inokDg9vJ8/Tbv-J_V1HQI/AAAAAAAAH_I/REyEszRFT0U/s1600/bravo66.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; cssfloat: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" j8="true" src="http://2.bp.blogspot.com/-9inokDg9vJ8/Tbv-J_V1HQI/AAAAAAAAH_I/REyEszRFT0U/s320/bravo66.JPG" width="308" /&gt;&lt;/a&gt;Tak. Bo właściwie niby dlaczego nie? Trzeba śpiewać pod Kaczmarskiego "Pan Kmicic":&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;em&gt;Małe ząbki, oczka żywe,&lt;br /&gt;Stale biega, kicha, furczy,&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;em&gt;Wielka kita, zwinne łapki,&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;em&gt;Lśniące oczka, czysty bursztyn,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Czyn to czyn, zapadła klamka&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Pożreć muchę, tę z zaścianka!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Hej kto kocur, hej za Misiem,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Hajda przez fiołki, storczysie!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Muchom pazur między oczy,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Krótką rozkosz dać brzuszkowi,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Spocząć chwilkę, potem skoczyć,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Lecą już wrogowie nowi,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Dalej&amp;nbsp;z Jożem do obłędu&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Fotel, stół, pęd zza zakrętu!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Hej, kto kocur, hej za Misiem,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;hajda przez fiołki, storczysie!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Zdrada! Czesio&amp;nbsp;już przysięga,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Spuścić manto nieznośnemu&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;I napada nań Poleńka,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;"Nie rób krzywdy dziś małemu,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Małe to i głupie jeszcze,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Jak go skrzywdzisz, to nawrzeszczę"!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Hej, kto kocur, hej za Misiem,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;hajda przez fiołki, storczysie!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;em&gt;Jest nagroda za cierpienie, &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;em&gt;kto się śmieli ten korzysta.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Dawnych grzechów odpuszczenie, &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Duża Misia mocno ściska.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Masz tu mięsko w drogę ruszaj, &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Tam jest mucha, a tam prusak.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;em&gt;Hej, kto kocur, hej za Misiem, &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;em&gt;hajda przez fiołki, storczysie!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; text-align: center;"&gt;&lt;em&gt;Nadszedł wieczór, Miś się słania,&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; text-align: center;"&gt;&lt;em&gt;I do Dużej rychło tuli,&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; text-align: center;"&gt;&lt;em&gt;Jak aniołek się układa,&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; text-align: center;"&gt;&lt;em&gt;I w kłębuszek grzecznie kuli,&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; text-align: center;"&gt;&lt;em&gt;On niegrzeczny? On? koteczek?&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Wszak to czysty aniołeczek!&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; text-align: center;"&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; text-align: center;"&gt;&lt;em&gt;Hej, kto kocur, hej za Misiem,&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; text-align: center;"&gt;&lt;em&gt;Jutro gnamy przez&amp;nbsp;storczysie! &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-OI0dpaHSXTY/TbwBLC4Ur5I/AAAAAAAAH_U/FwjdqnGwbPU/s1600/IMG_5491.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" j8="true" src="http://3.bp.blogspot.com/-OI0dpaHSXTY/TbwBLC4Ur5I/AAAAAAAAH_U/FwjdqnGwbPU/s320/IMG_5491.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-8696395830734846906?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/8696395830734846906/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/04/mis-kmicicem.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/8696395830734846906'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/8696395830734846906'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/04/mis-kmicicem.html' title='Miś Kmicicem.'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-jYKkg6zxzd8/Tbv_LHDUUFI/AAAAAAAAH_Q/Gs4NO4RyeFU/s72-c/IMG_1947.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-7073418116848869697</id><published>2011-04-28T05:14:00.000-07:00</published><updated>2011-05-09T03:38:32.090-07:00</updated><title type='text'>6 rzeczy, których o mnie nie wiecie.</title><content type='html'>Do zabawy zaprosiła mnie Amyszka. Musiałam się troszkę zastanowić i wybrałam zarówno sprawy, o jakich dotąd z nikim nie rozmawiałam, jak i sprawy, do których trudno samej przed sobą się przyznać. To chyba będzie pierwszy post tylko o Dużej... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1.&amp;nbsp;Od dziecka wierzę, że niektóre przedmioty (i wszystkie zabawki ;) )&amp;nbsp;mają duszę. Z przerażeniem czytam zawsze&amp;nbsp;&lt;em&gt;Traktat o manekinach&lt;/em&gt;, zawarty w&amp;nbsp;"Sklepach cynamonowych" Schulza.&lt;br /&gt;2. Mam doskonały... węch i zapachy budzą we mnie o wiele bardziej wyraziste wspomnienia niż zdjęcia.&lt;br /&gt;3. Żałuję, że przyjechałam do Niemiec i przestałam się oszukiwać, że jest inaczej.&lt;br /&gt;4. Jestem nerwowa i nietolerancyjna, zwłaszcza w życiu internetowym. Brak mi cierpliwości wobec ludzi, którzy w jakikolwiek sposób&amp;nbsp;przeinaczają moje słowa. Staję się paskudna i nie mogę tego wyplenić.&lt;br /&gt;5. Wierzę bardzo, bardzo głęboko, że zwierzęta doskonale rozumieją&amp;nbsp;moje intencje.&lt;br /&gt;6. Nie mogę się pozbyć wiary w&amp;nbsp;wędrówkę dusz&amp;nbsp;i w to, że kolejne wcielenia są konsekwencją naszego dotychczasowego życia. Wierzę też, że przy odpowiednim nastawieniu, sami możemy ukształtować swój przyszły byt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do dalszej zabawy zapraszam&amp;nbsp;&lt;span style="color: #990000;"&gt;&lt;strong&gt;Carmellę&amp;nbsp;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: #990000;"&gt;&amp;nbsp;("Carmella i&amp;nbsp;koty&amp;nbsp;oraz pies")&lt;/span&gt; oraz &lt;span style="color: #990000;"&gt;&lt;strong&gt;Dagę &lt;/strong&gt;("Z piekarnika")&lt;/span&gt;. Nie umiem tak ładnie wstawiać odnośników jak Amyszka, więc tylko wyróżniam Was na kolorowo.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-7073418116848869697?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/7073418116848869697/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/04/6-rzeczy-ktorych-o-mnie-nie-wiecie.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/7073418116848869697'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/7073418116848869697'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/04/6-rzeczy-ktorych-o-mnie-nie-wiecie.html' title='6 rzeczy, których o mnie nie wiecie.'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-8304172311732387901</id><published>2011-04-22T08:38:00.000-07:00</published><updated>2011-04-22T08:39:54.432-07:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-5Lx4z2C6bBs/TbGg9UeOQ8I/AAAAAAAAH9o/Dbj1p6C8br0/s1600/kr%25C3%25B3li%25C5%259B+wielkanocny.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; cssfloat: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;span style="color: #38761d;"&gt;&lt;img border="0" height="320" i8="true" src="http://3.bp.blogspot.com/-5Lx4z2C6bBs/TbGg9UeOQ8I/AAAAAAAAH9o/Dbj1p6C8br0/s320/kr%25C3%25B3li%25C5%259B+wielkanocny.JPG" width="246" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: #38761d;"&gt;&lt;strong&gt;Kochani Czytelnicy.&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;span style="color: #38761d;"&gt;Z okazji tych wspaniałych wiosennych Świąt &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;span style="color: #38761d;"&gt;życzymy Wam - Duży, ja i cały nasz zwierzyniec - &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;span style="color: #38761d;"&gt;spokoju, radości i nadziei na szczęśliwe Jutro.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;span style="color: #38761d;"&gt;Spędzajcie te Święta doceniając fakt, iż macie przy sobie&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;span style="color: #38761d;"&gt;swych Bliskich, swoje Zwierzęta i Przyjaciół.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="color: #38761d;"&gt;Życzę Wam wspaniałej, wiosennej pogody nie tylko za oknami,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #38761d;"&gt;ale przede wszystkim w Waszych sercach.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #38761d;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #38761d;"&gt;Ze świątecznym pozdrowieniem -&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #38761d;"&gt;Mirania i Mirmiłowo&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-8304172311732387901?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/8304172311732387901/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/04/kochani-czytelnicy.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/8304172311732387901'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/8304172311732387901'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/04/kochani-czytelnicy.html' title=''/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-5Lx4z2C6bBs/TbGg9UeOQ8I/AAAAAAAAH9o/Dbj1p6C8br0/s72-c/kr%25C3%25B3li%25C5%259B+wielkanocny.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-1372616541036834728</id><published>2011-04-21T05:19:00.000-07:00</published><updated>2011-04-22T08:41:01.039-07:00</updated><title type='text'>Wierszyk niemal Leśmianowski...</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-UeN0srWp_mE/TbAjZdwNkvI/AAAAAAAAH9U/3_tHa4V8L7g/s1600/IMG_0583.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; cssfloat: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Dostałam dziś rozbrajający prezent od jednego z Czytelników. Ponieważ cenię sobie&amp;nbsp;bardzo poezję&amp;nbsp; Leśmiana&amp;nbsp;i Tuwima, wklejam dziełko tutaj, abyśmy wszyscy mogli nacieszyć się genialnymi sformułowaniami i niezmiernie wdzięcznym zobrazowaniem kociego świata...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak Bolesław Leśmian napisałby wierszyk „Wlazł kotek na płotek”? - pyta Julian Tuwim. Tak właśnie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Na płot, co własnym swoim płoctwem przerażony,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-JdRcX6IhuKQ/TbAqcAMNZFI/AAAAAAAAH9c/eZvrmEKn7nE/s1600/czesio+czyta.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; cssfloat: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="242" i8="true" src="http://2.bp.blogspot.com/-JdRcX6IhuKQ/TbAqcAMNZFI/AAAAAAAAH9c/eZvrmEKn7nE/s320/czesio+czyta.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;em&gt;Wyziorne szczerzy dziury w sen o niedopłocie,&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;em&gt;Kot, kocurzak miauczurny, wlazł w psocie-łakocie&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;em&gt;I podwójnym niekotem ściga cień zielony.&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;em&gt;A ty płotem, kociugo, chwiej,&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;em&gt;A ty kotem, płociugo, hej!&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Bezślepia, których nie ma, mrużąc w nieistowia&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Wikłające się w plątwie śpiewnego mruczywa,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Dziewczynę-rozbiodrzynę pod pierzynę wzywa&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Na bezdosyt całunków i mękę ustowia.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;A ty płotem, kociugo, chwiej,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;A ty kotem, płociugo, hej!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;********************&lt;br /&gt;Dodam tylko, że na przykład Pola zawsze nazywana jest przeze mnie, z Leśmianowska, "Dziewulinką" (patrz: "Dziwożona"), a każdy kot wylegujący się nocą na ludzkiej szyi jest Dusiołkiem. Właściwie nie wiem, jak Mirmiłowo mogło dotąd funkcjonować bez wzmianki o Leśmianie?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-1372616541036834728?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/1372616541036834728/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/04/wierszyk-niemal-lesmianowski.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/1372616541036834728'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/1372616541036834728'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/04/wierszyk-niemal-lesmianowski.html' title='Wierszyk niemal Leśmianowski...'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-JdRcX6IhuKQ/TbAqcAMNZFI/AAAAAAAAH9c/eZvrmEKn7nE/s72-c/czesio+czyta.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-6247076832292908843</id><published>2011-04-16T09:17:00.000-07:00</published><updated>2011-04-16T09:31:58.586-07:00</updated><title type='text'>Szaleństwo sobotniego popołudnia.</title><content type='html'>&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;To miał być wielce spokojny dzionek. Duży zaprosił swego szwagra, czyli mojego brata, a wraz z nim piwko i pizze familijne. Zapomniał o jednym: chcesz rozśmieszyć koty? Opowiedz im o swoich planach.&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;Ja też miałam mieć spokojny dzionek. Siedziałam sobie na forum ogrodniczym,&amp;nbsp;podziwiając kolekcje kaktusowe, gdy nagle zadzwonił scype i wieści z Mirmiłowa popłynęły wartkim strumieniem.&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;Oto Miś i Czesio wdali się w jakieś przedziwne, szalone&amp;nbsp;gonity. Według relacji mego brata - Miś był kilkakrotnie ostrzegany, upominany, przywoływany do porządku&amp;nbsp;i roztoczone przed nim&amp;nbsp;zostały wizje tego, co się zdarzyć może. Nie słuchał jednak. W&amp;nbsp;efekcie,&amp;nbsp;zeskakując ze stołu, zahaczył nóżką o pojemniczek z sosem czosnkowym i zalał aromatyczną mazią siebie, kapy, fotel i w ogóle pół mieszkania.&amp;nbsp;Uświadomiwszy sobie ogrom win, postanowił nie poddać się konsekwencjom i wczepił z całej siły pazurkami w tapicerkę. Obaj panowie, używając czterech dostępnych rąk, odczepiali dyndającego Profesorka, by w efekcie wpakować go pod prysznic i solidnie wykąpać. Protest był rozpaczliwy.&lt;/div&gt;Gdy tylko Miś został wytarty do sucha i - obrażony wielce -&amp;nbsp;ucichł na chwilę, Czesio był uprzejmy przegalopować po pizzy, pomidorach, aż się łapeczki rozjeżdżały...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Boję się odbierać skype, boję się rozmawiać z moim mężem, który zamiast spokojnie oddać się relaksowi - pierze, sprząta i kąpie. Wyłączam komunikatory i idę się schować do pufy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-QA2RVqHrFdQ/TanDNTXV8II/AAAAAAAAH5E/3SG_SmPsn7Q/s1600/dgz.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="241" r6="true" src="http://1.bp.blogspot.com/-QA2RVqHrFdQ/TanDNTXV8II/AAAAAAAAH5E/3SG_SmPsn7Q/s320/dgz.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-7XmIKm3zTno/TanEMq5INnI/AAAAAAAAH5M/KzKaVvPMqt4/s1600/czeniu%25C5%259B.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="306" r6="true" src="http://4.bp.blogspot.com/-7XmIKm3zTno/TanEMq5INnI/AAAAAAAAH5M/KzKaVvPMqt4/s320/czeniu%25C5%259B.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-6247076832292908843?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/6247076832292908843/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/04/szalenstwo-sobotniego-popoudnia.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/6247076832292908843'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/6247076832292908843'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/04/szalenstwo-sobotniego-popoudnia.html' title='Szaleństwo sobotniego popołudnia.'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-QA2RVqHrFdQ/TanDNTXV8II/AAAAAAAAH5E/3SG_SmPsn7Q/s72-c/dgz.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-7678976247048917474</id><published>2011-04-16T01:40:00.000-07:00</published><updated>2011-04-16T02:50:53.662-07:00</updated><title type='text'>Poszukiwany, poszukiwana...</title><content type='html'>"Pola zginęła". Komunikat takiej treści otrzymałam parę dni temu na gg. "Nigdzie jej nie ma. Przeszukałem wszystko". Żadnej ikonki, świadczącej, że żartuje. Zero kpiny.&lt;br /&gt;Zadziwiające, jak niespodziewanie człowieka jest w stanie rozboleć brzuch. Z sercem, które sprintem przemieściło się w okolice żołądka piszę:&amp;nbsp;"Jak to zginęła? Żartujesz?". Odpowiedź przychodzi po chwili - nie żartuje, przeszukał wszytko, nie ma. &lt;br /&gt;Nie, nie mógł przeszukać wszystkiego. Na pewno gdzieś&amp;nbsp;jest: pod stolikiem nocnym, w budce drapaka, za moim biurkiem. Zapewne&amp;nbsp;spokojnie, w ciszy i skupieniu, pozostawia gdzieś dorodnego klocka, bo Czesio się krzywo spojrzał i ona w ramach buntu nie poszła do kuwety... Kot nie igła. Ten kot wygląda jak pączek w maśle, nie zmieści się, ot tak sobie, w byle szparkę. "Szukaj jej, rany boskie". Odpowiedź przychodzi dość mroczna - za wytypowanie miejsca pobytu kota otrzymam potężny prezent. Mężowi skończyły się pomysły.&lt;br /&gt;Osłabłam... Staram się nie myśleć o wyruszeniu bez jakiegokolwiek środka transportu 1000 kilometrów na piechotę w kierunku Polski. Staram się też nie wyobrażać sobie, że moja najukochańsza, doświadczona przez los koteczka znów błąka się samotnie po ulicach. Ktoś ją łapie, krzywdzi, a może zabiera do siebie i po pierwszym czesaniu bije albo wyrzuca. A zatem: biurko? Nie ma. Drapak? Nie ma. Pod pościelą? Nie ma. Kuchnia, meble, narożnik - nie ma. Balkon??? Była, owszem, ale została wniesiona do domu, bo sama wejść nie chciała, a zrobiło się zimno. Może wyszła później, wysmyrgnęła się jakoś? Ale są zabezpieczenia. Mogą jednak puścić, bo to tylko przedmioty... Wchodził ktoś do domu? Wychodził? Niestety tak. Do grażu, piwnicy...&lt;br /&gt;Tu jestem bliska wpadnięcia w najczystszą panikę. Bo skoro garaż i piwnica, to pewnie wychodzący i wchodzący miał zajęte ręce, pewnie nie patrzył pod nogi. Kotka wyślizgnęła się, bo zawsze fascynował ją korytarz... Mój żołądek nie wytrzymuje napięcia. Gdy wracam przed monitor komputera widnieje na nim najcudowniejsze słowo świata: jest!!!! Znalazła się. Nikt jej nie upiekł w piekarniku, nie błąka się w deszczu po dworze. Wlazła niepostrzeżenie do szafki. Skuliła się miedzy pudełeczkami, a zajęty Duży zamknął ją i sobie poszedł...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-WTDMv_zbtWs/TalNNwPJDLI/AAAAAAAAH44/-B0OzqAWzto/s1600/pola+w+szafce.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="180" r6="true" src="http://3.bp.blogspot.com/-WTDMv_zbtWs/TalNNwPJDLI/AAAAAAAAH44/-B0OzqAWzto/s320/pola+w+szafce.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;We wrześniu zaginął Jożik. Na szczęście nie przypłaciłam tego faktu życiem, albowiem dowiedziałam się o wszystkim już po szczęśliwym odnalezieniu zguby. Duży przeżywał rzecz całą sam. Szukał bezskutecznie i z rosnącym niepokojem, potrząsając puszką z jedzeniem. Mały głodomór nie wychodził, co potęgowało tylko panikę Ludzia. Nie było go w ukochanym gniazdku wewnątrz kanapy. Nie było w budce, nie było nigdzie. Przepadł jak kamień w wodę. Dużemu skończyły się pomysły i już miał ruszać na poszukiwania w bliżej niesprecyzowanym kierunku, gdy usłyszał zduszone miauczenie. Trzy koty jadły chrupki,&amp;nbsp;a gdzieś w tle ich chrupania i&amp;nbsp;pochrumkiwania rozbrzmiewał żałosny miauk: - ja też chcę!!! &lt;br /&gt;Niczym kwoka szukająca zagubionego pisklątka Duży przemierzał mieszkanie, cały zamieniając się w słuch. Osłupiał, gdy nagle, niedotykany niczyją dłonią, sam z siebie zadyndał powieszony na klamce plecak. Po sekundzie wychyliła się zeń rozczochrana łepetyna, informując:&lt;br /&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;- No widzisz, znów wlazłem i nie umiem wyjść, bo się gibie i kolebie... &lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-ute2O1b5M8A/TalVmx4Mp3I/AAAAAAAAH48/UEoAdLrGLdA/s1600/IMG_2164.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" r6="true" src="http://4.bp.blogspot.com/-ute2O1b5M8A/TalVmx4Mp3I/AAAAAAAAH48/UEoAdLrGLdA/s320/IMG_2164.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-uIZoFkpiBMA/TalV204y3kI/AAAAAAAAH5A/tNtaNJ5XE5A/s1600/IMG_7109.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" r6="true" src="http://1.bp.blogspot.com/-uIZoFkpiBMA/TalV204y3kI/AAAAAAAAH5A/tNtaNJ5XE5A/s320/IMG_7109.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Niekiedy wydaje nam się, że gdybyśmy tylko wiedzieli, gdzie znajduje się zaginiony kot, wszystko byłoby o wiele prostsze. Zapewniam jednak, że nie zawsze tak jest. Gdy zaginął Miś, wiedziałam gdzie ulokował swoje plaskate jestestwo, ale ani na jotę nie poprawiało to sytuacji. &lt;br /&gt;Był maj. Ja zaś byłam członkiem komisji maturalnej i pod absolutnie żadnym pozorem nie mogłam się spóźnić do pracy. W takie dni wstawałam zwykle trzy godziny wcześniej, przewidując wszelkie możliwe kataklizmy. A jednak... Nie przewidziałam, iż koty są nieprzewidywalne. &lt;br /&gt;Zakładałam właśnie rajstopy,&amp;nbsp;wyjęte z&amp;nbsp;najniższej szuflady olbrzymich moich mebli. W meblach tych mieści się cała moja biblioteczka, są one wykonane na zamówienie, ciężkie nieludzko i gdy raz staną w jakimś pomieszczeniu, to na wieki wieków. Szufladek zaś nie da się wyjąć. Zajęta ubieraniem, niebezpieczeństwo zauważyłam stanowczo za późno.&amp;nbsp;Oto Miś najpierw uwił sobie w niezamkniętej szufladce gniazdko, chcąc się do niej całkiem przeprowadzić, a potem błyskawicznie postanowił zwiedzić zakamarki&amp;nbsp;nowego lokum i ... wszedł za szufladkę, w głąb mebli. Wszedł i jak zwykle w takich przypadkach bywa - wyjść już nie umiał. &lt;br /&gt;Miś jest kotkiem o małym rozumku. Nie potrafi załapać, że jeśli gdzieś wejdziemy, to mamy zwykle możliwość wycofania się tą samą drogą. To za trudne dla Misiaczka.&lt;br /&gt;Persik rychło zorientował się natomiast, że oto nowe, cudne mieszkanko wśród skarpetek Dużej zamieniło się w więzienie i ... uderzył w płacz. Tym samym do myślenia nie był już zdolny. Persidełko bowiem albo myśli, albo płacze. Kropka.&lt;br /&gt;Wołałam, prosiłam, pokazywałam, że musi wejść do szufladki (żebym mogła wysunąć go na wolność)&amp;nbsp;- nie rozumiał. Darł dziób, minuty mijały, autobus zapuszczał motor na przystanku, a ja nie mogłam wyjść z domu! Przede mną rysował się przynajmniej 8-godzinny rytuał egzaminowania. Potem wypełnianie dokumentów. Poza tym - dojazd do pracy, powrót, przystanki, to jakieś kolejne 2 godziny. Wrócę za 10-11 godzin, podczas których&amp;nbsp;kocurek pozostanie bez jedzenia i wody. Ponadto nasiusia, nakupka i jak ja to potem posprzątam???? Nie mogę go zostawić we wnętrzu mebli na 11 godzin. Mąż też wcześniej do domu nie wróci. Co czynić?! Postanowiłam działać radykalnie, choć nieco brutalnie. Zaczęłam ... zasuwać szufladkę, ni mniej ni więcej tylko uświadamiając pieszczochowi, że albo do niej wskoczy, albo go zgniotę. Oczywiście nie miałam zamiaru zrobić mu krzywdy, starałam się jedynie pobudzić, zakrzyczany paniką,&amp;nbsp;instynkt przetrwania. Persidełko chyba średnio mi ufa, bowiem instynkt wziął górę nad przerażeniem i kazał malcowi wskoczyć do szufladki. Wyjechał tym samym na wolność.&lt;br /&gt;Zdjęć z&amp;nbsp;całej operacji nie posiadam, bowiem istnieją takie chwile w życiu kota i człowieka,&amp;nbsp;o których dokumentowaniu jakoś się nie myśli. :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-7678976247048917474?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/7678976247048917474/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/04/poszukiwany-poszukiwana.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/7678976247048917474'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/7678976247048917474'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/04/poszukiwany-poszukiwana.html' title='Poszukiwany, poszukiwana...'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-WTDMv_zbtWs/TalNNwPJDLI/AAAAAAAAH44/-B0OzqAWzto/s72-c/pola+w+szafce.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-7060658015668408559</id><published>2011-04-11T08:21:00.000-07:00</published><updated>2011-04-12T11:00:23.673-07:00</updated><title type='text'>Pan Cieplutkowski</title><content type='html'>&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;em&gt;Pan Cieplutkowski był tyci&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;em&gt;Ciut większy od ziarnka kawy,&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;em&gt;A oprócz tego radosny, &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;em&gt;A oprócz tego ciekawy.&lt;/em&gt;*&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;Gdy na podłogę gabinetu weterynaryjnego opadły ostatnie kłęby niebywale gęstego futra,&amp;nbsp;zgolonego z Mirmiłka,&amp;nbsp;oczom rozanielonej gawiedzi ukazał się właśnie on, malutki dżentelmen - Pan Cieplutkowski. Stanął w miejscu, gdzie przed sekundą znajdował się Mirmiłek i&amp;nbsp;zachwycił&amp;nbsp;własną lekkością. Przez nastepnych kilka tygodni wiosenne słoneczko otulało jego maleńką postać, docierało do różowego ciałka i poddawało bezustannym pieszczotkom.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-7DbkJ532y_g/TaMmMChIuRI/AAAAAAAAH4o/3rTACL8b95U/s1600/pc3.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; cssfloat: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-89GaEHLVUJs/TaMmCizpOBI/AAAAAAAAH4k/2JUc54QZW3U/s1600/pc2.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; cssfloat: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" r6="true" src="http://1.bp.blogspot.com/-89GaEHLVUJs/TaMmCizpOBI/AAAAAAAAH4k/2JUc54QZW3U/s320/pc2.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;Pan Cieplutkowski odkrył nagle to, czego dotąd nie&amp;nbsp;doświadczył ofutrzony Mirmiłek. Oto każdy przedmiot, mebel, tkanina, nadawały się do tego, by się o nie ocierać, mrrrrrruczeć, prężyć i&amp;nbsp;nadstawiać. Przede wszystkim jednak do sprawiania niesamowitej wręcz radości i przyjemności służyły ludzkie ręce. Pan Cieplutkowski garnął się do nich tak, jak nigdy nie czynił tego Mirmiłek. &lt;/div&gt;Duża wyrównała Panu Cieplutkowskiemu elegancki, biały żabocik, pozostawiony przez panią weterynarz,&amp;nbsp;i teraz nikt już nie może równać się&amp;nbsp;z nim pod względem elegancji i lekkości. Pan Cieplutkowski biega, podskakuje i&amp;nbsp;unosi się nad ziemią niczym pucułowaty motylek z płaskim noskiem! A gdy napotyka gdzieś człowieka - zagaduje, zaczepia i prosi:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Zobacz, śliczny jestem, co nie? Nie pogłaskałbyś mnie? Pogłaszcz, podrrrap, o tu, i tu, i jeszcze raz tutaj. Mrrrrr... Zobacz jak wysoko potrafię wyprężyć plecki! Zobacz jaki jestem aksamitny i milutki w dotyku! Czy widziałeś kiedyś i dotykałeś coś równie miękkiego? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja nie widziałam i nie dotykałam.&amp;nbsp;Nigdy nie miałam do czynienia z czymś,&amp;nbsp;co byłoby równie aksamitno-jedwabiste,&amp;nbsp; równie ciepłe, mruczące i&amp;nbsp;wibrujące. Przytulam twarz do tego aksamitu i zapominam o bożym świecie. Malutkie serduszko bije pod moimi pacami, a pod różową skórką zdaje się drzemać&amp;nbsp;pomniejszone słoneczko. Mam w rękach aksamitnego aniołka.&lt;br /&gt;Tymczasem&amp;nbsp;Pan Cieplutkowski się wierci. Nie chce być tulony, woli być głaskany. Tak jest milej. A potem znów biega, biega, biega i podskakuje. &lt;br /&gt;Gdy słońce wita się z kwiatkami na balkonie, Pan Cieplutkowski już układa się w jego promieniach. Najpierw jeden boczek, potem drugi, i znów ten pierwszy.&lt;br /&gt;- Cześć! - zagaduje sąsiad piesek. - Wyjdzie dzisiaj Mirmiłek?&lt;br /&gt;- Nie, nie ma Mirmiłka. Nie wyjdzie. Zniknął sobie na dłużej. Wyjechał. Teraz jestem ja. Pan Cieplutkowski.&lt;br /&gt;- Aaaa, no dziwny trochę jesteś. Jakoś inaczej niż Miś wyglądasz. &lt;br /&gt;- Wcale nie musisz się ze mną kolegować. Ja sobie tu poleżę, a&amp;nbsp;jak wróci Mirmiłek to mu powiem, że pytałeś.&lt;br /&gt;- Spox. Będę czekał.&lt;br /&gt;Piesek odbiega do domu, a Pan Cieplutkowski zdaje się oddychać z ulgą i wraca na swoje miejsce w promieniach słoneczka. I tylko wieczorami Pan Cieplutkowski chętniej niż dotąd zakopuje się w kołdry, poduchy i układa&amp;nbsp;jak najbliżej&amp;nbsp;Dużych. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Kocham Pana, Panie Cieplutkowski. Jest Pan najmilszym, najradośniejszym, najbardziej słonecznym Istotkiem na całym wielkim świecie. Takim cieplutkim i tak nieprawdopodobnie miękkim.&lt;br /&gt;- Nie tęsknisz za Misiem?&lt;br /&gt;- Tęsknię. Ale pobądź ze mną jeszcze troszkę. Za parę tygodni futerko odrośnie i znikniesz. Ukocham swego Mirmiłka, to oczywiste, ale gdzieś w zakamarkach serducha będę tęsknić do ciebie, mój Kocie w Żabocie. &lt;br /&gt;- Będę z tobą cały czas. W środku, w Mirmiłku. A kiedyś, kiedyś, gdy lato będzie bardzo gorące, może znów spotkamy się w gabinecie weterynaryjnym. Stanę na przeciwko ciebie, a ty powiesz: "witaj Panie Cieplutkowski!" i zabierzesz mnie do domu. Mirmiłka znów wyślemy na urlop.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-PatVnkDcd5w/TaMmWhmCptI/AAAAAAAAH4s/3vZWIq52pnM/s1600/pc4.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="227" r6="true" src="http://2.bp.blogspot.com/-PatVnkDcd5w/TaMmWhmCptI/AAAAAAAAH4s/3vZWIq52pnM/s320/pc4.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;_______________________________&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;*parafraza wierszyka "Pan Maluśkiewicz i wieloryb" Juliana Tuwima&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-7060658015668408559?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/7060658015668408559/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/04/pan-cieplutkowski.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/7060658015668408559'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/7060658015668408559'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/04/pan-cieplutkowski.html' title='Pan Cieplutkowski'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-89GaEHLVUJs/TaMmCizpOBI/AAAAAAAAH4k/2JUc54QZW3U/s72-c/pc2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-8231976087741470856</id><published>2011-04-06T12:36:00.000-07:00</published><updated>2011-04-07T14:44:16.242-07:00</updated><title type='text'>Mały, chudy, ale byk!</title><content type='html'>Za górami, za lasami, choć wcale nie tak dawno temu żyło sobie trzech braciszków.&amp;nbsp;Najstarszy był wielki,&amp;nbsp;średni był sprytny, a&amp;nbsp;najmłodszy ani jedno, ani drugie. Najstarszy był mądry,&amp;nbsp;średni był bystry, a najmłodszy miał inne priorytety. Najstarszy był silny, średni inteligentny, a najmłodszy... no, miał jakiś urok w sobie.&lt;br /&gt;Nazywali się Czesio, Jożik i Mirmiłek. Mieli też siostrzyczkę, ale ona nie odgrywa żadnej roli w tym opowiadaniu.&lt;br /&gt;W baśni o trzech braciach pojawia się zawsze stara matka, ojciec, który odumarł był dziatki swoje, gdy&amp;nbsp;te&amp;nbsp;tkwiły jeszcze w kolebkach i powijakach&amp;nbsp;oraz piękna królewna.&amp;nbsp;Ja się na takie rozwiazania nie zgadzam, bowiem&amp;nbsp; - choć nazywa się mnie "kocią mamą" -&amp;nbsp;nie jestem stara! Duży kociego ojca nie przypomina i - chwalić Boga - żywie jeszcze, zaś żadna bladolica królewna po blogu pałętać mi się nie będzie. Bo nie. &lt;br /&gt;Braciszkowie żyli zatem z młodą&amp;nbsp;matką&amp;nbsp;i całkiem niepodobnym&amp;nbsp;do kota ojcem, skutecznie chronieni przed zakusami obcych królewien. Najstarszy i średni budzili podziw powszechny i słyszeli dnia każdego pochwał mnóstwo, najmłodszy zaś - był chwalony, bo tak wypada. Młoda matka pozostawała jakoś przesadnie wyczulona na jego punkcie i jak kto nie chwalił odpowiednio, to nawet herbaty podczas odwiedzin nie dostał.&amp;nbsp;Nad malcem roztkliwiać się&amp;nbsp;należało i kropka.&lt;br /&gt;Najstarszy i średni uczyli się pilnie wszystkiego, co dzielne koty wiedzieć powinny,&amp;nbsp;najmłodszemu opornie jakoś&amp;nbsp;to wychodziło. A to zapominał, jak ma na imię. A to nie wiedział, gdzie się źródełko z wodą znajduje. A to zapominał, gdzie spichlerze. Ludzie się dziwowali i gorszyli, bo o ile najstarszy i średni wyglądali mądrze i inteligentnie, o tyle&amp;nbsp;najmłodszemu zdarzało się&amp;nbsp;języczka zapomnieć schować i z takim mało bystrym wyrazem pyszczka dziwował się on światu.&lt;br /&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;Chudziak był z niego i mizerotka. Kichał, prychał, jadł mało co. Gdy zdarzało się, że po wyczerpującym dniu&amp;nbsp;najstarszy&amp;nbsp;z&amp;nbsp;najmłodszym odpoczywali obok siebie, światu ukazywał się widok niezapomniany. Rozmiary braciszków porównywalne były do Dawida i Goliata lub&amp;nbsp;Flipa i Flapa.&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-hlX0cJfn82E/TZy77MTAgeI/AAAAAAAAHrs/ZMSYXPoKSqg/s1600/czesio+i+misio2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="251" r6="true" src="http://3.bp.blogspot.com/-hlX0cJfn82E/TZy77MTAgeI/AAAAAAAAHrs/ZMSYXPoKSqg/s320/czesio+i+misio2.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: left;"&gt;Pewnego dnia jednak zauważono w zamku przedziwne zjawisko. Oto najmłodszy, najchudszy, najsłabszy braciszek zaczął przedziwnym trafem zagarniać jak największe tereny wspólnych zabaw, turniejów i wypoczynku. Czy odwiedziła go jakaś wróżka, czy może ukradkowy pocałunek jakowejś&amp;nbsp;przedsięiorczej królewny to sprawił - nie wiadomo. Tak czy owak,&amp;nbsp;malec wypracował sobie niepodważalną pozycję. &lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: left;"&gt;Gdy w jednej z komnat pojawił się olbrzymi materacyk, ﻿cztery razy większy od najmłodszego, Mirmiś tak się wokół niego zawinął, że olbrzymiemu Czesiowi pozostał jedynie kawałek starego, wybrakowanego kocyka. Mały Miś na wielkim materacu, wielki Czesio na małym kocyku. Widział kto kiedy takie dziwy?&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: left;"&gt;Nadworny malarz tak był zdumiony zaistniałą sytuacją, że jej nie uwiecznił.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: left;"&gt;Okazja do wykonania wiekopomnego dzieła zaistniała jednak nieco później, gdy oczom zdumionej gawiedzi ukazał się Czesio wiszący na skraju kanapy, na której jednocześnie kokosił się Miś. &lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-Wz9CwodN64k/TZy_BjTEv8I/AAAAAAAAHr0/bW4TaTSpFoU/s1600/czesio+i+misio.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="221" r6="true" src="http://1.bp.blogspot.com/-Wz9CwodN64k/TZy_BjTEv8I/AAAAAAAAHr0/bW4TaTSpFoU/s320/czesio+i+misio.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: left;"&gt;Jak to się stało - nie wiadomo. Dlaczego w małym ciałku zaistniała nagle tak wielka siła przebicia - orzec trudno. Czekamy na rozwój wypadków. Nawet siostrzyczka, która wydaje się trudnić czarną magią najgorszego sortu -&amp;nbsp;też&amp;nbsp;zaczyna pozostawać pod wpływem Misia. Zagarnia on jej ulubioną szafeczkę, na co&amp;nbsp;nie odważył się dotąd żaden śmiałek.&amp;nbsp;Czy maleństwo wkrótce zdobędzie skarb? Jaka&amp;nbsp;magia mu pomaga? Wierzymy, że mały Miś wzorem wszystkich niedocenianych baśniowych postaci przyniesie nam jeszcze wielkie szczęście. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-8231976087741470856?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/8231976087741470856/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/04/may-chudy-ale-byk.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/8231976087741470856'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/8231976087741470856'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/04/may-chudy-ale-byk.html' title='Mały, chudy, ale byk!'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-hlX0cJfn82E/TZy77MTAgeI/AAAAAAAAHrs/ZMSYXPoKSqg/s72-c/czesio+i+misio2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-9072812851383749664</id><published>2011-03-28T05:25:00.000-07:00</published><updated>2011-03-28T05:30:35.489-07:00</updated><title type='text'>Polowanie czas zacząć!</title><content type='html'>&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;Pamiętacie post o Jożikowych polowaniach? &lt;a href="http://mirmilowo.blogspot.com/2011/02/dyplomatyka-i-owy.html"&gt;http://mirmilowo.blogspot.com/2011/02/dyplomatyka-i-owy.html&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jeśli tak, to nie będę się dziś zbyt długo rozwodzić nad tą kwestią. Czasu szkoda, albowiem wiele się dzieje. Oto pierwsze, ospałe muchy postanowiły zakończyć swój żywot w Mirmiłowie. Czy Duży z Jożem pozwolą im rychło przenieść się z tego padołu na lepszy - nie wiem. Inauguracja sezonu łowieckiego zbiegła się jednak z bardzo ważnym wydarzeniem. Otóż - odnalazłam zagubione zdjęcia, obrazujące łowieckie wyprawy Dużego i jego kotecka. Oto one:&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;1. Opracowywanie strategii. Duży podchodzi do swego podopiecznego z cierpliwością i wyrozumiałością. Plan musi być wyłuszczony precyzyjnie i w najdrobniejszych szczegółach. Jożik słucha i potakuje. Duży nie ma najmniejszych wątpliwości co do tego, że jego pieszczoch rozumie każde słowo.&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-kSJubreBr1E/TZB87QCek6I/AAAAAAAAHps/KObYO-XnEQE/s1600/polowanie+11.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" r6="true" src="http://4.bp.blogspot.com/-kSJubreBr1E/TZB87QCek6I/AAAAAAAAHps/KObYO-XnEQE/s320/polowanie+11.JPG" width="280" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;2. Namierzanie zwierzyny. Duży już widzi, Jożo jeszcze nie.﻿&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-ZKwmreIZKUc/TZB8JSLjmaI/AAAAAAAAHpk/eYbeuAycWeU/s1600/polowanie+22.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="304" r6="true" src="http://1.bp.blogspot.com/-ZKwmreIZKUc/TZB8JSLjmaI/AAAAAAAAHpk/eYbeuAycWeU/s320/polowanie+22.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;3. Jednak jest! Ach, cóż za napięcie! Coraz bliżej celu. Już za chwileczkę, już za momencik!! &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-UTLg24OwxLk/TZB8CRBjVLI/AAAAAAAAHpg/yYM5pUf6abk/s1600/polowanie+3.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" r6="true" src="http://4.bp.blogspot.com/-UTLg24OwxLk/TZB8CRBjVLI/AAAAAAAAHpg/yYM5pUf6abk/s320/polowanie+3.jpg" width="255" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;4. Ups! Znów wzięła i uciekła. No gupia taka, no!&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-x_kJ7L_ji7Y/TZB774rxmbI/AAAAAAAAHpc/lisZnPovcTw/s1600/polowanie+4.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" r6="true" src="http://1.bp.blogspot.com/-x_kJ7L_ji7Y/TZB774rxmbI/AAAAAAAAHpc/lisZnPovcTw/s320/polowanie+4.jpg" width="304" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: left;"&gt;Ja też ostatnio poluję. Na Misia.&amp;nbsp;I zastanawiam się, jaka&amp;nbsp;kara byłaby najbardziej adekwatna w obliczu nikczemnego niszczenia mojej kwiatowej kolekcji.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: left;"&gt;Miś bowiem rozwinął swoje ogrodniczo-kulinarne pasje do granic mej cierpliwości. Ostatnio w jego menu królują&amp;nbsp;grudniki, które sukcesywnie sobie zbieram. Miś twierdzi, że są smaczne. Ja mam ochotę&amp;nbsp;posmakować w zamian Misia. &amp;nbsp;﻿&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: left;"&gt;Pozdrawiamy!! &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-9072812851383749664?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/9072812851383749664/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/03/polowanie-czas-zaczac.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/9072812851383749664'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/9072812851383749664'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/03/polowanie-czas-zaczac.html' title='Polowanie czas zacząć!'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-kSJubreBr1E/TZB87QCek6I/AAAAAAAAHps/KObYO-XnEQE/s72-c/polowanie+11.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-207077469349229209</id><published>2011-03-23T12:21:00.000-07:00</published><updated>2011-03-23T12:27:14.561-07:00</updated><title type='text'>Wiosna w Mirmiłowie</title><content type='html'>Wiosna w Mirmiłowie wybuchła w kuchni. Za jednym zamachem zakwitły niemal wszystkie orchidee (ukochane kwiaty komiksowego Mirmiła - nota bene)! &lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;a href="https://lh3.googleusercontent.com/-Lgshx5MQ-dI/TYpGfzOltZI/AAAAAAAAHog/6EY7rnXw5Is/s1600/IMG_0381.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; cssfloat: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" r6="true" src="https://lh3.googleusercontent.com/-Lgshx5MQ-dI/TYpGfzOltZI/AAAAAAAAHog/6EY7rnXw5Is/s320/IMG_0381.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://lh4.googleusercontent.com/-fnFF6l6ZdK4/TYpGKHQJUrI/AAAAAAAAHoc/Ol7Mi5H5sak/s1600/IMG_0375.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; cssfloat: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" r6="true" src="https://lh4.googleusercontent.com/-fnFF6l6ZdK4/TYpGKHQJUrI/AAAAAAAAHoc/Ol7Mi5H5sak/s320/IMG_0375.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://lh6.googleusercontent.com/-MZ1d2G_5Ptg/TYpE16Vw2xI/AAAAAAAAHoY/NzRGGcixbTk/s1600/IMG_0377.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; cssfloat: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" r6="true" src="https://lh6.googleusercontent.com/-MZ1d2G_5Ptg/TYpE16Vw2xI/AAAAAAAAHoY/NzRGGcixbTk/s320/IMG_0377.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;Jednakże nasz lokalny koci kasztelanek nie jest w stanie cieszyć się nimi tak, jak by chciał, bowiem - wypłukawszy portfel do cna -&amp;nbsp;nabyłam wreszcie wielkie i ciężkie osłonki. Storczykową miniaturkę posadziłam zaś eksperymantalnie do ciężkiego wazonu. Aż ręce chciało się zacierać z uciechy. Wygrałam storczykową walkę z kotami. Parapet jest mój. Mój ci on! &lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;Ponieważ jednak w domu naszym nic nie może przebiegać normalnie, kolejny cios wiosenny spadł na ... grudnika, który - zamiast kwitnąć w grudniu -&amp;nbsp;obsypał się kwiatami w połowie marca. I tu już nie mogę zrobić nic. Misio ciumka kwiatuszki niczym najdoskonalsze karmelki. &lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;Cóż się jeszcze u nas zdarza? Dziś po raz pierwszy od 3 tygodni wyspałam się. A jakże! Tuż przed 10.00 obudziło mnie moje własne gromkie chrapanie. Chyba się starzeję... Wiotkie dziewczę nie dość, że przestało być wiotkie, to jeszcze nadaje nocą niczym drwal. &lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;Napisałabym Wam również, że mam niejakie widoki na pracę od września. Nie napiszę jednak, bo się diabelnie przesądna zrobiłam. Zapeszę jeszcze i co będzie? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;Zmuszona byłam również kupić najzwyklejszy aparat fotograficzny, jaki wpadł mi w ręce. Zaplanowałam wprawdzie&amp;nbsp;nieco inne wydatki, ale obydwa nasze aparaty nagle i jednocześnie postanowiły przenieść się z tego padołu na lepszy. W wyniku zakupu powstała sesja z Czesławkiem w roli głównej. Czemu akurat z Czesławkiem? Bo on jako jedyny ma źdźbło rozumu i wie, że oto Duża robi mu zdjęcie. Trzeba zatem siedzieć grzecznie, patrzeć w obiektyw, a nawet można się położyć, nadstawić pysio i sobie pozować. Czesio zachowuje się jak prawdziwy model i dlatego jest najwdzięczniejszym obiektem do fotografowania:&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;a href="https://lh5.googleusercontent.com/-9ppZ86tzzQ0/TYpHAyXfNyI/AAAAAAAAHok/_pxXL3xNKcA/s1600/czesio1.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; cssfloat: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" r6="true" src="https://lh5.googleusercontent.com/-9ppZ86tzzQ0/TYpHAyXfNyI/AAAAAAAAHok/_pxXL3xNKcA/s320/czesio1.JPG" width="260" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;Najuprzejmiej proszę Was o kciuki. Jeśli uda mi się dostać od września pracę, nie tylko będę stale w Mirmiłowie, ale też rozpocznę zaoczne studia. Właściwie nie potrafię już teraz myśleć o niczym innym. Porządkuję parapety i ... kocie futra, przycinam, przesadzam i wyczesuję z myślą, że może już niedługo znów będę to robić tak regularnie, jak jeszcze do niedawna. &lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;Ponadto, chciałam Was w końcu zaprosić na drugi mirmiłowski blog, na którym jakiś czas temu zebrałam kocią poezję. Nie jest jej dużo, ale może już wkrótce, jeśli wszystko się ułoży, powstanie nieco więcej mruczących wersów. &lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;Mam nadzieję, że się spodoba:&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;a href="http://www.wiersze-mirmilowa.blogspot.com/"&gt;http://www.wiersze-mirmilowa.blogspot.com/&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;Miłej lektury!! &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-207077469349229209?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/207077469349229209/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/03/wiosna-w-mirmiowie.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/207077469349229209'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/207077469349229209'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/03/wiosna-w-mirmiowie.html' title='Wiosna w Mirmiłowie'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh3.googleusercontent.com/-Lgshx5MQ-dI/TYpGfzOltZI/AAAAAAAAHog/6EY7rnXw5Is/s72-c/IMG_0381.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-2496685171198673089</id><published>2011-03-10T12:55:00.000-08:00</published><updated>2011-03-10T23:54:51.831-08:00</updated><title type='text'>AntyKOTcepcja. Post (nie)tylko dla dorosłych.</title><content type='html'>&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;Jest późny wieczór. Pierwszy po mojej dwumiesięcznej nieobecności w Mirmiłowie. W sypialni cichutko szemrze nastrojowa muzyka, chłodzi się wino, a całe łoże o wymiarach (to ważne!!) 210x175 zaścielone jest pachnącą pościelą. Przeciągając się w jedwabistej piżamce, rozpływam się w poczuciu totalnej błogości i&amp;nbsp;topnieję na myśl, że oto jestem w domu! Mąż pluska się w łazience, a ja sobie czekam, szczęśliwa do szpiku kości, szczęśliwa absolutnie i najdoskonalej. &lt;/div&gt;- Cześć! Wiesz co, strasznie tu dużo u ciebie miejsca. - rzecze Miś gramoląc się na łóżko od strony nóg. &lt;br /&gt;- Cukierku-pierożku! Chodź do Anusi, moje pyszczydełko najukochańsze! Moje słodziątko... Tęskniłeś??&lt;br /&gt;- O tym za chwilkę. Gdybyś tak odrobinkę się przesunęła, tak minimalnie, to ja bym się tu położył. Że niby dużo miejsca jest? No tak, ale tu fałdka niezbyt wygodna, a tu z kolei gniazdka nie mogę sobie wydrążyć. Że co? Że to twoja noga? I brzuch? Ale to nie szkodzi przecież. No ja leciutki jestem i jak ci się na kostkach położę, to nic się nie stanie. O, tak jest idealnie - na obydwu nogach. Nie! Nie ruszaj się, bo ja przecież spadnę! Leż spokojnie, bo przecież mi będzie niewygodnie. O, tak jest dobrze.&amp;nbsp;Tylko trzymaj nogi równiutko złączone i nie ruszaj się. Nie ruszaj! I złączone. Tak, teraz śpimy, do rana, dobranoc.&lt;br /&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;- Cześć! - tym razem wita się ze mną Pola. - Ciasno tu u ciebie. Co mówisz? Że to duże łóżko? Kochana, ludzie nigdy nie nauczą się produkować prawdziwie dużych łóżek dla kotów. Przesuniesz się ździebełko? Nie masz gdzie? Misiu leży? No nic. Nie, nie przeszkadzaj sobie, ja się ułożę na twoim brzuchu.&amp;nbsp;Cieplutka jesteś, a ja tęskniłam. No, nie daj się prosić. Ja leciutka jestem przecież. Leżysz sobie wygodnie,&amp;nbsp;to&amp;nbsp;się troszkę podziel ciepłem ze stęsknionym kotem. Tak, tu,&amp;nbsp;na żołądku będzie idealnie. Masz taki fajny dołek&amp;nbsp;pod żebrami. Boli? Oj tam, oj tam. Nie chcę nic mówić, ale czy ty aby nie za dużo zjadłaś? No. Dobranoc. Śpimy sobie do samego ranka. Fajnie, że jesteś. Ale się nie ruszaj! No nie ruszaj, mówię!&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;- Cześć!! To ja, Cześ! Miałabyś coś przeciwko, jak bym się tu obok na podusi walnął? Że za duży jestem? Ale wiesz, gdybyś się nieco przesunęła, to starczyłoby miejsca dla wszystkich. Ja nawet ostatnio słyszałem, że ludzie to na poduszkach spać nie powinni. Zdrowiej dla kręgosłupa, gdy - rozumiesz - człowiek kotu poduszkę odda. O tak, właśnie, no posuń głowę jeszcze ciutkę. Nadepnąłem ci na czoło. Przepraszam, ale gdybyś się posunęła, to nie byłoby tego problemu. O, widzisz? Bez poduszki jest ci wygodniej, prawda? No bez porównania. Wiedziałem. Ja to mam giętki kręgosłup, więc - rozumiesz - mi spanie na poduszce nie zaszkodzi, ale o ciebie muszę dbać. No, to leż sobie spokojnie i nie wierzgaj nogami, bo się Misio denerwuje. Jak go zrzucisz, to strzeli focha i ze trzy dni się nie odezwie. Będzie mu przykro i po co to? Po co, rozumiesz, negatywną atmosferę wytwarzać? Poli też nie budź, bo zaraz awanturę wywoła. Leż sobie spokojnie, a wszyscy będą zadowoleni.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Obłożona kotami, które ważą jakąś tonę, z nienaturalnie wykręconym karkiem, bez poduszki, czekam na męża. Przychodzi, kładzie się. Nim jednak zdąży choćby się nade mną pochylić, choćby słowo wypowiedzieć, między nami przetacza się góra futra. &lt;br /&gt;-Cześć!! Ale żeście się porozkładali. No nie ma miejsca dla mnie. Ja się tu walnę w środeczku, dobra? Tak między wami. Zmarzłem, czy coś? Duży nie grzeje. Oszczędza. Jak bym się tu skulił między waszymi głowami, to nie byłoby źle, prawda? Taki wierszyk napisał kiedyś pan Klimek, mądry człowiek:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;a href="https://lh4.googleusercontent.com/-ROf6b6ZLaas/TXk7DUpZXPI/AAAAAAAAHjQ/16EtsHBuQY4/s1600/IMG_0052.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; cssfloat: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" q6="true" src="https://lh4.googleusercontent.com/-ROf6b6ZLaas/TXk7DUpZXPI/AAAAAAAAHjQ/16EtsHBuQY4/s320/IMG_0052.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;em&gt;Wiem niewiele, ale powiem, co wiem,&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;em&gt;Choć nie będzie to pewnie myśl złota.&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;em&gt;Najpiękniejszą muzyką przed snem&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;em&gt;Jest mruczenie szczęśliwego kota.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W mojej głowie powstaje wierszyk jednak nieco inny:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Z doświadczenia Wam powiem, co wiem,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Myśl to bardziej drewniana niż złota:&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Nie masz dzieci?&amp;nbsp;Cóż, nie będziesz ich mieć,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Póki w łóżku swym gościć chcesz kota.&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-2496685171198673089?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/2496685171198673089/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/03/srodek-antykotcepcyjny-post-nietylko.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/2496685171198673089'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/2496685171198673089'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/03/srodek-antykotcepcyjny-post-nietylko.html' title='AntyKOTcepcja. Post (nie)tylko dla dorosłych.'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh4.googleusercontent.com/-ROf6b6ZLaas/TXk7DUpZXPI/AAAAAAAAHjQ/16EtsHBuQY4/s72-c/IMG_0052.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-4046333471301735407</id><published>2011-03-10T12:09:00.000-08:00</published><updated>2011-03-21T13:58:09.372-07:00</updated><title type='text'>Gołąbek (nie)pokoju. Cz.III</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh6.googleusercontent.com/-BQ1kznA6TaU/TYe71aJ9djI/AAAAAAAAHoU/F_fpgf2QnTQ/s1600/ok0f3m.jpeg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="251" r6="true" src="https://lh6.googleusercontent.com/-BQ1kznA6TaU/TYe71aJ9djI/AAAAAAAAHoU/F_fpgf2QnTQ/s320/ok0f3m.jpeg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Gołąbek podejmował kolejne, niezbyt udane próby latania. Coraz dłuższe, coraz bardziej energiczne, wciąż jednak kończące się na naszym podwórku, co groziło mu atakiem ze strony dzikich kotów, psów czy nawet ludzi. Podjęłam decyzję o wywiezieniu go i... popadłam tym samym w konflikt z małżonkiem, odsądzającym &amp;nbsp;mnie niemal od czci i wiary.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Pozbyć się go chcesz! Co on ci przeszkadza? Taki malutki. Mógłby sobie z nami mieszkać - słyszałam bezustannie.&lt;br /&gt;- Nie chcę się go pozbyć, ale zrozum, nie możemy go od 3.00-4.00 w nocy pilnować. Człowiek jest tak błędnie skonstruowany, że spać jednak musi. A on wylatuje niemal w środku nocy.&amp;nbsp;Coś go po prostu zeżre. No nie mogę spać na balkonie z gołębiem w objęciach! Zasypiać o&amp;nbsp;19.00 i wstawać o 3.00. Za dużo ode mnie wymagasz.&amp;nbsp;Musimy go gdzieś wywieźć i zapewnić mu bezpieczne warunki do dalszej nauki latania. No bądźże rozsądny... &lt;br /&gt;Mąż rozsądny nie był. Okazało się, że jestem okrutna, bo nie zamierzam chodzić spać z kurami, sypiać na świeżym powietrzu, a gołąbek nie chce robić za przytulankę. Uświadomiłam jednak mężowi, że będzie musiał z tym moim okrucieństwem żyć i im szybciej podejmiemy jakieś kroki w celu&amp;nbsp;wypuszczenia gołąbka, tym krótsze będą wzajemne żale.&lt;br /&gt;Zapakowaliśmy zatem naszego gościa do transportera i wyjechaliśmy. Wyprawa po okolicy zamieniła się w&amp;nbsp;podróż roku. Miejsca na wypuszczenie naszego skrzydlatego dziecka szukaliśmy od popołudnia do późnych godzin nocnych, kłócąc się zaciekle. Wszędzie bowiem było coś nie tak. A to za daleko od siedzib ludzkich i gołębich stad, a to za blisko psów i&amp;nbsp;kotów.&amp;nbsp;A to za bagniście, a to za skaliście. Słowem - bij zabij, miejsca dla jednego ptaka nie szło znaleźć.&lt;br /&gt;Jedno z miejsc wydało nam się idealne. Za dworcem kolejowym. Idealna odległość od stad gołębich, od ludzi, od potencjalnego pożywienia, i od zwierząt. Wysypaliśmy maluchowi papuzią karmę i zostawiliśmy pod bezpiecznym krzaczkiem, czając się tuż obok, z drżeniem serc i bez mała ze łzami w oczach. &lt;br /&gt;Malec rozprostował skrzydełka, poderwał się do lotu i... podfrunąwszy spory kawałek, wpadł do diablo głębokiego rowu, miedzy pokrzywy i rozmaite ostre zielsko. Mąż, niewiele myśląc, rzucił się na ratunek, gubiąc trampki, parząc się pokrzywami, podtapiając w błotnistym gruncie. Potykając się, ryzykując połamanie kończyn na śliskim błocie, schodził coraz niżej, szukając ptaka między zielskiem. Wyciągnąwszy go z wielkim trudem, uświadomił mi, że oto w naszych poszukiwaniach musimy wziąć pod uwagę kolejne kryterium - wysokość traw i obecność chaszczy. Maluch, wpadając w zieloną pułapkę skazany jest bowiem na śmierć głodową. &lt;br /&gt;Jasny gwint. &lt;br /&gt;Błąkaliśmy się po całej niemal kotlinie, nim wpadł nam do głowy pomysł najprotszy z możliwych. Ptasia Wyspa w pięknym parku zdrojowym, znajdującym się w sąsiedniej miejscowości. Ptasia Wyspa - z budkami lęgowymi, karmnikami, z dala od tras spacerowych, a jednocześnie blisko miasta i tysięcy ptaków.&lt;br /&gt;Dotarliśmy do niej ciemną nocą i stosując rozmaite skomplikowane oznaczenia, ukryliśmy ptaszka w miejscu nam tylko wiadomym. Uspokojeni choć dziwnie smutni wróciliśmy do domu. Wystarczyło parę dni, a człowiek przywiązał się do skrzydlatego wypłosza jakby co najmniej samodzielnie jajo wysiedział. &lt;br /&gt;O 5.30 obudził mnie przenikliwy szept:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Śpiiiiiiiszszszsz?????? No śpisz? Eeeeejjj, no, obudź się! Śpiszszsz??&lt;br /&gt;- Teraz już nie. Snem kamiennym jakoś mi nie idzie. Co jest?&lt;br /&gt;- Bo ja tak sobie pomyślałem, że chyba powinniśmy tam pojechać. &lt;br /&gt;- Yyyyy!?&lt;br /&gt;- No tam, na tą wyspę. Wiesz, tak dla spokojności sumienia.&lt;br /&gt;Zmęłłam w ustach informację, że moje sumienie odznacza się kryształową czystością i spokojem i... zaczęłam się ubierać. Krótko po 6.00 byliśmy na miejscu.&lt;br /&gt;Wokół nie było śladu ani ptaszka, ani jakiejkolwiek awantury. Malec musiał odlecieć lub ćwiczyć latanie gdzieś niedaleko. To, iż nie znaleźliśmy najmniejszych śladów grożącego mu niebezpieczeństwa nie uspokoiło jednakże mego męża, który udał się po informacje do łowiącego w pobliżu wędkarza. Przesłuchiwany hobbysta wyznał, że oddaje się swej pasji od prawie dwóch godzin i nie ma siły - nic nie pożarło w tym czasie naszego skrzydlatego podopiecznego. Na pewno by to zauważył. &lt;br /&gt;Przetrząsnąwszy parkowe ścieżki, przekonany, że jakimś cudem wszystko się powiodło, mąż zezwolił na powrót do domu. &lt;br /&gt;Wciąż żywimy nadzieję, że postąpiliśmy, jak należy i malec nauczył się w końcu latać.&lt;br /&gt;Jeśli zrobiliśmy coś źle, najuprzejmiej proszę nas o tym nie powiadamiać. :) Chcieliśmy bowiem jak najlepiej.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-4046333471301735407?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/4046333471301735407/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/03/goabek-niepokoju-cziii.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/4046333471301735407'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/4046333471301735407'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/03/goabek-niepokoju-cziii.html' title='Gołąbek (nie)pokoju. Cz.III'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh6.googleusercontent.com/-BQ1kznA6TaU/TYe71aJ9djI/AAAAAAAAHoU/F_fpgf2QnTQ/s72-c/ok0f3m.jpeg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-3033398419217542558</id><published>2011-03-01T11:10:00.000-08:00</published><updated>2011-03-01T11:16:14.695-08:00</updated><title type='text'>Gołąbek (nie)pokoju. Cz. II</title><content type='html'>Co na to koty? Koty przede wszystkim zatraciły jakąkolwiek zdolność kocio-racjonalnego myślenia i wstrzymały niemal wszystkie funkcje życiowie: przestały jeść, pić, wydalać, a momentami nawet oddychać. Zamieniły się w chaotycznie tańcujące&amp;nbsp;trzy góry futra, z obłędem w ślepkach wpatrzone w jeden tylko obszar: balkon. Przed drzwiami balkonowymi panowało pandemonium.&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- Precz! Spadać! Puście mnie, no puśśśśśśśśśćcie!! Ja!! ja muszę widzieć!! Czekaj, przesuń się!! No czekaj, mówię!!! Precz obwiesie, łamagi!!!! Dlaczego ja nic nie widzę!! Ale masz twardą głowę! Ale masz niewygodne plecki! No tak, jak byś się przesunął, to bym cię nie podeptał!!!! -&lt;/em&gt; darł się Jożik aż do zachrypnięcia. Prując się jak stare prześcieradło usiłował stratować, staranować i zadeptać Czesia i Misia. &lt;br /&gt;Czesio drobił łapciętami w tę i z powrotem niczym znerwicowana baletnica. Nieprzytomne spojrzenie burszytnowych paciorków, wlepione w gołębia, kazało przypuszczać, że Cześ trwa w stanie niemal hipnotycznym, że zapomniał o calutkim świecie. Nie wie, gdzie i po co się znajduje. Ważny jest tylko ptak. &lt;br /&gt;Wielkie z natury oczyska Misia tym razem mogły być porównywalne z podstawkami moich porcelanowych filiżanek. Wielki Łowczy Mirmiłowa czuł zew przyrody, instynkt do opętał, tłuste łapki nie nadążały przemieszczać obłędnie zaciekawionego ciałka. Słowem: koty - oszalały. &lt;br /&gt;Gołąbek zaś ani na sekundę nie zamierzał usiedzieć w miejscu. Najadł się, napił i zaczął uskuteczniać coś, co nasuwało natrętną myśl,&amp;nbsp;iż podstawową cechą jego charakteru będzie potężna złośliwość. Rozpoczął bowiem spacery - dokładniutko po progu balkonowych drzwi, ocierając się o szybę, do której przyklejone były koty! Z czasem wyczytałam, że młody ptak najprawdopodobniej nie "nauczył się" jeszcze, że kot może być jego wrogiem śmiertelnym i... nie tylko się kotów nie bał, ale wręcz nawiązywał z nimi kontakt. Stukał dziobkiem w szybę dokładnie w miejscu, gdzie po drugiej stronie tkwił przylepiony nos Czesia. Widząc wychodzącego z siebie i drżącego z emocji Misia, stawał przed nim i machał skrzydłami. Kursujący z&amp;nbsp;obłędem w oczkach&amp;nbsp;Jożik&amp;nbsp;nie robił na nim najmniejszego wrażenia. Gołąbek czyścił piórka, spacerował centralnie przed kocimi nosami, próbował podrywać się do lotu lub stawał przodem do kotów i unosząc skrzydła, trzepotał nimi tak, jakby próbował przegonić mirmiłowską gromadkę. &lt;br /&gt;Po godzinie mieliśmy dosyć. Koty sprawiały wrażenie, że kolejno zejdą na zawał. Stworzyliśmy zatem skomplikowaną konstrukcję z foteli, kap,&amp;nbsp;firan i stołków, która miała zasłonić gościa i odizolować go od kociarstwa. Wszystko na nic. Wystarczyła najmniejsza szparka, by w mieszkaniu wybuchała dzika awantura o to, kto ma przez nią oglądać ptaszka. Życie Mirmiłowa skoncentrowało się całkowicie na balkonie i nic nie dało się na to poradzić.&lt;br /&gt;Przez dwie doby koty nie dawały się odciągnąć od balkonowych drzwi. Było lato. Gołąbek rozpoczynał dzień ok. 3.30 - 4.00 rano i natychmiast koty stawały na posterunku, energiczne i&amp;nbsp;rozdygotane jakby wyżłopały wiadro esspresso. Całe szczęście, że nie było jeszcze wówczas z nami Polci, bo nie wyobrażam sobie dodatkowo czesino-polciowych jatek. &lt;br /&gt;Nielotek całe dnie jadł i gimnastykował się.&amp;nbsp;Ewidentnie miał na celu opanować w najbliższym czasie trudną sztukę latania i&amp;nbsp;przeprowadzał drobne acz systematyczne&amp;nbsp;ćwiczenia. &lt;br /&gt;Trzeciego dnia przed południem nagle zniknął. Na szczęście byłam wówczas w domu i natychmiast zlokalizowałam go pod drzwiami klatki schodowej. Maluch bowiem znów wzleciał i&amp;nbsp;znów szybko musiał osiąść. Doszliśmy do wniosku, że nie można go tak zostawić. Rozszarpałby go pierwszy lepszy pies, kot lub&amp;nbsp;skrzywdziłoby dziecko. Poszłam po niego z transporterkiem i przekonałam się, że poczynił znaczne postępy w lataniu. Nabiegałam się nieźle, nim w końcu udało mi się go złapać. Pomieszkał z nami jeszcze ze dwa dni. Pojadł, wzmocnił się&amp;nbsp;oraz&amp;nbsp;doprowadził koty na skraj nerwicy i szaleństwa.&amp;nbsp;Potem zaś kazał nam - mi i memu mężowi - zmierzyć się z&amp;nbsp;bardzo trudnym&amp;nbsp;problemem.&amp;nbsp;Ale o tym napiszę w kolejnym, ostatnim już gołębim odcinku. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh3.googleusercontent.com/-6StdxTumCvs/TW1C97P-X2I/AAAAAAAAHi8/xLWYFr2TuJg/s1600/go%25C5%2582%25C4%2585bek.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" l6="true" src="https://lh3.googleusercontent.com/-6StdxTumCvs/TW1C97P-X2I/AAAAAAAAHi8/xLWYFr2TuJg/s400/go%25C5%2582%25C4%2585bek.JPG" width="385" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-3033398419217542558?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/3033398419217542558/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/03/goabek-niepokoju-cz-ii.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/3033398419217542558'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/3033398419217542558'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/03/goabek-niepokoju-cz-ii.html' title='Gołąbek (nie)pokoju. Cz. II'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh3.googleusercontent.com/-6StdxTumCvs/TW1C97P-X2I/AAAAAAAAHi8/xLWYFr2TuJg/s72-c/go%25C5%2582%25C4%2585bek.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-8718866411919210294</id><published>2011-02-27T08:59:00.000-08:00</published><updated>2011-02-27T09:53:06.481-08:00</updated><title type='text'>Gołąbek (nie)pokoju. Cz. I.</title><content type='html'>Smażyłam wątróbkę. Jej zapach docierał do najdalszych kątków Mirmiłowa i wydawało się dziwne, że w kuchni nie ma ani jednego kota.&amp;nbsp;Obracając na patelni aromatyczny, choć według mnie&amp;nbsp;niezbyt smaczny drobiowy organ, usłyszałam okrzyk:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Aniu, szybko! Koty coś znalazły! Co to jest?!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przed balkonowymi&amp;nbsp;drzwiami tłoczyły się nie tylko koty. Mąż mój, brat i bratowa także rozpłaszczali nosy na szybie, z nieokreślonych powodów nie kwapiąc się do bliższej identyfikacji zjawiska. A było co identyfikować. Zjawisko bez wątpienia pozostawało żywe. Miało długą, niemal łysą szyję, na której osadzona była malutka główka z&amp;nbsp;wytrzeszczonymi oczkami i niewielkim, zakrzywionym na końcu&amp;nbsp;dziobem. Całość przedstawiała się niezbyt uroczo i podobna była całkiem do niczego. &lt;br /&gt;Mój polonistyczny umysł wystartował. Wątroba na patelni i łysawy ptak na balkonie mgliście skojarzyły mi się z niejakim Prometeuszem, nieszczęśnikiem ulokowanym w górach Kaukazu, za wiadome przewinienia.&lt;br /&gt;- Sęp?! - wyrwało mi się, nim zdołałam powstrzymać szaleńczy potok skojarzeń. - Puśćcie mnie, niech sobie obadam to stworzenie. Skąd się ono wzięło? Bo nie z mitologii przeca. &lt;br /&gt;Próbując nie zadeptać kotów, których nagle zrobiło się ze trzydzieści (każdy bowiem po wielekroć wychodził z siebie i stawał obok), wyszłam na balkon i wzięłam brzydactwo na kolana. Siedziało grzecznie. Nie bało się. Było ledwo upierzone, miejscami łyse, nie grzeszyło urodą i nie chciało powiedzieć, skąd się wzięło akurat na drugim piętrze, na balkonie otoczonym zewsząd innymi balkonami, z dala od dachów i&amp;nbsp;drzew. Zadzwoniłam zatem do siły fachowej, ilustrując przekazywane informacje zdjęciem zrobionym z komórki.&lt;br /&gt;Weterynarz zidentyfikował naszego gościa jako gołąbka-nielota. Pisklaka, który nie mierzył zamiaru podług sił, tylko romantycznie wyleciał nad poziomy, by gruchnąć na balkonie zdumionej ludzkości.&amp;nbsp;Sił mu bowiem do dalszego lotu zabrakło. Wet stwierdził, że to się zdarza. Małe uczy się latać, ale nagle okazuje się - niestety w trakcie lotu - że praktykować zaczęło za wcześnie i tak właściwie, to latać jeszcze nie umie.&amp;nbsp; Dlaczego gołąbek trafił akurat na nasz balkon, wbrew wszelkim zasadom fizyki, na zawsze pozostanie zagadką. &lt;br /&gt;W kilka chwil zorganizowaliśmy&amp;nbsp;małemu gościowi&amp;nbsp;zgrabną budkę, wyłożoną siankiem, poidełko i nieco karmy dla papug. Ustaliliśmy, że pomieszka sobie na naszym balkonie, dopóki... No właśnie, nie wiedzieliśmy dopóki co. Zarejestrowałam się dość szybko na forach gołębiarzy, gdzie opisałam problem i zapytałam, co powinnam z gołąbkiem zrobić. Czym go karmić? Gdzie wypuścić?? Kiedy? Żadne miejsce nie wydawało nam się właściwe. Gołąb to ptak miejski, powinien zatem być blisko siedzib ludzkich.&amp;nbsp;Jednak to&amp;nbsp;oznaczało dla małej łamagi spotkanie z psami i kotami, które niekoniecznie mogłyby wykazać się tolerancją wobec inności. Czy gołąb poradzi sobie z dala od miasta? Od innych gołębii? Na forach nie odpisano mi nic. Po dziś dzień za to, choć minęły już dwa lata, otrzymuję zaproszenia na gołębiarskie zloty. &lt;br /&gt;Ponieważ jednak wierzę w człowieka, zaczęłam dzwonić do owych koneserów i na dobrą chwilę w ludzką dobroć wierzyć przestałam. Trzech gołębiarzy (litościwie pominę bliższe informacje) radziło mi, cytuję! -&amp;nbsp;"spuścić ptaka na beton". Nie&amp;nbsp;był bowiem rasowy i zaobrączkowany. Najłagodniejsza forma porady: "wywalić i się nie przejmować". &lt;br /&gt;Przejęłam się. Z poradami w myślach zrobiłam coś, o czym pisać nie wypada.&amp;nbsp;Następnie, wysłuchując instrukcji, udzielanych mi&amp;nbsp;telefonicznie przez weterynarza, zbadałam Nielotka. Był cały. &lt;br /&gt;Uspokojona,&amp;nbsp;zalogowałam się na najżyczliwszym z forów świata - forum kwiatowym - gdzie natychmiast kilkadziesiąt osób sypnęło poradami jak z rękawa. Forumowicze zdawali się przez całe życie nie robić nic innego jak tylko hodować gołębie. Dowiedziałam się w przeciągu kilkunastu sekund, że czas przede wszystkim wybrać się na zakupy.&amp;nbsp;Powinnam nabyć: kaszę jaglaną, gryczaną, proso, pszenicę, siemię lniane, jaja, warzywa wszelkie, siano, łuskany groch i czteberdzieści innych produktów. Trzeźwo myśląca&amp;nbsp;Administracja uświadomiła mi jednak, że zaopatrywanie się w kilkanaście kilogramów żywności nie będzie posunięciem rozsądnym. Gołąb wszak wkrótce odleci, a ja pozostanę w zapasem&amp;nbsp;godnym gdańskich&amp;nbsp;spichlerzy, co mogłoby być korzystne na wypadek wojny. Tej jednakoż, na szczęście, się nie przewiduje.&lt;br /&gt;Racja.&amp;nbsp;Pozostałam zatem przy siemieniu dla papug i gotowanym jajku. &lt;br /&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;Ustaliliśmy też z mężem, że Nielotek u nas zamieszka do czasu aż nauczy się latać i opuści nasze tymczasowo-rodzinne gniazdko. Co na ten temat koty? Dowiecie sie w kolejnym odcinku ;)&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh3.googleusercontent.com/-XdlUnywj9pU/TWqCV8f5KVI/AAAAAAAAHik/IeA5t7AGmRI/s1600/go%25C5%2582%25C4%2585bek+na+kolanach.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" l6="true" src="https://lh3.googleusercontent.com/-XdlUnywj9pU/TWqCV8f5KVI/AAAAAAAAHik/IeA5t7AGmRI/s320/go%25C5%2582%25C4%2585bek+na+kolanach.JPG" width="297" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-8718866411919210294?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/8718866411919210294/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/02/goabek-niepokoju-cz-i.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/8718866411919210294'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/8718866411919210294'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/02/goabek-niepokoju-cz-i.html' title='Gołąbek (nie)pokoju. Cz. I.'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh3.googleusercontent.com/-XdlUnywj9pU/TWqCV8f5KVI/AAAAAAAAHik/IeA5t7AGmRI/s72-c/go%25C5%2582%25C4%2585bek+na+kolanach.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-984079815979770055</id><published>2011-02-20T04:55:00.000-08:00</published><updated>2011-02-21T00:28:50.071-08:00</updated><title type='text'>Kochajmy się jak bracia...</title><content type='html'>&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-qFHiSt_IMh4/TWEL9jcb5aI/AAAAAAAAHiA/P2gmCHRM4R0/s1600/kaczuszka.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; cssfloat: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;/a&gt;- Zadzwoni wreszcie do TOZ-u. Albo na straż miejską. Albo na policję. Będziemy mieć kłopoty. A ty pójdziesz do schroniska!! Bądźże mądrzejszy, kocie, i nie zbliżaj się do tego małego histeryka!&amp;nbsp;- zwróciłam się do Czesia, który mając głęboko w nosku moje groźby, z pietyzmem wylizywał sobie stópki i podgryzał paluszki. &lt;/div&gt;- Nie, może nie... - szepnął cichuteńko&amp;nbsp;mąż i&amp;nbsp;bezszelestnie wycofał się z przedpokoju. - W razie czego jakoś im wytłumaczymy...&lt;br /&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;- Co im wytłumaczysz?! - zapytałam scenicznym, dramatycznym szeptem, bo sąsiadka wciąż miała ucho przylepione do naszych drzwi. - Wytłumaczysz im, że jak ośmiokilogramowy kocur zamiata malutkim kociaczkiem całe mieszkanie to to jest zabawa? Że malec kwiczy tak straszliwie, bo jest wniebowzięty?!&lt;/div&gt;Byłam załamana. Właśnie po raz kolejny sąsiadki wyległy na klatkę schodową, by posłuchać pod naszymi drzwiami rozpaczliwych wrzasków małego Jożika, którego obecnością uszczęśliwiliśmy Czesławka dwa tygodnie wcześniej. &lt;br /&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;- Czesio wcale nim nie zamiata!! Raz, jeden jedyny raz trochę go poddusił, bo ten mały rozczochrany&amp;nbsp;histeryk już tak przegina, że ja na miejscu Cześka&amp;nbsp;pozbyłbym się go&amp;nbsp;raz na zawsze, zjadając na obiad i wypluwając pierze! Co za panikarz! Czesio NIC mu nie robi, i to ten mały dzięcioł powinien tłumaczyć się sąsiadom, czemu tak pruje japę. Nie wiem już, co robić. - wychrypiał mąż. &lt;/div&gt;Mały dzięcioł, nazwany Jożikiem, spał sobie w najlepsze na oparciu kanapy, w pozycji zestrzelonej kaczuszki, nie mając pojęcia o kłopotach, które może na nas ściągnąć. Sytuacja przedstawiała się dramatycznie i nikt z sąsiadów podsłuchujących pod naszymi drzwiami w życiu nie uwierzyłby, że rozpaczliwy krzyk, miauk, kwik dochodzący z naszego mieszkania jest wydawany tak naprawdę - bez powodu. My zaś nie wyciszamy go natychmiast, bo &lt;br /&gt;ignorancja jest elementem procesu wychowawczego...&lt;br /&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-qFHiSt_IMh4/TWEL9jcb5aI/AAAAAAAAHiA/P2gmCHRM4R0/s1600/kaczuszka.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; cssfloat: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="272" j6="true" src="http://3.bp.blogspot.com/-qFHiSt_IMh4/TWEL9jcb5aI/AAAAAAAAHiA/P2gmCHRM4R0/s320/kaczuszka.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Kilka tygodni przed opisanymi wydarzeniami zauważyliśmy, że kilkumiesięcznemu Czesiowi niezbyt radośnie&amp;nbsp;żyje&amp;nbsp;się samemu. Wracając z pracy widzieliśmy smutną, pyzatą kocią buzię przytulającą czółko do szyby. Od chwili naszego wejścia do mieszkania, Czesio nie odstępował nas ani na krok. Ewidentnie był stęskniony, czuł się samotny i obecność kociego towarzysza naprawdę wydawała się wskazana. Gdy zatem dnia pewnego na moją skrzynkę internetową dotarło zdjęcie małego, niebieskiego, nieprawdopodobnie rozczochranego koteczka (a ja zakochałam się nieprzytomnie), zapadła decyzja - bierzemy. Szczęśliwie z dniem 17 lutego, czyli&amp;nbsp;Świętem Kota, zbiegło się u mnie rozpoczęcie dwutygodniowego urlopu. Mogłam zaopiekować się maluchem, dopilnować procesu "dokocenia", czuwać nad wszystkim i jednocześnie cieszyć się myślą, że nowy koci mieszkaniec&amp;nbsp;sprowadzi się do&amp;nbsp;nas przy okazji tak sympatycznego święta.&lt;br /&gt;Poprzedni właściciel kocurka - przesympatyczny człowiek, którego całym sercem pozdrawiam! - zapewniał nas, że kotek otrzymał robocze imię "Cichy", bowiem bardziej grzecznego, nieśmiałego i ułożonego kociego dziecka ze świecą szukać. Dotychczasowa Pani roniła szczere łzy przy pożegnaniu, ja zaś tryskałam szczęściem, bo maleństwo - w przeciwieństwie do Czesia sprzed kilku miesięcy - spało grzecznie na moich kolanach przez całą drogę.&lt;br /&gt;Dziś wiem, że po prostu zbierało siły do ataku...&lt;br /&gt;Po wyjściu z transporterka mała, niebotycznie rozczochrana osobistość&amp;nbsp;przycupnęła sobie w przedpokoju, udając z wielkim zapałem kupkę szczypiorku, w którą trzasnął piorun. Miałam się potem przekonać, że jakichkolwiek działań bym nie podjęła, futerko Jożika nigdy nie będzie wyglądało jak należy. Przez całe swe kocie dzieciństwo Jożik przypominał nastroszoną szczotkę - i kropka. &lt;br /&gt;Zezując sobie z lekka w kierunku potężnego wujaszka Czesia, Jożik sprawiał wrażenie, że intensywnie myśli. Nie wydawał się wystraszony. Raczej wyluzowany. Pozwolił się poprzytulać, po czym zasnął w najlepsze na oparciu kanapy, a potem zmienił miejsce i uznał, że najwygodniej spędzi noc na czole Dużego. &lt;br /&gt;Następnego dnia wstał w pełni sił i odtąd nic już nie było takie samo.&lt;br /&gt;"Cichy"?? To był niespełna kilogramowy gejzer. Wulkan siły i energii. Kocię z ADHD. Pofrunęły pierwsze doniczki. Po raz pierwszy w środku nocy ukatrupiono pościelowego potwora, który - dotąd o tym nie wiedzieliśmy - sypiał pod naszą kołdrą. &lt;br /&gt;- Co ty, Czesio, mówisz? Że oni w nocy śpią?! Trzeba to natychmiast zmienić! - postanowił malutki wielbiciel szalonych fryzur i ... zmienił.&lt;br /&gt;Odtąd aż do dnia dzisiejszego żadna osoba w Mirmiłowie nie przespała w całości ani jednej nocy.&amp;nbsp;Jożik ustanowił zasadę raz na zawsze: w nocy jest najdoskonalsza zabawa, ewentualnie noc sprzyja zacieśnianiu więzów między kotem a Dużymi.&amp;nbsp;O ile teraz Jożo jedynie mości się w naszym łóżku, kokosi i przytula, o tyle u zarania swych własnych dziejów uskuteczniał nocą skoki, dzikie harce, wkładanie pyszczka do naszych uszu, układanie nam włosów ząbkami, dreptanie w tę i z powrotem po naszych głowach, skakanie po pęcherzu, ataki znienacka, podchody, wojny podjazdowe, układanie się na szyjach, wpychanie w rękawy piżam, skubanie stóp, wieszanie się na nich pazurkami i nie wiadomo, co jeszcze. Jego inwencja była nieskończona. &lt;br /&gt;Dlaczego na to pozwalaliśmy? Z bardzo prostego powodu: Joż miał wielce donośny głosik. Gdy zamykało się przed nim drzwi sypialni darł się tak obłędnie, jakby go po kawałku obdzierano ze skóry, posypując&amp;nbsp;solą i&amp;nbsp;pieprzem. Życzliwy Czesławek -&amp;nbsp;pewny, że nastroszonej gadzinie dzieje się coś złego - zaczynał mu natychmiast wtórować. Czesio, po burzliwych pierwszych tygodniach nocnych zabaw, z czasem nauczył się&amp;nbsp;sypiać grzecznie, zawsze przy nas, nie mieliśmy zatem powodu, by i jego wyrzucać z sypialni. Gdy jednak obydwaj dawali koncert po dwóch stronach drzwi, brałam poduchę, Cześka pod pachę i powstrzymując chęć ugotowania rosołu na kocich kościach, udawałam się na&amp;nbsp;bardzo niewygodną kanapę w drugim pokoju. Innego wyjścia nie było. Moje małżeństwo wisiało na włosku, obydwoje byliśmy skrajnie wyczerpani, zasady bowiem panowały dwie:&lt;br /&gt;1. W nocy się nie śpi, tylko bawi.&lt;br /&gt;2. Obydwa koty muszą być koniecznie razem i koniecznie z Dużymi. Cała rodzinka w hurra-radosnym, nocnym komplecie. &lt;br /&gt;Sądzicie, że taka miłość między kocurkami panowała? Nic bardziej mylnego. O świtaniu bowiem niespożyta Jożikowa energia kazała mu zmieniać obiekt zainteresowań &amp;nbsp;i&amp;nbsp;jak dzień długi mały tyran gnębił dziesięć razy większego Czesia. &lt;br /&gt;Początkowo zupełnie nie wiedzieliśmy, co jest grane. Oto koty są razem, jest cicho i nagle następuje sekunda kotłowania, po czym małe leci na złamanie karku w naszą stronę, drąc się tak rozpaczliwie, że można mu niemal zajrzeć do samego żołądka. Co ciekawe - nie odnosi najmniejszych uszkodzeń na ciele, bowiem o umyśle trudno cokolwiek powiedzieć. Doszliśmy do pierwszego wniosku: gdy nas nie ma w pobliżu, ani chybi Czesio bije małego. Rwałam włosy z głowy. Nie mogłam za nic złapać Cześka na gorącym uczynku. Był oazą spokoju. Ale gdy tylko odwróciłam się bodaj na pół sekundy, natychmiast następowała kotłowanina i niebywały kwik, który sprowadzał sąsiadów i&amp;nbsp;kazał&amp;nbsp;im wystawać pod naszymi drzwiami.&lt;br /&gt;Tuliliśmy małego, uspokajaliśmy, a Czesia staraliśmy się po tych incydentach całkowicie ignorować, by rozumiał, że takim zachowaniem nie zasłuży sobie na nasze pochwały i zainteresowanie.&lt;br /&gt;Mały&amp;nbsp;w naszych objęciach natychmiast się uspokajał i wręcz... promieniał satysfakcją.&lt;br /&gt;I tak byłoby po dziś dzień pewnie, może&amp;nbsp;na policji skończyłaby się rzecz cała,&amp;nbsp;gdyby nie mój bystry mąż, który razu pewnego podejrzał, co się tak naprawdę dzieje. &lt;br /&gt;Okazało się, że&amp;nbsp;Jożik... czai się np. za nogą od stołu, bezszelestnie podbiega do&amp;nbsp;Czesia i - albo wiesza mu się ząbkami na ogonie, albo dosiada go niczym na rodeo, pyszczkiem pełnym igiełek wbijając mu się w tłuściutki karczek. A było za co złapać, oj było. Czesio nie narzeka na brak fałdek.&lt;br /&gt;W wyniku takiego ataku Czesławek, obciążony niespodziewanym balastem, usiłował zrzucić rozczochrańca. Przyduszał go przy tym swym nie najmniejszym ciałkiem, co powodowało kotłowaninę, nieopisany ryk małego i pęd w naszym kierunku z natychmiastową skargą typu: "Mamo! Tato! Ratujcie, on się bije!!!".&amp;nbsp;No i ratowaliśmy rozczochranego zarazka przed Bogu ducha winnym Czesiem.&lt;br /&gt;Mąż z ukrycia obserwował poczynania małego i o wszystkim mi donosił, a ja - rzecz jasna -&amp;nbsp;nie chciałam wierzyć. Gdy jednak zbliżał się czas mego powrotu do pracy, trzeba było zadziałać radykalnie. Postanowiliśmy zgodnie: żadnego reagowania na ryk. &lt;br /&gt;Łatwiej było postanowić, trudniej wykonać. Od kwiku małego prowokatora drżały mury, a sąsiadka przestała mi się kłaniać. Małe potrafiło skarżyć się przez długie, długie chwile. Zaczęłam nosić stoppery i powtarzać jak mantrę, że co nas nie zabije, to na pewno wzmocni. Jożo darł się, jakby kto żyletką pozbawiał go łepetyny, ale byłam twarda. Malec przy całym swym sprycie zaczął popełniać błędy. Chcąc za wszelką cenę zwrócić na siebie moją uwagę, zdesperowany atakował biednego Czesia centralnie na moich oczach, co&amp;nbsp;budziło we mnie uczucia dokładnie odwrotne niż Jożik sobie założył. Wiedziałam już, że nic się poważnego nie dzieje, i że mogę ich spokojnie zostawić samych. Najwyżej gdy wrócę z pracy, przywita mnie policja.&lt;br /&gt;Zostawiłam. Nie bawiłam się w izolowanie, zamykanie, itp. Jożik bowiem był panikarzem, histerykiem i małym oszustem. Nic ponadto. Ciekawa byłam strasznie, jak przetrawi w swej małej główce fakt, że oto zostaje zupełnie sam i olbrzymim wujkiem Czesiem, którego tak długo dręczył. &lt;br /&gt;Czesio jednak był litościwy i wybaczający. Po pierwszym dniu zastałam obydwa koty śpiące w najlepsze na jednym fotelu, przy czym mały rozczochraniec ginął w czułych objęciach potężnego wujaszka.&lt;br /&gt;Odtąd koty bawiły się razem, ganiały i knuły przeciw nam spiski. Przed małym łobuzem trzeba było chować wszystko, bowiem każdy przedmiot doskonale nadawał się do zabawy. Pewnego dnia odebrałam mu kilkanaście landrynek w szeleszczących, foliowych papierkach. Położyłam&amp;nbsp;cukierki wysoko na półce, skąd nie miał&amp;nbsp;możliwości, by&amp;nbsp;je zdjąć. Po kilku minutach usłyszałam charakterystyczne turlanie. Co jest!? Weszłam do pokoju i zobaczyłam siedzącego wysoko na drapaku Czesia, który zrzuca małemu cukierki, a ten w najlepsze się nimi bawi... &lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-F7XBbPn65dw/TWEMtseawHI/AAAAAAAAHiI/Lv8_xguGltw/s1600/za+ogonek.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="173" j6="true" src="http://1.bp.blogspot.com/-F7XBbPn65dw/TWEMtseawHI/AAAAAAAAHiI/Lv8_xguGltw/s320/za+ogonek.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-_Y9gG5_rBvY/TWEM3rC80EI/AAAAAAAAHiM/avzpXHkOE8M/s1600/DSC00080.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" j6="true" src="http://4.bp.blogspot.com/-_Y9gG5_rBvY/TWEM3rC80EI/AAAAAAAAHiM/avzpXHkOE8M/s320/DSC00080.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;I nawet, gdy Joż robił sobie karuzelę z Czesiowego ogonka, a zirytowany Cześ zamiatał nim potem mieszkanie, odbywało się to w ciszy, po przyjacielsku i owocowało natychmiastowym osiągnięciem porozumienia.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-984079815979770055?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/984079815979770055/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/02/kochajmy-sie-jak-bracia.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/984079815979770055'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/984079815979770055'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/02/kochajmy-sie-jak-bracia.html' title='Kochajmy się jak bracia...'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-qFHiSt_IMh4/TWEL9jcb5aI/AAAAAAAAHiA/P2gmCHRM4R0/s72-c/kaczuszka.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-4610642447480771433</id><published>2011-02-17T00:21:00.000-08:00</published><updated>2011-02-17T01:45:43.699-08:00</updated><title type='text'>Światowy Dzień Kota</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-xEsPKNCKE34/TVzaRBAgCjI/AAAAAAAAHhw/BdXhoxJYzCM/s1600/dk.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="279" j6="true" src="http://3.bp.blogspot.com/-xEsPKNCKE34/TVzaRBAgCjI/AAAAAAAAHhw/BdXhoxJYzCM/s320/dk.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color: #741b47; font-family: Times, &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, serif;"&gt;&lt;strong&gt;Z okazji jednego z najwspanialszych świąt w roku z całego serca życzę wszystkim Kotom, Kotkom i Kociątkom, żeby każdy dzień, od świtu do nocy, był rozmruczany i wolny od wszelkich kocich trosk i smuteczków.&amp;nbsp;Aby&amp;nbsp;spełniły się wszystkie kocie marzenia i sny, aby miseczki zawsze były wypełnione tym, co najpyszniejsze, a Duzi kupowali same najbardziej interesujące zabawki.&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color: #741b47; font-family: Times, &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, serif;"&gt;&lt;strong&gt;Wszystkim Kociarzom i Kociareczkom życzę, by ich koty zawsze chowały się zdrowo, radośnie i spokojnie. By w kocich stadkach panowała zgoda i przyjaźń. &lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color: #741b47; font-family: Times, &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, serif;"&gt;&lt;strong&gt;Całej reszcie ludzkości życzę natomiast, by każdy jej przedstawiciel odnalazł w sobie szacunek dla tych wyjątkowych, magicznych stworzeń. By każdy człowiek odnalazł swego mruczącego przyjaciela, a każdy kot - niezależnie od wieku, urody i kondycji fizycznej - trafił do kochającego domu. &lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-4610642447480771433?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/4610642447480771433/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/02/swiatowy-dzien-kota.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/4610642447480771433'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/4610642447480771433'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/02/swiatowy-dzien-kota.html' title='Światowy Dzień Kota'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-xEsPKNCKE34/TVzaRBAgCjI/AAAAAAAAHhw/BdXhoxJYzCM/s72-c/dk.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-1786501471083470805</id><published>2011-02-16T08:34:00.000-08:00</published><updated>2011-02-16T09:27:44.244-08:00</updated><title type='text'>O uczciwości słów kilka</title><content type='html'>Mówi o sobie, że jest hodowczynią kotów rasowych z prawdziwego zdarzenia. Dba o koty i rasę. Chce mieć jak największy udział w doskonaleniu owej rasy. Słowo "rasa"&amp;nbsp;mieli w ustach bezustannie i wystukuje na klawiaturze komputera, odmieniając&amp;nbsp;przez wszystkie przypadki. Uważa, że właśnie do takich jak ona powinni&amp;nbsp;zwracać się&amp;nbsp;ludzie, którzy chcą nabyć zdrowego, silnego kota z rodowodem. Bez skazy. Uczciwie, proszę państwa. Uczciwie. Drogo, ale uczciwie. Tak bardzo dba o swój wkład w rozwój rasy, że postanawia pozbyć się 3-letniej kotki. Kotka ma za sobą ciężkie porody, nie może rodzić więcej. Do udoskonalania rasy się nie nadaje.&amp;nbsp;Czas wysłać ją na "hodowlaną emeryturę". Rzekomo jest też bardzo agresywna wobec innych kotów w stadzie. Zawalidroga, jednym słowem. Kariery hodowlanej już nie zrobi, a rasę udoskonalać wszak trzeba. Uczciwie, proszę państwa. Uczciwie.&lt;br /&gt;Koci rozum&amp;nbsp;nie&amp;nbsp;ogarnia wyszukanych metafor o hodowlanej emeryturze i hodowlanej karierze. Kotka nie wie, czemu nagle straciła dom. Czemu się jej nie kocha. Ale ma nową panią, ciepłą, serdeczną. Wtula się w nią z całym niewyczerpanym zaufaniem swego kociego serca. &lt;br /&gt;Agresja? W życiu. Szybko zaprzyjaźnia się ze schroniskową suczką. Jest prawie całkiem szczęśliwa. Prawie.&lt;br /&gt;Pani bowiem stale się martwi. Od chwili przybycia do nowego domu kotka ma bezustannie rozwodniony stolec. &lt;br /&gt;Przez niemal dwa lata nowa właścicielka usiłuje wyleczyć Kicię. Badania, diagnozy, błędy, kolejni lekarze, kolejne badania, kolejne diagnozy, morze wylanych pieniędzy i łez. Bo w tym domu zepsutego kota bardzo się kocha. Właścicielka śle rozpaczliwe maile do hodowczyni. Ta jednak najwidoczniej zajęta jest doskonaleniem rasy. Uczciwie, proszę państwa. Uczciwie. Prośby o poradę i pomoc nie skutkują. Hodowczyni milczy. Konktakt się urywa. &lt;br /&gt;Tymczasem padają kolejne diagnozy, kolejni lekarze zachodzą w głowę, co się dzieje. Zmienia się karmy - z droższych, weterynaryjnych na jeszcze droższe. Bez efektu. Kotka nie chce ich jeść, powoli zaczyna konać z głodu. Jest maksymalnie wychudzona -&amp;nbsp;waży tyle co kociak -&amp;nbsp;i żałośnie zestresowana&amp;nbsp;ciągłymi wizytami u weterynarzy.&amp;nbsp;Gdy wydaje się, że Kicia przejdzie za Tęczowy Most, ktoś proponuje biopsję jelita. Nie dochodzi do niej jednak, bowiem... kotka jelita NIE MA. Jej grube jelito zostało wycięte. Weterynarz stwierdza obecność pooperacyjnych zrostów i nie może uwierzyć, że właścicielka kotki o tym nie wiedziała. Nie może wyobrazić sobie, że ktoś&amp;nbsp;narażał zwierzątko na strach, głód, cierpienie, bo hodowczyni zapomniała wspomnieć, że kotka jest kaleką. Najpewniej zapomniała. Wszak wszelkie transakcje dla dobra rasy przeprowadza uczciwie, proszę państwa. Uczciwie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-1786501471083470805?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/1786501471083470805/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/02/o-uczciwosci-sow-kilka.html#comment-form' title='Komentarze (22)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/1786501471083470805'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/1786501471083470805'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/02/o-uczciwosci-sow-kilka.html' title='O uczciwości słów kilka'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><thr:total>22</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-42132469132391274</id><published>2011-02-08T11:42:00.000-08:00</published><updated>2011-02-25T01:17:57.660-08:00</updated><title type='text'>Edukacja, dyplomatyka i łowy</title><content type='html'>&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TVGZVJrznSI/AAAAAAAAHhA/VvFompUIfs0/s1600/IMG_0499.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; cssfloat: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" h5="true" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TVGZVJrznSI/AAAAAAAAHhA/VvFompUIfs0/s320/IMG_0499.JPG" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TVLwJW3OhzI/AAAAAAAAHhM/rini09XNeos/s1600/%25C5%2581OWY.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; cssfloat: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" h5="true" height="319" src="http://4.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TVLwJW3OhzI/AAAAAAAAHhM/rini09XNeos/s320/%25C5%2581OWY.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TVLu5vEblCI/AAAAAAAAHhE/BlNgNPIulLg/s1600/28jbcb8.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; cssfloat: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;/a&gt;&lt;em&gt;Natenczas Jożik mały wydał całkiem głośny&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;em&gt;Miauk naglący, wyraźny i dziwnie donośny&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;em&gt;Duży się rychło stawił. Wszystkim wszak wiadomo,&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;em&gt;Że do much na suficie kotek ma zbyt stromo...&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;em&gt;Muchy się relaksują i nie przeczuwają,&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;em&gt;Że Joż, pospołu z Dużym, strategię już mają,&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;em&gt;Duży kota uniesie, palcem muchę wskaże,&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;em&gt;Jożik zaś – łowca wielki – rychło ją rozmaże,&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;em&gt;Po suficie, łapeczką, lokując dupinę&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;em&gt;W silnych ramionach Dużego, co ma tęgą minę...&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;Gdy&amp;nbsp;nasz młodszy&amp;nbsp;kocurek&amp;nbsp;miał kilka miesięcy, dojrzał w pewien ciepły, letni&amp;nbsp;wieczór muchy krążące nad jego małą łepetynką i siadające na suficie. Zjawisko zafascynowało go i zaintrygowało, nie na tyle jednak, by uczynił bodaj jeden podskok w celu schwytania nowo &lt;br /&gt;odkrytej zabawki. Przecinał jedynie łapką powietrze, tkwiąc&amp;nbsp;w &lt;br /&gt;przekonaniu, że prędzej czy później jakaś zwierzyna sama pod nią podleci.&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Duży był zdruzgotany. Nie wiedzieć czemu, nagle przed oczyma jego duszy zaistniała wizja najprawdziwszej mysiej plagi, opanowującej nasze blokowe mieszkanko. W walce z ogoniastym żywiołem&amp;nbsp;jedynie on, własnymi rękami&amp;nbsp;był w stanie odnieść jakikolwiek&amp;nbsp;sukces. Kocury bowiem, których jest posiadaczem, mają zasadnicze braki w łowieckiej edukacji. A braki trzeba nadrabiać...&lt;br /&gt;I tak oto, przekraczając pewnego popołudnia próg mieszkania, usłyszałam monolog zaiste niecodzienny:&lt;br /&gt;- Tu! No tu, pokazuję ci przecież! Oj, jaki ty jesteś ślepy! Tuuuuuuuuuuu!!! - zagrzmiało niczym róg Wojskiego – bierzże ją, dawaj, pacaj, no jak Boga kocham, bo mi ręce drętwieją!!! Nic nie widzisz, nic z ciebie nie będzie...&lt;br /&gt;Początkowo mnie zastopowało. Zdjęta jednak niebywałą ciekawością ruszyłam w głąb mieszkania i...&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Mąż mój stał tyłem do mnie, ramiona zaś miał dramatycznie wyciągnięte w kierunku sufitu. Na jednej jego dłoni, wygodnie ulokowany siedział sobie Jożik, tak jak to kiedyś opisywałam, "po ludzku", majtając wesoło nóżkami. Palcem drugiej ręki natomiast mąż pokazywał mu wędrujące po suficie muchy. Jożik patrzył na dłoń Dużego niczym zahipnotyzowana sroczka, z tajemniczych jednak przyczyn nie dostrzegał much. Widać było, że bardzo się stara, ale informacje o tym, co czynić powinien z wielkim trudem docierają do parującej z wysiłku łepetynki. Nie widział much i kropka. Wprawiało to jego mentora w nieludzką wręcz irytację. Na zmianę z irytacją, pojawiały się euforyczne wybuchy radości, kiedy Jożik, podrzucając dupinę i "klaszcząc" obydwiema łapkami – jakimś cudem upolował muchę w locie.&lt;br /&gt;- Tu, no popatrz, tuuu, teraz, no, Jożiczku, pac, pac! Jeeeeeeeeest!!!!! Super!!!!! Udało się!! Dobry kotek! Widzisz, jeszcze będą z ciebie ludzie! No, to teraz następną! Ale NIEEEE, nie wypuszczaj tamtej!! Tak będziemy polować do sądnego dnia! Musisz z nią COŚ zrobić... &lt;br /&gt;- Proponuję ugotować na niej zupę. Dzień dobry. Dobrze się czujesz??&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Mąż zamilkł, kota trzymał, wciąż się wydawało&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Że Jożik złowi jeszcze, co się w łapki pchało...&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mąż, mimo iż przerwał bystry potok swych uwag,&amp;nbsp;absolutnie nie sprawiał wrażenia zaskoczonego. Otrzymałam obszerną relację z doprawdy nielicznych sukcesów wieńczących pierwszy dzień Jożikowej edukacji. &lt;br /&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;Dziś Jożik ma 3 lata i wyedukowany jest wyśmienicie. Gdy tylko widzi muchę, natychmiast siada i głośno przywołuje Dużego. Duży przybiega, unosi Joża wysoko pod sam sufit, a dalszy przebieg wydarzeń jest Wam już doskonale&amp;nbsp;znany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Dnia pewnego wiatr letni, wiejący z podwórza&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Przywiódł w dom nasz chrabąszcza. Ten na swych odnóżach&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Mirmiłowo przemierzał, nie bojąc się wcale &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Kotów, co polowały w glorii oraz chwale.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Wkrótce chrabąszcz się dostał w łapki obławników,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Czesia, Joża i Misia, którzy ze swych szyków&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Radzi byli niezmiernie i nie przypuszczali,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Że zwierz dziki, przedziwny, szyki im... rozwali.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy w mieszkaniu tętniącym odgłosami kocich zabaw zapanuje nagła cisza, należy koniecznie zorientować się, dlaczego ona zaistniała. Może bowiem zwiastować kłopoty. Tego wieczoru kłopotów nie odnotowano. Szaleństwa trzech mruczków zostały bowiem przerwane wizytą pewnego gościa.&lt;br /&gt;Trzy dorodne kocury zastygły zadziwione, wpatrując się hipnotycznie w wędrującego między ich łapkami dorodnego chrabąszcza. Pierwszy ocknął się Jożik, lekko i serdecznie poklepując gościa po ramieniu. Chrabąszcz nie reagował. Kroczył dostojnie po mirmiłowskim klepisku, za nic mając trzech myśliwych. Jożik miauknął i znów delikatnie zaproponował gościowi oddanie się wspólnym rozrywkom. Bez skutku. Niewychowany robal lekceważył kocurka. Wtedy Czesio zdobył się na iście staropolską otwartość i najserdeczniejszy, nieco jowialny gest gościnności. Nie mógł wprawdzie po sarmacku otworzyć ramion i zaprosić wędrowca pod swą strzechę (ramion bowiem nie posiada, a nieproszony wędrowiec pod strzechą już się znajdował), niewiele zatem myśląc – Czesio wywrócił się brzuchem do góry, prezentując chrabąszczowi nie tylko miejsca po swych klejnotach, ale też całkowite swoje oddanie. Zerkał przy tym nieznacznie, czy aby chrabąszcz widzi – i docenia. Jożik i Misio nie chcieli być gorsi. Jak na komendę wywalili tłuste brzuszki i leżeli tak, całą trójką, popatrując zezem na maszerującego przybysza. Chrabąszcz zaś – niegodne stworzenie - minął ich i powędrował dalej. Nie zaszczycił szlachetnych myśliwych ani jednym przyjaznym gestem. Cóż – gość w dom, Bóg wie, po co...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TVGZVJrznSI/AAAAAAAAHhA/VvFompUIfs0/s1600/IMG_0499.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; cssfloat: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TVGZVJrznSI/AAAAAAAAHhA/VvFompUIfs0/s1600/IMG_0499.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; cssfloat: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-42132469132391274?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/42132469132391274/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/02/dyplomatyka-i-owy.html#comment-form' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/42132469132391274'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/42132469132391274'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/02/dyplomatyka-i-owy.html' title='Edukacja, dyplomatyka i łowy'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TVGZVJrznSI/AAAAAAAAHhA/VvFompUIfs0/s72-c/IMG_0499.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-5189715070878035568</id><published>2011-02-02T11:50:00.000-08:00</published><updated>2011-02-02T13:11:44.547-08:00</updated><title type='text'>Podawałam kotu tabletkę...</title><content type='html'>&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, serif;"&gt;Skłamałabym pisząc, że od początków istnienia Mirmiłowa koty chowały się zdrowo i bez problemów. Gdy&amp;nbsp;Mirmiłowo nie było jeszcze Mirmiłowem,&amp;nbsp;towarzyszący nam Czesio, nasza jedyna kocia pociecha, rozchorował się bardzo poważnie. Jak się okazało był on uprzejmy najeść się pierza z poduszek. Nim jednak zaistniała ostateczna diagnoza, a Cześ objawił istotę swej treści żołądkowej, po raz pierwszy zostałam postawiona przed koniecznością dokonania niemożliwego – podania kotu tabletki. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, serif;"&gt;Tak, wiem – istnieją koty łykające tabletkę bez mrugnięcia okiem. Ba! Istnieją koci lekomani. Istnieją też właściciele przekonani, że to, iż kot dzielnie przyjmuje lek jest zasługą ich osobistej, wyjątkowej, anielskiej zgoła aury. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, serif;"&gt;„&lt;em&gt;Co ty piszesz? No jak to nie chce łykać! MÓJ łyka bez najmniejszego problemu! Coś źle robisz&lt;/em&gt;.” - pisze mi na forum internetowym Poważna Osoba, Dysponująca Doświadczeniem. Natychmiast też pojawia się odpowiednia ikonka, wyraźnie podpowiadająca, że to ze mną jest coś nie tak. Ani chybi: nie roztaczam odpowiedniej aury, którą ona roztaczać potrafi. Ma wszak całe dwa koty, ja zaś tylko jednego. Ton jej wypowiedzi zdaje się sugerować, że to właśnie brak owej aury otulającej moją postać, niedoświadczenie, a kto wie, może i jakieś wewnętrzne, ukryte okrucieństwo, decydująco wpływa na fakt,&amp;nbsp;iż&amp;nbsp;kot&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TUnIZK7ytqI/AAAAAAAAHf8/CEYh7Ym48Sw/s1600/30i9ok2.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; cssfloat: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="283" s5="true" src="http://4.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TUnIZK7ytqI/AAAAAAAAHf8/CEYh7Ym48Sw/s320/30i9ok2.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;mój, biedne zaiste stworzenie, nie lubi tabletek. Ona by mu podała. Z jej ręki by łyknął.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, serif;"&gt;Tymczasem ja, nieunurzana w boskiej mgiełce, nietknięta palcem Wszechmocnego Doświadczenia, bez jakichkolwiek predyspozycji do bycia kocim aniołem, mokra, rozczochrana, usiłuję z szaleństwem w oku podać kotu niebywale gorzki lek. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, serif;"&gt;Najpierw próbujemy jak przy psie: otwieramy dziobek (nie jest on wszak taki znów wielki, z czterdzestokilogramowym owczarem z pewnością było gorzej), wsuwamy tabletkę, zamykamy pysio i gładzimy po gardziołku. Łyknął? Łyknął. Jestem kocim aniołem! Zyskałam kolejny stopień specjalizacji w drodze do boskości. Allelu... Co? Wypluł? Jak to wypluł? Jakim cudem! Kot nie chomik. Gdzie on tę tabletkę przechował? No nic, spróbujemy raz jeszcze. Ucieka? No to go złapmy. Pod ziemię wszak nie zstąpił. Siadaj malutki na kolankach i otwórz buzię. No, prędziutko. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div dir="ltr" id="bodyarea" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, serif;"&gt;Nic z tego. Kot dostał nieuleczalnego szczękościsku. Na żądanie to on był skłonny otworzyć &lt;em&gt;buzię&amp;nbsp;&lt;/em&gt;tylko raz. W nagrodę wetknięto mu w nią nieprawdopobnie gorzkie diabelstwo. Tymczasem on się uczy szybko i drugi raz nikt go już nie nabierze. Właśnie dlatego, że jest „mądrym koteczkiem”.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, serif;"&gt;Trzeba inaczej. Zawijamy kotka w koc na kształt dobrze uformowanego krokiecika. Duży sadza sobie zawiniątko na kolanach, Duża zaś z iście matczynym spokojem otworzy dziobek palcem, wetknie tabletkę głębiej i – voila! Rękawiczka? A po co! On ma malutkie ząb... &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, serif;"&gt;Ząbki zatrzymują się na kości mego palca wskazującego. Przez chwilę nie mogę złapać tchu, widzę gęstą czerwoną mgłę i zastanawiam się, czy naukowcy odkryli już zadziwiające powiązania nerwowe między palcem wskazującym a funkcjonowaniem układu moczowego. Przedziurawienie palca powoduje bowiem natychmiastowe przepełnienie pęcherza. Ciekawe, prawda?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, serif;"&gt;No, ale nie poddajemy się. Druga tabletka przepadła? Nie szkodzi! Mamy trzecią, ostatnią. Podamy ją w masełku. Elegancko wetkniemy w maślaną kuleczkę i styknie! &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, serif;"&gt;- &lt;em&gt;Przepraszam cię, ja naprawdę nie chcę być niegrzeczny, ale czy ty niepoważna jesteś? Co właściwie skłania cię do przypuszczeń, że ja to zjem? Na jakiej właściwie podstawie masz mnie za kociego matołka? Nie, moja droga, nie przyjmuję do wiadomości, że wygłupiasz się tak konkursowo w trosce o moje zdrowie. Nie przyjmę tego zadziwiającego produktu i nie mówmy już o tym.&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, serif;"&gt;Zostaję z podejrzaną kuleczką w dłoni, masło ścieka mi po palcach, kot układa się w fotelu, a mąż wychodzi po kolejne tabletki. Plan ich podania jest gotów: rozdrobnimy i podsuniemy w mleku.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, serif;"&gt;Podsunęliśmy. To, co zirytowany Czesio powiedział nam stanąwszy nad miseczką nie nadaje się do publikacji. Mąż, litościwie pominąwszy milczeniem mój ostatni plan przeforsowania tabletki, podsunął pomysł zużytkowania strzykawki. Albowiem nie należy się poddawać.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, serif;"&gt;Trudności piętrzyły się od samego początku. Tabletka była bardzo duża i bardzo gorzka. Nie pytajcie, skąd wiem. Rozpuszczenie jej w małej ilości mleka w najmniejszym nawet stopniu nie łagodziło goryczy. Większa dawka dodanego na osłodę płynu powodowała natomiast, że specyfiku robiło się po prostu za dużo. Przewidywaliśmy już (też się bowiem szybko uczymy), że zaaplikowanie mieszanki łatwe nie będzie, staraliśmy się zatem zredukować jej ilość i uniknąć katorżniczego wstrzykiwania, które trwałoby okrągły tydzień. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, serif;"&gt;Gdy specyfik był gotów, mąż zasiadł z krokiecikiem na kolanach, ja zaś miałam za zadanie wcelować strzykawką w drący się dziobek i w odpowiednim momencie nacisnąć tłok. Czesio, mimo kocyka i ręczników,&amp;nbsp;wił się jak piskorz. Otworzenie mu pyszczka, przytrzymanie i wstrzyknięcie leku było praktycznie niemożliwe. Ponadto ów zwierzęcy – podkreślam – lek był tak znakomicie spreparowany, że przy najmniejszym kontakcie ze śliną pienił się wręcz nieopisanie. Jedynie wstrzyknięcie go wprost do gardła miałoby sens, ale przy nieprawdopodobnie wiercącym się kocie, który kręcił główką na wszystkie strony w tempie po prostu obłędnym, takie działanie graniczyło z cudem. Usiłując przytrzymać miotający się łepek, raz po raz wstrzykiwałam do drącego się pysia odrobinę leku, starając się robić to delikatnie i stopniowo, by mały panikarz się nie zakrztusił.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, serif;"&gt;Gdyby w tym momencie ktoś wkroczył w progi naszego domu, jego oczom objawiłby się do szaleństwa zirytowany, zawinięty w ręczniki kot, który toczy z pyszczka hektolitry białej piany, dorosły mężczyzna, który na klęczkach rozpaczliwie usiłuje uspokoić i utulić drące się, zapienione zawiniątko i ja – miotająca się naprzeciwko tej dwójki, ze strzykawką po raz kolejny przygotowaną do strzału i dłonią usiłującą delikatnie, acz stanowczo, przytrzymać dziób histeryka. W atmosferze apokaliptycznego zdenerwowania, na tle rozdzierającego miauczenia kota i histerycznej litanii męża (która miała brzmieć uspokajająco), celując strzykawką w rozdziawiającą się raz po raz kocią paszczękę... ponownie wystrzeliłam! Do końca!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, serif;"&gt;I w tym momencie stało się coś dziwnego. Nie wiedzieć czemu wypuszczony nagle z ramion Dużego kot wystrzelił również i w ułamku sekundy znalazł się w drugim pokoju. Mąż natomiast, przerwawszy w pół słowa energiczne swe pienia, zamilkł jak zaklęty, tępo wpatrując się w przestrzeń. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, serif;"&gt;A potem... mlasnął. Mlasnął raz, mlasnął drugi, skrzywił się jak nieboskie stworzenie, dramatycznie coś przełknął i z rozpaczą rzucił się na stojącą obok buteleczkę kociego mleka. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, serif;"&gt;Nakarmiłam go bowiem lekarstwem. Bardzo hojnie, lecz nie wprost do gardła. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-5189715070878035568?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/5189715070878035568/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/02/podawaam-kotu-tabletke.html#comment-form' title='Komentarze (27)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/5189715070878035568'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/5189715070878035568'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/02/podawaam-kotu-tabletke.html' title='Podawałam kotu tabletkę...'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TUnIZK7ytqI/AAAAAAAAHf8/CEYh7Ym48Sw/s72-c/30i9ok2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>27</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-6347601445657067749</id><published>2011-01-30T04:39:00.000-08:00</published><updated>2011-01-30T14:03:40.369-08:00</updated><title type='text'>Kocia przyjaźń.</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TUVMnX_c3SI/AAAAAAAAHfM/mtSsRZ1M18A/s1600/IMG_0064.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; cssfloat: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" s5="true" src="http://2.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TUVMnX_c3SI/AAAAAAAAHfM/mtSsRZ1M18A/s320/IMG_0064.JPG" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;Czasami w Mirmiłowie bywa szaro, smutno, wręcz nudno. Zabawki nieco się już opatrzyły, Duzi zajęci i nawet muchy - łowna zwierzyna - posnęły. W takich chwilach, zwłaszcza gdy w mieszkaniu chłodno, niezastąpiony staje się koci braciszek. Kumpel najlepszy. W takich chwilach Czesio zapomina, że mały Jożik potrafi podejść nieoczekiwanie, ugryźć go&amp;nbsp;z całej siły w ogon i polecieć do Dużych ze skargą: "Ałaaaa, on się bije!". W takich smutnych i szarych&amp;nbsp;momentach Jożik przychodzi bowiem do Czesia, przytula się i leży grzecznie na fotelu, zanurzony w pluszowe futerko starszego przyjaciela. Czasem, gdy nuda doskwiera, maluch postanawia pozwiedzać świat. Łapki są jednak za krótkie, brzuszek zbyt okrągły, co w efekcie nie pozwala wspiąć się &amp;nbsp;na&amp;nbsp;przykład na &amp;nbsp;Drapak Dla Całkiem Już &amp;nbsp;Dużych&amp;nbsp; Kotów. Jożik smutnieje. Czesiowi żal malucha i - &lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TUVMIoTTKjI/AAAAAAAAHfE/-D5_47iJ0XI/s1600/przytul.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; cssfloat: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="198" s5="true" src="http://4.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TUVMIoTTKjI/AAAAAAAAHfE/-D5_47iJ0XI/s320/przytul.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TUVMTPuC8xI/AAAAAAAAHfI/RMM61JV-YMc/s1600/IMG_0953.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; cssfloat: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" s5="true" src="http://4.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TUVMTPuC8xI/AAAAAAAAHfI/RMM61JV-YMc/s320/IMG_0953.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;puściwszy w niepamięć&amp;nbsp;wszelkie urazy - pomaga mu się wtaszczyć na półeczkę "dla dorosłych". Gdy zaś do Mirmiłowa przybywa Miś, życie Jożika nabiera&amp;nbsp;barw niezależnych od pogody. Miś jest dokładnie taki jak Jożik: wesoły, radosny, skory do psot i - co&amp;nbsp;istotne - nawet waży tyle samo! Ma takie samo ciepłe futro i tak samo krótkie łapcie, więc zmaga się z dokładnie tymi samymi problemami. Czesia nadal się kocha, to oczywiste, ale Cześ jest już duży i poważny, a Mirmiś staje się "Jożikiem po drugiej stronie lustra". Jożik i Miś wymyślają zabawy stulecia: kto celniej&amp;nbsp;skoczy z parapetu między śpiących Dużych?&amp;nbsp; Kto szybciej ucieknie obudzonemu Dużemu? Kto ukradnie więcej kabelków, gdy Duży pracuje? Kto je lepiej schowa? Czyjego kabelka Duży na pewno nie znajdzie? Kto ukradnie mu tę najważniejszą, absolutnie kluczową śrubkę? Kto przejdzie po parapecie storczykowym nie zrzucając grubiutkim ciałkiem ani jednej doniczki? Doskonała jest też zabawa w nocny bieg z przeszkodami. Zaczyna się od trampoliny, czyli skoku z parapetu między głowy Dużych, potem leci się błyskawicznie przez pokoje, a za przeszkody ma się fotele, stół, kanapę. Koniecznie bowiem trzeba się przebiec po oparciach mebli i koniecznie musi się to dziać nocą. Najlepiej około godziny&amp;nbsp;3.00.&amp;nbsp;Nie ma lekko. Elementem utrudniającym biegi może być zirytowany Duży. Kto mu ucieknie - ma dodatkowe punkty. No i jest też zabawa w "Raz, dwa, trzy, mysz do butów wrzucasz ty!"&amp;nbsp;Przy tej grze najpierw trzeba&amp;nbsp;odebrać sobie mysz, a potem wrzucać ją do butów. Punkty otrzymuje ten,&amp;nbsp;którego mysz zostanie najpóźniej przez Dużych znaleziona.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: justify;"&gt;Gdy kocurki się zmęczą, czeka na nich łóżeczko piętrowe w postaci szafki na buty. Niższą półeczkę zajmuje Miś, wyższą Jożik i dlatego&amp;nbsp;na szafce tej butów się nie stawia. Buty na łóżku to przecież brak higieny.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: justify;"&gt;Jeżeli kocurki kiedykolwiek się kłócą - to o higienę właśnie. Jożikowi bowiem&amp;nbsp;trudno dostrzec wiarygodne powody, dla których miałby się&amp;nbsp;myć i czyni to zbyt rzadko. Zarówno zdaniem Dużych, jak i reszty kotów. Bywa zatem, że czyścioch&amp;nbsp;Mirmiłek i elegancik Czesio namawiają się między sobą, dopadają Joża i gdy&amp;nbsp;jeden mocno go trzyma, drugi energicznie dokonuje ablucji. Najcześciej trzymającym jest 10-kilogramowy Czesio, a myjącym -&amp;nbsp;mniejszy i słabszy Mirmiś.&amp;nbsp;Mimo nieopisanego kwiku nie wypuszczą ofiary i nie przerwą aktu higienicznej&amp;nbsp;przemocy&amp;nbsp;nim obydwu nie zabraknie tchu. Jożik gniewa się krótko. Siedzieć samemu w głębi kanapy nie jest przyjemnie, zwłaszcza, gdy nikt nie zamierza przyjść i przeprosić. Lepiej zatem udać wspaniałomyślnego, wyleźć z czeluści łóżka i oglądać świat w puchatym i mruczącym towarzystwie najlepszego Przyjaciela. &lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TUVX841BELI/AAAAAAAAHfQ/bYwKI0nnohU/s1600/IMG_2234.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="300" s5="true" src="http://2.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TUVX841BELI/AAAAAAAAHfQ/bYwKI0nnohU/s400/IMG_2234.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TUVbvOeTYUI/AAAAAAAAHfU/gxZcyeMTaoE/s1600/my.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" s5="true" src="http://2.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TUVbvOeTYUI/AAAAAAAAHfU/gxZcyeMTaoE/s400/my.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-6347601445657067749?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/6347601445657067749/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/01/kocia-przyjazn.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/6347601445657067749'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/6347601445657067749'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/01/kocia-przyjazn.html' title='Kocia przyjaźń.'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TUVMnX_c3SI/AAAAAAAAHfM/mtSsRZ1M18A/s72-c/IMG_0064.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-6353917259693229008</id><published>2011-01-29T02:41:00.000-08:00</published><updated>2011-02-01T04:27:04.682-08:00</updated><title type='text'>Złodziejowi łapka znika, czyli śledztwo w Mirmiłowie.</title><content type='html'>&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TUWOOauALOI/AAAAAAAAHfc/Bx03Z4eb8ZA/s1600/Czesio+ninjA.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; cssfloat: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="309" s5="true" src="http://4.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TUWOOauALOI/AAAAAAAAHfc/Bx03Z4eb8ZA/s320/Czesio+ninjA.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;- Czesiu, co robisz?&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;- &lt;em&gt;Nic&lt;/em&gt; - Czesio podejrzanie szybkim ruchem wyszarpnął łapkę, zanurzoną niemal w całości w malutkiej szparce. Szparka istniała sobie miedzy wgłębieniem u dołu mebli, a ścianą. Była&amp;nbsp;wąziutka i Czesiowa łapcia wypełniała ją szczelnie. Podejrzanie szczelnie. - &lt;em&gt;Nic nie robię. Już sobie idę.&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;Po kwadransie zastałam kocurka w dokładnie tej samej pozie i sytuacji: łapka w całości zagłębiona w szparze, na pyszczku natomiast zamyślenie i... wysiłek?&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;- Czesiu, co ci tam wpadło? Cokolwiek by to nie było, nie odsuniemy mebli i nie wyciągniemy. &lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;Przysięgłabym, że w tym momencie na pyzatej buzi wymalowała się opinia: &lt;em&gt;"I całe szczęście!"&lt;/em&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;Od tamtej pory Czesio sprawiał wrażenie bezustannie poszukującego. Zaglądał pod fotele, kanapy, a nade wszystko - do moich toreb, gdy wracałam z zakupów. Jożik też zaglądał i wkrótce zorientowałam się, dlaczego: z powierzchni mieszkania zniknęły wszystkie kocie zabawki. Koty&amp;nbsp;przetrząsały mi torby w poszukiwaniu prezentów. Kupiłam zatem kilkanaście małych, grzechoczących myszek, wszystkie w tych samych kolorach, rzecz jasna. Gdy kupuję różne zabawki, okazuje się natychmiast po rozdaniu, że podzieliłam i obdarowałam niesprawiedliwie. Zawsze "ten drugi" kot&amp;nbsp;dostaje bowiem myszkę ładniejszą, co jest pretekstem do rozpoczęcia&amp;nbsp;natychmiastowej wojny. Nauczona doświadczeniem wyciągnęłam zatem&amp;nbsp;z woreczka&amp;nbsp;cztery identyczne &lt;em&gt;grzechotki&lt;/em&gt;. Pierwsze cztery.&amp;nbsp;Tradycyjnie poddałam je operacji obcięcia ogonów&amp;nbsp;oraz uszu i w nieco&amp;nbsp;mniej reprezentatywnej&amp;nbsp;kondycji - oddałam do zabawy, dzieląc równo i sprawiedliwie. Po godzinie myszek nie było... Ki diabeł? Sądząc, że w ferworze kocich zabaw myszki dostały się pod rozmaite meble, wyciągnęłam z torebki kolejne cztery. Pod koniec dnia zorientowałam się, że i tych nie ma. Co więcej - zabawek nie było też ani pod meblami, ani w plecaku Dużego, ani w naszych butach. Tak, tak - Czesio i Jożik mają uroczy zwyczaj wkładania nam wieczorami (chyba wzorem św. Mikołaja) myszek do butów. W życiu nie zapomnę, jak spieszyłam się do pracy, drałowałam energicznie spory kawałek, a coś mnie w bucie nieludzko uciskało. Nie miałam jednak czasu, by się zatrzymywać i dopiero w pracy wytrząsnęłam z&amp;nbsp;kozaczka sporych rozmiarów mysz. Wiecznie spóźniony Duży również, niemal codziennie, poddawany jest wysublimowanej próbie nerwów. Gdy autobus na przystanku zapuszcza motor, ten - trzęsącymi się z pośpiechu dłońmi - usiłuje pozbyć się nałożonego już i dziko ugniatającego obuwia, wytrząsnąć zawartość, założyć raz jeszcze i nie widzieć przy tym ironicznych minek obserwujących go maluchów. Nawet jeśli uniknie sympatycznego podarku ulokowanego w bucie, z pewnością -&amp;nbsp;ku uciesze całego działu - wytrząśnie go w pracy z plecaka.&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;W opisywanym okresie nie znajdowałam jednak zabawek nigdzie. Kupowałam myszki, te ginęły w niewyjaśnionych okolicznościach, ciał nie odnajdywano, przestępca był nieuchwytny. &lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TUWO5rsPCiI/AAAAAAAAHfg/chA6A9rW3vk/s1600/MIS.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; cssfloat: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" s5="true" src="http://4.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TUWO5rsPCiI/AAAAAAAAHfg/chA6A9rW3vk/s320/MIS.jpg" width="314" /&gt;&lt;/a&gt;Losu zaginionych uniknęła tylko ukochana mysz Mirmiłka, systematyczne i konsekwentnie topiona w wiadrze z wodą, przygotowaną do mycia podłóg. Każdego dnia wyławiałam topielicę, prałam, suszyłam na kaloryferze, skąd morderca ją ściągał, włóczył po kuchni, torturował i na koniec znów topił, opierając się (po dokonaniu przestępstwa) łapciętami o wiadro i kontrolując, czy zwłoki nie wypłyną. Nie wypływały, bo mysz była bardzo ciężka i solidnie wykonana.&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;Kwestia kilkunastu, a może i kilkudziesięciu zaginionych myszy&amp;nbsp;kładła się długim cieniem na opinii o śledczych Mirmiłowa. Centrum dowodzenia ze zgrozą uświadomiło sobie nawet, że może któryś z obywateli owe myszy zjada. Na szczęście, nim zdecydowano się na robienie badań wszystkim kotom, sprawa sama się wyjaśniła i to&amp;nbsp;w sposób dość nieoczekiwany. &lt;/div&gt;Otóż, udało mi się dnia pewnego dojrzeć jak&amp;nbsp;sporych rozmiarów pyzaty osobnik chwyta jedną z nowozakupionych nieszczęśnic, biegnie z nią co sił w tłustych łapkach do sypialni i... wtyka w ową mikroskopijną dziurkę między meblami a ścianą. Upchnąwszy,&amp;nbsp;wraca co sił do pokoju, chwyta kolejną i znów pcha do dziury. Uklepawszy, kradnie następną niewolnicę, znów&amp;nbsp;skazuje ją na śmierć w&amp;nbsp;kazamatach&amp;nbsp;i podczas wykonywania wyroku... łapka mu się na amen klinuje.&lt;br /&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;Centrum dowodzenia&amp;nbsp;czym prędzej&amp;nbsp;wezwało posiłki, które&amp;nbsp;- sapiąc i stękając - musiały dokonać natychmiastowego&amp;nbsp;odsunięcia mebli. Uwolnienie przestępcy spowodowało jednocześnie wykrycie głębokiej jamy, w której zgromadził on kilkanaście mocno podduszonych nieszczęśnic, odebranych ich prawowitym właścicielom.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;Czesio okazał się recydywistą. Wprawdzie nie powtórzył swego błędu tak od razu, jednak co kilka miesięcy zmuszeni jesteśmy odsuwać szafę i wydobywać ukryte za nią zaginione zabawki.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TUPuVTRVCsI/AAAAAAAAHfA/lxvhNEuTWEI/s1600/dziurka2.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="259" s5="true" src="http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TUPuVTRVCsI/AAAAAAAAHfA/lxvhNEuTWEI/s320/dziurka2.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-6353917259693229008?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/6353917259693229008/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/01/zodziejowi-apka-znika-czyli-sledztwo-w.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/6353917259693229008'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/6353917259693229008'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/01/zodziejowi-apka-znika-czyli-sledztwo-w.html' title='Złodziejowi łapka znika, czyli śledztwo w Mirmiłowie.'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TUWOOauALOI/AAAAAAAAHfc/Bx03Z4eb8ZA/s72-c/Czesio+ninjA.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-1748138654738480971</id><published>2011-01-26T13:38:00.000-08:00</published><updated>2011-01-30T13:54:49.875-08:00</updated><title type='text'>Pan kotek był chory, ...albo nie.</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TUE2cjJJmBI/AAAAAAAAHeQ/vhAwgM-iepI/s1600/DSC00456.JPG"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5566790478504499218" src="http://3.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TUE2cjJJmBI/AAAAAAAAHeQ/vhAwgM-iepI/s320/DSC00456.JPG" style="cursor: hand; float: left; height: 320px; margin: 0px 10px 10px 0px; width: 240px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Zanim zamieszkał z nami Czesławek w mojej rodzinie nigdy nie było kotów. Nie mieliśmy także znajomych, którzy posiadaliby koty i nasz kontakt z tymi zwierzętami był mniej niż znikomy. Być może dlatego to, co napiszę nieco zadziwi odwiecznych kociarzy, wiem jednak, że nie będzie szczególnie zaskakujące dla osób, które z kotami po prostu się nie stykały.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Pierwszym gościem, który odwiedził nas w kilka dni po sprowadzeniu pyzatego niebieściucha był mój brat. Ma on miły zwyczaj wpadania w piątek na obiad i wychodzenia w poniedziałek po śniadaniu, przygotowałam mu zatem nocleg w gościnnym pokoju. Nasz nowy, puchaty lokatorek był wniebowzięty. Od początku swego pobytu u nas chciał nam bowiem udowodnić, że noc jest od zabaw, dzień zaś od spania, i że doprawdy byłoby o wiele zabawniej i z korzyścią dla wszystkich, gdybyśmy przejęli jego zwyczaje. Uparty był i konsekwentny, w związku z czym dochodziło do scen żenujących i gorszących, kiedy to przemęczony Duży zasypiał na spotkaniu u prezesa. Usiłowaliśmy wpoić maluchowi zasady dokładnie odmienne od tych, które on nam proponował i dowiadywaliśmy się, że jesteśmy nudni i nie ma z nami zabawy. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;Gdy zatem na horyzoncie pojawił się nowy, młodziutki i bardzo "wyluzowany" Duży, pieszczoch uznał, że ten to na pewno da się namówić na nocne gonitwy i czmychnął z naszej sypialni. Usiadł sobie wygodnie tuż przy głowie śpiącego gościa i usiłował na początek wciągnąć go w pogawędkę, taką od serca. By przełamać lody. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;Gość jednak, rozbudzając się stopniowo, patrzył na kocurka coraz intensywniej, coraz poważniej, i z coraz większym... zaskoczeniem. Życzliwie usposobiony Czesio spostrzegł, że nowy nie tylko nie zamierza z nim rozmawiać, ale - o zgrozo - leci chyba do Dużych na skargę.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Nie spałam jeszcze, czytałam sobie, gdy ktoś cichutko zapukał do drzwi.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Nie śpisz? Słuchaj, zauważyłem światło i pomyślałem, że ci powiem. Ja nie jestem pewien, ale z tym kotkiem chyba coś się złego dzieje... - przenikliwym szeptem brat sączył mi do ucha mroczną wieść. - Niby zdrowo wygląda, niby zachowuje się normalnie, ale coś mu strasznie w płucach świszcze. No strasznie po prostu. Jakby się miał dusić. Rzęzi i tak, rozumiesz, chroboce!&lt;br /&gt;Wyskoczyłam z łóżka jak na sprężynie.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Co ty opowiadasz! Jak to rzęzi!! Przed pięcioma minutami nie rzęził!! &lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Charczy, świszcze, nie wiem sam. Jakby był porządnie przeziębiony, jakby miał kaszleć, czy co... Dziwne to takie..&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Coś mi zaczęło świtać delikatnie, jednak czym prędzej pognałam do drugiego pokoju.&lt;br /&gt;Czesio siedział sobie wygodnie na kołderce w misie, a na jego jowialnej, pyzatej kociej buzieńce malował się charakterystyczny uśmiech. Spojrzał na nas okąglutkimi oczętami i radośnie, cały zachwycony... ROZMRUCZAŁ się jeszcze głośniej niż do tej pory. &lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5566935638835549666" src="http://4.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TUG6d_hBVeI/AAAAAAAAHeY/UF-Y3DleRto/s320/11kczrb.jpg" style="cursor: hand; display: block; height: 296px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 320px;" /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Gdy Czesławek miał pięć miesięcy z przerażeniem zdiagnozowałam u niego paskudne zapalenie dziąseł, a kto wie, czy nawet nie kocią paradontozę! Nie byłam też pewna, czy nie wiąże się ona z jakąś chorobą narządów wewnętrznych. Objawem był iście powalający zapach z pyszczka. Traf chciał, że Czesio nabrał akurat zwyczaju budzenia mnie w sposób niesłychanie serdeczny - lizał po czole, układał ząbkami grzywkę, ostrym języczkiem wykonywał peeling mego nosa. W wyniku jego pieszczot budziłam się przekonana, iż w nocy, z tajemniczych powodów, przetransportowano mnie do centrali rybnej. Po kolejnym aromatycznym poranku postanowiłam zatem dokonać szczegółowych oględzin kociej japki. &lt;br /&gt;Mogłam sobie postanawiać. Czesio nie miał ochoty bawić się w dentystę. Mąż wyjechał, a ja nie byłam w stanie sama przytrzymać kota, otworzyć mu dziobka, poświecić latarką i poczynić obserwacji. Kocurek wił się w moich objęciach jak piskorz, i za diabła nie chciał powiedzieć "aaaaaaa". Postanowiłam poradzić sobie inaczej. Jedną reką miziałam kota po brzuszku, drugą bawiłam się z nim patyczkiem, usiłując spowodować, by kocurek zaczął go gryźć. W zębach zaś trzymałam niewielką latarkę, by na okoliczność owego gryzienia sobie przyświecać. Kocię wykonywało główką tysiąc obrotów na sekundę, a ja z mikrosekundowym opóźnieniem powtarzałam jego ruchy, miotając głową na wszystkie strony i usiłując oświetlić rozdarty pyszczek, trzymaną w zębach latarką. &lt;br /&gt;Oględziny nie wypadły dobrze. Raz trafiając snopem światła do paszczęki, a raz nie, doszłam do wniosku, ze paradontoza jest galopująca. Nie dostrzegłam bowiem zębów. Scerbaty kotecek odmawiał współpracy, zawieziony został zatem do siły fachowej, czyli gabinetu weterynaryjnego. Tam pan doktor długo mi się przyglądał, gdy referowałam rezultaty swoich badań. Rzekłabym nawet, że wnikliwiej przyglądał się mojej osobie, niźli swemu pacjentowi. Następnie dziwnie wyrazistym i podejrzanie spokojnym tonem objaśnił mi, że kotek owszem, posiada braki w garniturze zębów, bowiem pogubił był mleczaki i spodziewa się zębów stałych. Specyficzny zapach natomiast nie jest efektem drastycznych i siejących spustoszenie chorób narządów wewnętrznych. Pochodzi z drobinek krwi pojawiających się podczas ząbkowania.&lt;br /&gt;***********************************&lt;br /&gt;Kolejną diagnozę również wystawiłam Czesiowi. Czesząc go po brzuszku zauważyłam coś dalece niepokojącego - miejsce, wielkości złotówki, zupełnie pozbawione futerka. Włos mi się zjeżył, bo, rzecz jasna, błyskawicznie zdefiniowałam problem: grzybica!! Rany boskie, co robić?? Pech chciał, że dramatycznego odkrycia dokonałam 1 Maja, kiedy to, jak wiadomo, mamy Święto Pracy i nikt z tej okazji nie pracuje. Lecznice takoż. Nie wiedziałam wówczas, że niemal pod bokiem wyrasta mi lecznica całodobowa (pracująca w święta) i szukając potwierdzenia swych obaw, przede wszystkim zasiadłam przed komputerem.&lt;br /&gt;Święty Internetusie! Wszystkie opisy grzybicy zgadzały się kropka w kropkę z tym, co znalazłam na czesinym brzuszku. Co więcej - rozsnuwały wizję przeniesienia choroby na całą rodzinę i przeczyły nadziei, jakoby leczenie było łatwe. Nieco inaczej jednak było ze zdjęciami. Te, ku wielkiej mej uldze, przedstawiały stadia ewidentnie bardziej zaawansowe od zaobserwowanego u Czesia. Wędrowałam tak od linku do linku, od strony do strony, niekiedy zbaczając z raz obranej poszukiwawczej ścieżki. I to zbaczanie właśnie naprowadziło mnie na ślad diagnozy zupełnie innej. Pod koniec dnia byłam już pewna, a i zdjęcia tym razem pewność mą ugruntowały.&lt;br /&gt;Bezwłose miejsce na kocim brzuszku było, jest i pozostanie ... kocim pępkiem.&lt;br /&gt;&lt;div&gt;*****************************************&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Ledwo zażegnałam wizję grzybicy wśród swoich domowników, gdy nadszedł czas kąpieli Mirmiłka. Mieszkał on u nas już kilka miesięcy, rósł jak na drożdżach, apetyt miał doskonały, słowem - nic nie zapowiadało nieszczęścia. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;Po kąpieli, posadziłam sobie na kolanach zirytowane zawiniątko i ćwierkając serdecznie do okutanego w ręczniki nerwuska, zaczęłam go wycierać.Nagle świergot zamarł mi na ustach, ujrzałam bowiem - znów na kocim brzuszku - dużą, bardzo miękką fałdę, której (mogłabym przysiąc) wcześniej tam nie było. Szkic diagnostyczny był gotów: przepuklina. Przerwałam wycieranie i rozpoczęłam dokładne oględziny. Miś zamarł przeczuwając, że dzieje się coś dziwnego i chyba zastanawiając się, czemuż to Duża tak go po pęcherzu ugniata. Ja tymczasem im dłużej macałam, tym bardziej byłam pewna swego - przepuklina jak nic. Ciężka. Operacja. Tylko gdzie? Czy w moim mieście podołają? Trzeba rozpytać o dobrą klinikę we Wrocławiu. Co to będzie? Damy radę finansowo? Jak z transportem? Czy zabieg się uda? &lt;/div&gt;&lt;div&gt;Żeby uspokoić się choć na pół sekundy - znów zasiadłam przed internetem, łudząc się mgliście, że może to jednak nie to. Tym razem Internetus ukojenia nie przyniósł. Wszystko się upiornie zgadzało.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Pojedziemy jutro rano do weterynarza - zaraportowałam mężowi. - Wprawdzie już dziś jestem potężnie zdenerwowana, ale Miś jest po kąpieli i nie chcę mu fundować zapalenia płuc. Ma przepuklinę. Chyba. Ale raczej na pewno. - dukałam przygnębiona.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Na szczęście weterynarz tego samego dnia pojawił się u nas, w celu załatwienia z moim mężem pewnej sprawy. Naturalnie już od progu obszernie dzieliłam się z nim swymi głębokimi obawami.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Po krótkich oględzinach misiowego podwozia, wet spojrzał na mnie zarówno z pewną dozą podziwu, jak i... litości.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Pani Aniu, on nie ma przepukliny. Powinna pani jedynie minimalnie go odchudzić.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-1748138654738480971?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/1748138654738480971/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/01/pan-kotek-by-chory-albo-nie.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/1748138654738480971'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/1748138654738480971'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/01/pan-kotek-by-chory-albo-nie.html' title='Pan kotek był chory, ...albo nie.'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TUE2cjJJmBI/AAAAAAAAHeQ/vhAwgM-iepI/s72-c/DSC00456.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-8667113097590761746</id><published>2011-01-25T01:10:00.000-08:00</published><updated>2011-01-28T13:35:05.802-08:00</updated><title type='text'>Ja? A w życiu! - czyli o kociej zaradności życiowej</title><content type='html'>Byłam na wycieczce w górach, latem. Stałam na wąskiej, skalnej półce, gdy ktoś krzyknął. To spowodowało zejście pierwszych kamieni. Przeleciały obok mnie z łoskotem i na sekundę wszystko ucichło. Po chwili ziemia zadrżała, zachwiałam się, chwytając jakiegoś rachitycznego drzewka, a kolejna chmara głazów różnej wielkości z hukiem potężnym przetoczyła się obok mnie. "Borze szumiący! Trzęsienie ziemi!" - półka, na której stałam, zarwała się, a ja wisiałam nad przepaścią, dzierżąc kurczowo słabe gałązki. Wokół mnie głazy leciały w przepaść. Co kilka sekund wszystko pogrążało się w ciszy, by potem znów runąć, drżeć i toczyć się. Moje drzewko nie wytrzymywało, usłyszałam trzask gałęzi, chrzęst wyrywanych z ziemi korzeni... Zamajtałam kończynami i - OBUDZIŁAM SIĘ.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mirmiłowo pogrążone było w błogiej ciszy. Światło księżyca delikatnie otulało futerko śpiącego niczym błękitny aniołek Jożiczka. Tylko mąż mój, nie wiedzieć czemu, siedział na łóżku wyprostowany jak struna.&lt;br /&gt;- Rany boskie, czemuż ty się tak wiercisz i kopiesz!? - natarłam na niego, usiłując odgonić resztki koszmaru.&lt;br /&gt;- Jaaa?? - zdumienie w głosie małżonka nie miało granic. - To ON!! - wskazał natychmiast na śpiącego aniołeczka.&lt;br /&gt;- Co też ty opowiadasz!? On śpi sobie grzeczniutko! To ty się wiercisz, kopiesz i nieludzko hałasujesz! - dowodziłam energicznie, mając na końcu języka: "przez ciebie omal nie zginęłam!".&lt;br /&gt;- A ty myślisz, że czemu ja nie śpię! Przecież najpierw polował w łóżku na "pościelowego potwora", hopsa-hopsa było!! Potem, wlazł mi na biurko! Pozrzucał wszystko. Dokumenty, narzędzia. Dorwał orzechy włoskie i turla sobie po panelach!&lt;br /&gt;Ot i wyjaśniła się zagadka trzęsienia ziemi i huku spadających głazów. Przysięgłabym, że w tym momencie błękitny, śpiący amorek łypnął na mnie jednym, złocistym oczkiem.&lt;br /&gt;- Hałasuje, tłucze się, a teraz niewiniątko udaje! Przez trzy lata nie zauważyłaś, że potrafi wykołować nas obydwoje. Kłamie i oszukuje. Całe noce broi, po łóżku skacze, po meblach, rzuca, turla, a potem wszystko na mnie! Bo ty masz sen jak nieboszczyk i nie wiesz, co się tu dzieje!&lt;br /&gt;Mąż, wyrzuciwszy z siebie żale, legł w piernaty. Puchaty wysłannik niebios spał słodko, spokojny jak mgiełeczka.&lt;br /&gt;Po kilku godzinach obudziło mnie drażniące uczucie, że ktoś szczególnie intensywnie, wręcz nachalnie, mi się przygląda. Racja. Ujrzałam cztery niezmiernie smutne kocie pyszczki, cztery pary wlepionych we mnie okrągłych ocząt, z których wyzierał... Tak! To nie mogło być nic innego - przerażający GŁÓD.&lt;br /&gt;Gdy tylko wstałam Polcia pobiegła przodem, wskazując mi drogę do kuchni, Miś zaczął rozpaczliwie podrzucać pustą miseczkę i bębnić nią o kafle, zaś Czesio i Jożik skutecznie krępowali mi ruchy, ocierając się z całych sił każdy o jedną nogę.&lt;br /&gt;- Nie dał wam Duży jeść?! Nie dał? Biedne maleństwa!&lt;br /&gt;- Oj nie dał, zupełnie nic nie dał, ani okruszka. Nic a nic. Kompletnie o nas zapomniał, uwagi nie zwracał, zostawił! Na pastwę losu! O głodzie i pragnieniu! - ocieranie i miaukolenie było tak natarczywe, że kompletnie ograniczało mi pole działania i krepowało ruchy. No rozpacz po prostu! Aż zaczęłam się zastanawiać, czy one poprzedniego dnia w ogóle jeść dostały... Ich zachowanie wskazywało na to, że miseczki pozostawały puste od minimum tygodnia!&lt;br /&gt;- Już, już dajemy, Jożisiu nie skrob mnie w łydkę, daję przecież, szybciej nie mogę, przestań kochanie, już, już, spokojnie, niedobry Duży...&lt;br /&gt;- Niedobry. Myśmy tak prosili, a on nic, tylko się pucował, pucował i poszedł sobie. Miś omal nie zemdlał z głodu!!&lt;br /&gt;Napełniłam w pośpiechu cztery miseczki. Dziatwa, w tym słaniający się z głodu Miś, rzuciła się na późne śniadanko, a ja mogłam spokojnie włączyć komputer. Na gadu-gadu natychmiast pojawiła się informacja:&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Nie dawaj kotom jeść. Dałem im i nawet za dużo mi się sypnęło. Nie dawaj! Jożo wciągnął dwie porcje, a i Misio sobie nie żałował!! Po kabanosku też dostali.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;*********&lt;br /&gt;- Jożiku, złaź z blatu! Złaź natychmiast!! to, że mnie nie ma w kuchni, nie znaczy, że cię nie widzę!!! - krzyczę z pokoju, podlewając umieszczone wysoko kwiaty i nie mogąc podejść, by zdjąc kota z kuc&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TT75DIV97jI/AAAAAAAAHeI/ECbEXY9kyWs/s1600/chowam%2Bsi%25C4%2599.jpg"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5566160021651058226" src="http://2.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TT75DIV97jI/AAAAAAAAHeI/ECbEXY9kyWs/s320/chowam%2Bsi%25C4%2599.jpg" style="cursor: hand; float: left; height: 254px; margin: 0px 10px 10px 0px; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;hennych mebli. - I nie chowaj się za garnkiem!!&lt;br /&gt;Koty, chowając łepek za jakiś przedmiot pozostają w głębokim przekonaniu, że się idealnie całe schowały, że są niewidoczne i nikt na pewno ich nie znajdzie. W tym przypadku, zza garnka wystaje cały tułów Jożikowy, on jednak mniema, że umknie karzącej ręce sprawiedliwości. Gdy słyszy moje kroki, zaczyna jednak watpić w skuteczność kryjówki i w mgnieniu oka, cudem zaiste, zmienia się w puchatą kulkę, śpiącą grzecznie na narożniku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Do mnie, uuuuaaaa, mówisz? - ziewa głęboko, niczym wybudzony z kojącego snu. - Nie byłem na żadnych meblach. Wydawało ci się. Śpię sobie tutaj cały czas. Jacyś nerwowi dzisaj jesteście, ty i Duży. Źle spaliście, czy co? - karmelkowe oczęta robią się okrąglutkie i doskonale niewinne. - Pracuj sobie, pracuj, a ja tu grzecznie pośpię. Nie przeszkadzaj sobie.&lt;br /&gt;Po kilkunastu minutach zaczynam szukać kota. Nie ma go nigdzie. Nauczona doświadczeniem nie wpadam w popłoch, tylko spokojnie zaczynam napełniać miski obiadkiem. I - niespodzianka. Jożik się nie pojawia. To zaczyna być niepokojące. Gdy reszta biesiadników ochoczo napełnia brzuszki, ja słyszę gdzieś hen, z góry, płacz mojego aniołeczka. Rozglądam się... Szukam. Im energiczniej koty na dole pochłaniają chrupeczki i mięsko, tym żałośniejszy płacz rozlega się z okolic niebios. Podnoszę głowę. Jest!! Pod samiutkim sufitem. Nie, nie wyrosły mu skrzydła. Po prostu - pokonując zakazane tereny kuchennego blatu wspiął się na samą górę mebli. I co on tam mówi? Co??&lt;br /&gt;- Hej, prrrrroszę, zawołaj Dużego, bo ja nie umiem zejść!!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5566074065400633842" src="http://4.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TT6q30W4GfI/AAAAAAAAHeA/S510zWme_O8/s320/DSC00530.JPG" style="display: block; height: 320px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 240px;" /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-8667113097590761746?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/8667113097590761746/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/01/ja-w-zyciu-czyli-o-kociej-zaradnosci.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/8667113097590761746'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/8667113097590761746'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/01/ja-w-zyciu-czyli-o-kociej-zaradnosci.html' title='Ja? A w życiu! - czyli o kociej zaradności życiowej'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TT75DIV97jI/AAAAAAAAHeI/ECbEXY9kyWs/s72-c/chowam%2Bsi%25C4%2599.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-2638995783760582764</id><published>2011-01-22T07:40:00.000-08:00</published><updated>2011-01-23T02:04:39.535-08:00</updated><title type='text'>Cześć! Co jesz??</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Śniadanie.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Cześć! Co jesz???&lt;br /&gt;- Nic szczególnego Czesiu, na pewno nie będzie ci smakowało. To serek ze szczypiorkiem.&lt;br /&gt;- O! na pewno pyszny, daj spróbować. Pachnie dobrze.&lt;br /&gt;- Nie. Nie lubisz serka. Nie lubisz szczypiorku.&lt;br /&gt;- Niestety, moja droga, nie możesz tego wiedzieć. Ja mam wrażenie, że bardzo lubię i chętnie bym się poczęstował.&lt;br /&gt;- Czesio! Nie wsadzaj dzioba do talerza! Zobacz: serek, szczypior! Nic innego! Nie wytrzymam! Proszę! Masz! Dobre?&lt;br /&gt;- Ooooojj, ffffuuu, paskudztwo, obrzydlistwo, ooo fuuu, jednak podziękuję!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czesio odchodzi kilka kroczków. Zatrzymuje się. Wraca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Wiesz, mam przykre wrażenie, że mnie okłamałaś. Nie dałaś mi tego, co masz na talerzu. Na talerzu pachnie ładnie, ale na miseczce już nie. Zapomnijmy jednak o twoim nietakcie i zacznijmy tę rozmowę jeszcze raz. A zatem: cześć! Co jesz??&lt;br /&gt;- Czesio. To serek. Nie mam nic innego, no nie lubisz serka chłopie!! Dawałam ci.&lt;br /&gt;- Nie, nie, nie. Mieliśmy spróbować jeszcze raz. Słuchaj, ty mnie poczęstujesz, a ja sobie pójdę. Proste. Zatem?&lt;br /&gt;- Dobrze. Masz zatem ostatni raz. Proszę!&lt;br /&gt;- Oooooooj, ffffuuuu, paskudztwo, obrzydlistwo, ooooo fuuuu, jednak podziękuję!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czesio odchodzi kilka kroczków. Zatrzymuje się. Wraca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Wiesz, ponownie mam przykre wrażenie, że mnie okłamałaś. Nie dałaś mi znowu tego, co masz na talerzu. Na talerzu pachnie ładnie, ale na miseczce już nie. Po raz kolejny jednak jestem skłonny zapomieć o twoim nietakcie i dać ci kolejną szansę potraktowania mnie właściwie. A zatem: cześć! co jesz???&lt;br /&gt;- ....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Obiad.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Cześć, co jesz???&lt;br /&gt;- Czesio, ty znowu tutaj!? Pierogi jem. Grzyby, kapusta! No nie lubisz. Przerabialiśmy to!&lt;br /&gt;- Niestety, moja droga, znów tkwię w obawie, że nie możesz tego wiedzieć. Odnoszę nieodparte wrażenie, że jednak bardzo lubię pierogi z kapustą i grzybami i bardzo chętnie bym się poczęstował. O tym tutaj, na przykład.&lt;br /&gt;- Czesio!! Jasny gwincie. Nie dam ci pieroga! Nie lubisz, nie zjesz. Precz mi od talerza.&lt;br /&gt;- Zachowujesz się bardzo niekulturalnie. Ja cię tylko grzecznie pytam. O... ten tutaj, o ten, ten będzie pyszny. Wiem to.&lt;br /&gt;- Diabli nadali kota w talerzu! Masz! Proszę!!&lt;br /&gt;- Oooooo fuuuuuj! Paskudztwo, obrzydlistwo, oooo, fuuuuu, jednak podziękuję!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czesio odchodzi kilka kroczków. Zatrzymuje się. Wraca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Wiesz, już po raz kolejny mam przykre wrażenie, że mnie okłamałaś. Nie dałaś mi tego, co masz na talerzu. Na talerzu pachnie ładnie, ale na miseczce już nie. Znów jednak jestem skłonny zapomnieć o twoim nietakcie i dać ci kolejną szansę potraktowania kota z szacunkiem. Zacznijmy zatem jeszcze raz: cześć! co jesz???&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 320px; DISPLAY: block; HEIGHT: 239px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5565319494484606418" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TTv8mApPvdI/AAAAAAAAHbo/JWid9cysquM/s320/posi%25C5%2582ek.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Kolacja.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Cześć! Co jesz??&lt;br /&gt;- Piotruś, zabierz Czesia!!!!&lt;br /&gt;- Oj tam, oj tam. Troszkę, mam wrażenie dramatyzujesz, o! to na pewno jest pyszne! Mogę się poczęstować?&lt;br /&gt;- Czesio, ty nie lubisz żadnej naszej wędliny, nie lubisz takiego mięska.&lt;br /&gt;- No wiesz! Nie spodziewałem się, że aż tak będziesz mi wpierać nieprawdę. Oczywiście, że lubię mięsko! Jestem niemal całkowicie pewien. Przypuszczenia swoje opieram na tym, że nie istnieje kot, który nie lubi mięska. Jestem niemal gotów się założyć...&lt;br /&gt;- Czesio! Ty jesteś kotem, który nie lubi wędlin! Nie tkniesz tego!&lt;br /&gt;- Nieładnie tak wydawać sądy, nie upewniwszy się pierwej, czy są słuszne.&lt;br /&gt;- Aaaaaa! Masz! Dzięciołku jeden. Proszę! Smakuje!? Dobre?!&lt;br /&gt;- Oooooo fuuuuuuuj!!!!!! SŁONE!! Oooo paskudztwo! ooo obrzydlistwo!!! Fuuuuuujjjjjjjj!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czesio ucieka. Nagle zatrzymuje się, myśli, wraca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Wiesz, to doprawdy przykre, ale znów rozkwitło we mnie przekonanie, że mnie okłamałaś. Nie dałaś mi tego, co masz na talerzu. Na talerzu pachnie ładnie, a w miseczce już nie. Ja jednak cierpliwy jestem i wybaczający. Udajmy, że nasza poprzednia rozmowa nie zaistniała i rozpocznijmy wszystko jeszcze raz. A zatem: cześć! Co jesz???&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Epilog&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczór, po kolacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Cześć! Co jesz???&lt;br /&gt;- Raffaello. Siadaj.&lt;br /&gt;- Mrrrrr, kocham to. Ciebie też kochammm.&lt;br /&gt;- Wiem.&lt;br /&gt;- No to jak zwykle: ja kremik, cały calutki, a ty skorupkę!&lt;br /&gt;- A migdałka kto dzisiaj je?&lt;br /&gt;- Jeśli to jest to twarde, to ty! Mi wylatuje między ząbkami, kremik poproszę.&lt;br /&gt;- W porządku. Tylko czemu ja nigdy nie jem kremiku?&lt;br /&gt;- Taki los, zaprosiłaś mnie przecież... Mmmmmm.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przybiega Joż:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Cześć! Co jesz????&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***************************************&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przypis odautorski: proszę się nie sugerować postem i nie sądzić, iż karmię koty ludzkim jedzeniem. Czesio nie cierpi ludzkiego jedzenia i nigdy, ale to nigdy nic nie je - poza kremikiem z rafaello, którym niekiedy (naprawdę bardzo rzadko) go poczęstuję. Zawsze jednak Czesio naszego jedzenia ostro się domaga. On chce, on musi dostać. I męczy dopóty, dopóki mu się nie da, aby po raz tysięczny mógł się przekonać, że tego nie lubi. A i to nie pomaga. Potrafi wracać kilka razy podczas jednego naszego posiłku i wnikliwe badać zawartość naszych talerzy. Pozostałe koty przybiegają zobaczyć, co jemy, ale nigdy nie domagają się dzielenia z nimi posiłkiem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-2638995783760582764?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/2638995783760582764/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/01/czesc-co-jesz.html#comment-form' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/2638995783760582764'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/2638995783760582764'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/01/czesc-co-jesz.html' title='Cześć! Co jesz??'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TTv8mApPvdI/AAAAAAAAHbo/JWid9cysquM/s72-c/posi%25C5%2582ek.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-3166524614286671032</id><published>2011-01-21T09:32:00.000-08:00</published><updated>2011-01-30T08:46:46.609-08:00</updated><title type='text'>Migawki sąsiedzkie.</title><content type='html'>&lt;div&gt;Było to krótko po tym, jak wprowadziliśmy się do naszego nowego mieszkania. Późny wieczór zamieniał się we wczesną noc, gdy kończyłam ostatnie porządki. Swego czasu słynęłam w pewnych kręgach jako osoba, która prasuje skarpetki i czyści od wewnątrz garnek z gotującym się rosołem... żeby estetycznie wyglądał. Przylgnęło do mnie wówczas miano Anna Ewelina od Wiecznego Porządku, nadane przez męża. Pracowałam na nie gorliwie przez lat kilka, chociaż z chwilą pojawiania się kolejnych kotów, szlachetny ów przydomek tracił na znaczeniu...&lt;br /&gt;Wtedy jednak kotów nie miałam, a aureolka jaśniała nade mną niebiańskim blaskiem, gdy zbierałam rozmaite pudła i worki, by wynieść je na śmietnik. Rozsądna część mego jestestwa podpowiadała, że nie jest rzeczą właściwą pętać się po wciąż obcym osiedlu kwadrans przed północą. Jednak część mniej rozsądna, ale za to wiodąca mnie ścieżką cnoty na krucjatę przeciw bałaganowi, nakazywała wynieść pudła niezwłocznie. Poszłam. Pojemniki na śmieci mieściły się w specjalnym betonowym bunkrze, do którego miałam kluczyk, brakowało mi jednak źródła jakiegokolwiek światła. (Aureolka nie spełniała zadania wystarczająco dobrze). Gdyby próby ulokowania kluczyka w dziurce nie pochłaniały mnie bez reszty, być może zauważyłabym, lub wyczuła, że oto ktoś w tych egipskich ciemnościach za mną podąża. Nie wyczułam jednak, wlazłam do ciemnego bunkra, śmieci wyrzuciłam w kierunku skąd dochodził najgorszy smród i w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku odwróciłam się, by odejść...&lt;br /&gt;Rozmyślania, skąd znam cytat "ciemność widzę, ciemność!" rozwiały się niczym letni zefirek. Oto bowiem na tle słabego światła latarni, zawieszonej na sąsiednim budynku, ujrzałam coś więcej niż ciemność. Wyjście z bunkra zagradzały mi dwie istoty. Pierwsza była mężczyzną, co jakoś nie wróżyło dobrze. Mężczyzna wchodzący w progi domostwa pierwszego dnia Nowego Roku zwiastuje szczęście, ale podejrzany osobnik wkraczający w środku nocy do mrocznej, betonowej jamy, by potowarzyszyć młodej kobiecie - wróżyć może co najwyżej kłopoty.&lt;br /&gt;Drugą istotą było cielę - to znaczy, tak mi się w pierwszej chwili wydawało. Rozmiary cielaczka i stojącego przede mną stworzenia byłyby bowiem porównywalne. Zwierzę zawarczało i natychmiast zaklasyfikowałam je odpowiednio - pies. Pies olbrzym, pies kuriozum, pies warczący głucho, gardłowo, groźnie, niczym złe w studni - no, kurczę nie było dobrze.&lt;br /&gt;- Pani się nie boi. Ze spaceru wracam - rzekła pierwsza ze zjaw. - Ciekaw byłem, kto się tu tłucze. Nie przeszkadzam już, dobranoc.&lt;br /&gt;I po chwili, miękko, ciepło, absolutnie serdecznie i tak jakoś z najgłębszej głębi serca:&lt;br /&gt;- Chodź WALDUSIU, chodź MALUTKI, chodź z pańciem do domku...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zeszłego lata Miś zaczął znikać na balkonie na całe dnie. Nie przychodził na jedzonko, nie docierały do niego żadne wołania. Widzieliśmy tylko, jak godzinami leży rozpłaszczony niczym naleśnik przy szparze pod ścianką, która dzieliła balkon nasz i sąsiadów. Szpara była oczywiście osiatkowana i Misio zdawał się szczególnie intensywnie to przeżywać. Zastanawialiśmy się, co też sąsiedzi takiego niezwykłego na balkonie trzymają, ale jakoś żadne z nas nie miało odwagi, by wspinać się na palce i od góry zapuszczać żurawia. Dopiero by było, gdybyśmy - niczym kukiełki w teatrze lub diabły z pudełka - objawili się znienacka stojącej po drugiej stronie sąsiadce.&lt;br /&gt;Tajemnica rozwiązała się, gdy pewnego dnia usłyszęliśmy szczekanie dochodzące od strony balkonu. Miś, który właśnie delektował się ukochanym gotowanym jajeczkiem, (brudząc przy tym nieopisanie podłogę, czółko, brewki i w ogóle całe swe plastusiowate oblicze) - wyrwał do pokoju jak szalony. Dobrze, że drzwi balkonowe były otwarte, bowiem taki pęd i spotkanie z szybą mogło być cokolwiek niebezpieczne. Wypadł zatem na balkon, przez chwilkę zamiatał w miejscu łapciętami, nie mogąc wyrobić na zakręcie i padł w sensie dosłownym, niczym żołnierz pod ostrzałem. Przy szparze, oczywista. Nie wytrzymałam, odsunęłam protestującego Misiaka i wycierając podłogę odzieniem - zajęłam jego miejsce... niemal dotykając tym samym czarnego mokrego noska przylepionego do siatki od strony sąsiadów! Piesek. Rozkoszny szczeniak! Leżał sobie rozpłaszczony jak Miś i gdy tylko kocurek z powrotem zajął odebrane mu miejsce - coś tam zaczęli do siebie gadać. Po chwili wyszła sąsiadka i oświeciła mnie, że przyjaźń ich pieska z naszym kotem trwa od pierwszego dnia po przywiezieniu szczeniaczka. Układają się obydwaj przy szparze i zacieśniają sąsiedzkie kontakty. Godzinami tak mogą. O czym rozmawiają? To już pozostaje ich tajemnicą.&lt;br /&gt;W zeszłym tygodniu mój mąż - optymista - zaczął przygotowywać balkon do... nadejścia wiosny. Miś od razu pobiegł spotkać się z niewidzianym od dawna przyjacielem. Niestety, psiątka jeszcze nie było. Podobno rozmijają się z Misiem. Jest piesek - nie ma Misia, i odwrotnie. Ot, życie bez telefonów komórkowych. Zawsze któryś wcześniej zmarznie i nie ma siły czekać na drugiego. Gdy Misio i jego kumpel spotkają się przy siatce i rozpłaszczą na kształt naleśniczków - znaczy wiosna nadeszła!&lt;img alt="" border="0" height="197" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5565289761176084130" src="http://3.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TTvhjTcE3qI/AAAAAAAAHbg/cmViBOF1Zhc/s400/s%25C4%2585siedzi.jpg" style="display: block; height: 158px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 320px;" width="400" /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-3166524614286671032?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/3166524614286671032/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/01/migawki-sasiedzkie.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/3166524614286671032'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/3166524614286671032'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/01/migawki-sasiedzkie.html' title='Migawki sąsiedzkie.'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TTvhjTcE3qI/AAAAAAAAHbg/cmViBOF1Zhc/s72-c/s%25C4%2585siedzi.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-3271598059797523693</id><published>2011-01-21T03:27:00.000-08:00</published><updated>2011-01-22T03:29:57.770-08:00</updated><title type='text'>Migawki.</title><content type='html'>W swym potężnym futrze, nienagannie, wręcz "wybitnie" odżywiona, zajmuje niemal dwa autobusowe miejsca. Palce, które przywodzą na myśl serdelki poupychane w pierścieniach, splotła na podołku, w geście, który ma obrazować subtelność damy. Raz po raz wymykają się jednak spod kotroli i wywijają nerwowego młynka.&lt;br /&gt;- Patrz pani, u nas też jest taka jedna - wszystkimi swymi podbródkami wskazuje kobiecinę jadącą z kocim transporterem. - Łazi, pani wie, i karmi te koty. Po co łazi? Po co karmi dziadostwo? Jak plaga toto na osiedlu. I jeszcze jej ludzie pomagają. Takie głupie! Pani wie, że taki jeden, ja na niego kulawiec mówię, to jej nawet domek dla tych kotów zrobił? Taki ze styropianu. A w domu by posiedział, do lekarza poszedł! No mówię pani, skaranie boskie. Ile to się człowiek nadenerwuje przez kogo durnego. Ja już nawet do proboszcza w parafii mówiła, żeby na kazaniu powiedział, że koty to nic dobrego nie jest. Pchły roznoszą. Parchy wszędzie. Ale on coś nie chce. Ten proboszcz, znaczy. "Stworzenie boże" - mówi. Ja tam nie wiem, czy boże. Fałszywe toto, że strach. A wredne! Dziecko zadusić może! Ale ci księża dzisiejsi! Co ta oni wiedzą! I do spółdzielni chodziłam! Pani kochana. Nie dość, że nie pomogli, to jeszcze okna chcą specjalne montować, żeby te kociska mogły do piwnic włazić. Do moich piwnic! Pani rozumie coś takiego?! - tu wznosi małe oczka ku niebiosom, ewidentnie traktując je jak swoją niepodważalną własność i wzywając wszystkich jezusmaryjów, którzy zdają się pozostawać na jej osobistej służbie.&lt;br /&gt;- Nie boi się pani szczurów? Koty przecież poma...&lt;br /&gt;- Coteżpani!!! Szczury?! Na MOIM podwórzu?! My czyste ludzie jesteśmy! - milknie urażona do głębii swego wcale nie najmniejszego jestestwa. - I pomocne! - dodaje po chwili z namaszczeniem. - Ta, co te koty tak karmi, dzieciom by biednym dała! O! Tyle ich... - aż zachłystuje się własną szlachetnością, którą na poczekaniu wymyśliła.&lt;br /&gt;- Pani, jak rozumiem, pomaga i daje? - pytam tonem niewinnego pierwiosnka.&lt;br /&gt;- O.czy.wi.ście.!!!! Ja zawsze! Od ust sobie odejmę a dzieciom dam.&lt;br /&gt;- Może zatem poleciłaby pani jakąś fundację, organizację, którą pani wspiera. Procent z podatku akurat można by odprowadzić. - zamieniam się w ucieleśnienie niewinnej uprzejmości. - Bo ja to tylko w temacie zwierząt jestem zorientowana.&lt;br /&gt;Następuje cisza, zakłócana warkotem silnika. Dosłownie słychać wstrzymane oddechy stojących obok pasażerów. Moja rozmówczyni pytania nie słyszy. Widok mijanej właśnie ruiny fabrycznej jest fascynujący...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-A mój mąż to strzela do kotów - uśmiech przywodzący na myśl świeżo upieczoną gwiazdkę reklamy rozpełza się po obliczu pokrytym nienagannym makijażem. - Kupił wiatrówkę i strzela sobie rano.&lt;br /&gt;Żona jest ewidentnie dumna z pasji małżonka. Po drugiej stronie mamy wprawdzie bezbronne życie, ból, strach, bezradność i cierpienie, ale - mniejsza z tym. Odstresować się trzeba w tych zagonionych czasach.&lt;br /&gt;- To karalne jest, wiesz? Prokuratura ściga za coś takiego.&lt;br /&gt;- No chyba jesteś śmieszna. To zabawa. Nikogo poza kotami nie krzywdzi. Zresztą, kto by tam doniósł. Kogo coś takiego w ogóle obchodzi. U siebie jesteśmy. A mój M. nie lubi kotów. Chyba ma prawo, nie?&lt;br /&gt;I bezbłędnie wypielęgnowane dłonie przewracają karty dziennika lekcyjnego. Tak, jest nauczycielką. W swoim mniemaniu uczy młodzież poszanowania dla życia i niezwyciężonych sił przyrody.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Cicho, cicho, kochanie, zaraz wchodzimy. Pan doktor tylko spojrzy, da zastrzyk i wracamy do domku. Pani kochana, co to było! Mama zmarła dwa lata temu, na dniach będzie rocznica, i ojciec całkiem się załamał. Do specjalisty nie pójdzie, zresztą grosza na to nie ma, a z łóżka dni całe wstać nie chce. Już nie wiedzieliśmy, co robić. Baliśmy się go samego zostawić. Aż raz musiał, no musiał po coś tam wyjść. Luty był. Mróz straszny. I wtedy znalazł ją. Do śniegu była przymarznięta. Jak wpadł do domu, to nie wiedzieliśmy, co się z nim stało. Znowu żył. Pani wie, jak my się zdziwili? Potem weterynarz, leki, opatrunki. Rano się zrywał, bo miał kogo karmić. Po paru tygodniach był nie ten sam człowiek. "Jak ja się rozchoruję" - mówi - "to co z nią będzie?". Teraz na szczepienie przyjechałam. Czasem człowiek pieniędzy nie ma, no nie ma. To pan doktor za darmo zrobi i spokojnie na zapłatę poczeka. Dobry człowiek. Wie, że przez zwierzęta wszystko co dobre się ludziom zdarza, a czasami nawet one życie ratują.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-3271598059797523693?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/3271598059797523693/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/01/migawki.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/3271598059797523693'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/3271598059797523693'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/01/migawki.html' title='Migawki.'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-9134537459698426372</id><published>2011-01-20T09:53:00.000-08:00</published><updated>2011-01-21T08:40:15.607-08:00</updated><title type='text'>Mirmiłowo - najmłodszym. Bajeczka Pierwsza.</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TTlRjVys0XI/AAAAAAAAHbY/qY923uAMNW0/s1600/kicia%2Bdonamy.jpg"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 0px 10px 10px; WIDTH: 320px; FLOAT: right; HEIGHT: 240px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5564568482180026738" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TTlRjVys0XI/AAAAAAAAHbY/qY923uAMNW0/s320/kicia%2Bdonamy.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Zgodnie z obietnicą, zamieszczam pierwszy post dla Małych Kociarzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Może będziecie troszkę rozczarowani, ale to o czym chcę Wam dziś opowiedzieć nie wydarzyło się dawno, dawno temu i w dodatku nie za górami i nie za lasami. Nie, nie. Historia ta miała miejsce zaledwie przed kilkoma miesiącami, w pewnym zwyczajnym mieście, jakich wiele, a jej bohaterka była i jest całkowicie prawdziwa. Widzicie ją nawet na zdjęciu. Teraz, gdy samodzielnie lub przy pomocy kogoś dorosłego czytacię tę opowieść, malutka ta istotka pałaszuje być może pyszną kolację, tuli się do swej pani lub mruczy, leżąc na ciepłej poduszce. Jest bowiem kotką. Niezwykłą koteczką o burym futerku i pyszczku koloru kawy z mlekiem. &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Jeszcze niedawno przemykała jak cień pod lodowatymi murami domów. Było niezmiernie zimno. Wiatr wiał tak mocno, że koteczka nie mogła ustać na łapkach. Dlaczego w tak paskudną pogodę nie siedziała w ciepłym domku? Nie miała go. Czasami udawało jej się przycupnąć w jakiejś piwnicy, przytulić do brudnej ściany. Śniła wtedy o domu. Nie musiał on być piękny, nie musiał być bogaty. Najważniejsze, że w owym śnie jakieś ciepłe ręce gładziły jej futerko i wymawiały tajemnicze słowa: "kocham cię". Koteczka czuła, że te słowa są najważniejsze na świecie i jeżeli ktoś szepcze je w jej uszko to znaczy, że zawsze będzie bezpieczna, zawsze będzie miała co jeść i nikt jej nigdy nie skrzywdzi. Czy miała kiedyś taki dom? Nie wiem. Nawet jeśli miała, to go straciła i nie chciała w ciągu dnia o tym myśleć. Tęskniła wtedy zbyt mocno. Ale obrazek takiego ciepłego, pełnego miłości schronienia mieszka w każdym kocim serduszku. I dom ten pojawia się w snach.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Niestety, zwykle ktoś przychodził i przeganiał kotkę z piwnicy. Ludzie nie rozumieli, że taka piwnica to jedyne schronienie dla bezdomnego zwierzątka. Jedyne miejsce, gdzie może spokojnie śnić.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Tego dnia koteczkę po raz kolejny ktoś wyrzucił. Szła skulona, było tak strasznie zimno, głodno. Tak bardzo chciała, by przytuliły ją czyjeś kochające ramiona, a ktoś szepnął na uszko, że wszystko będzie dobrze. Nie potrzebowała wiele: ciepłą podusię i coś do jedzenia. Świat był zbyt wielki, zbyt zimny dla małego, bezbronnego kotka. "To jest wolność" - pomyślała kicia. "Nie chcę jej. Jest bezkresna. Przytłacza i przygnębia małe, głodne stworzonko, bardziej niż przygnębiałoby więzienie". &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Nagle kicia zobaczyła targowisko. Zziębnięty sprzedawca trzymał w dłoniach kubek parującego, gorącego napoju, który przyjemnie pachniał mleczkiem. Kicia dostawała czasem troszkę mleczka od dobrych ludzi. Znała jego smak. Zaczaiła się. Ktoś podszedł do straganu i sprzedawca odstawił naczynie. Na to czekała zziębnięta i głodna koteczka. Chciała tylko troszkę pochłeptać... Jeden skok i była tuż obok. Pachniało apetycznie, mlecznie i dość ostro. Spróbowała. Ciepłe, słodkie, jakby mleczko z czymś jeszcze. Dobre, mimo dziwnego zapachu.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Nagle mężczyzna odwrócił się gwałtownie. Kicia wystraszyła się. Zahaczyła pyszczkiem i łapkami o kubek, z którego wylał się mleczno-brązowy płyn, prosto na jej futerko! Ochlapany miała pyszczek, szyjkę, uszka i troszkę łapki.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Straganiarz potężnie się zirytował. Z wrzaskiem "moja kawa!!!! przebrzydłe kocisko!!" rzucił w kicię pustym kubkiem. Uciekła.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Tułała się bardzo długo. Miała złe sny, była bardzo zrezygnowana. Mlecznobrązowe plamki z jej futerka nie chciały się zmyć, mimo iż tarła języczkiem z całej siły. Bardzo ją to dziwiło.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Pewnej nocy była już tak głodna, tak zmęczona i zmarznięta, że skuliła się w jakiejś piwnicy z jedynym tylko marzeniem - zasnąć na zawsze. Pobiec we śnie do pięknej krainy, pobiec przez Tęczowy Most, za którym rozpościera się świat wiecznie szcześliwych zwierząt. Tam jest ciepło, tam nic nie boli, a zwierzątko ma zawsze pełny brzuszek. Jednak, gdy stanęła u progu Mostu, pojawił się przed nią Koci Aniołek. Powiedział, że to jeszcze nie ta pora, nie ten czas. &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- Obudź się maleńka, ktoś na ciebie czeka. Ktoś jest bez ciebie nie do końca szczęśliwy. Obiecuję ci - mówił Koci Aniołek - że oto pierwsza osoba, która zwróci uwagę na burego kotka z karmelkowymi plamkami na futerku, pokocha go i nigdy nie zostawi. Musisz ją znaleźć, ona ciebie potrzebuje nawet bardziej niż ty jej. &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Koteczka obudziła się... Wyszła z piwnicy, zadarła główkę. Nad nią widniało okienko z białą firanką i masą kwiatków na parapecie. Ich właścicielką była pani o ślicznym imieniu - Donama. Kicia lekko i zgrabnie - jakby nigdy nic jej nie dolegało - wskoczyła na parapet Donamy. Nie wiem, jak ze sobą rozmawiały, nie wiem, jakimi słowy Donama po raz pierwszy zwróciła się do kici. Dość, że była pierwszą osobą, która pokochała koteczkę całym sercem. Przytuliła, dała jedzonko, kocyk, podusię. Kupiła zabawki i zabrała kicię do pana doktora na badania. Kicia natomiast odpłaciła jej wiernością, przyjaźnią i cały dom wypełniła pełnym szczęścia mruczeniem. Donama pokochała czekoladowego buraska tak jak się kocha poranną kawę z mlekiem i cukierki toffi.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Koci Aniołek miał rację. &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-9134537459698426372?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/9134537459698426372/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/01/mirmiowo-najmodszym-bajeczka-1.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/9134537459698426372'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/9134537459698426372'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/01/mirmiowo-najmodszym-bajeczka-1.html' title='Mirmiłowo - najmłodszym. Bajeczka Pierwsza.'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TTlRjVys0XI/AAAAAAAAHbY/qY923uAMNW0/s72-c/kicia%2Bdonamy.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-8587769248006297444</id><published>2011-01-20T06:42:00.001-08:00</published><updated>2011-01-21T01:57:37.824-08:00</updated><title type='text'>Udało się! Dziękujemy! :)</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TThQnTsNNII/AAAAAAAAHbQ/eYuJfybCLns/s1600/krwawa%2Bmary.JPG"&gt;&lt;span style="font-size:130%;color:#cc0000;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 0px 10px 10px; WIDTH: 240px; FLOAT: right; HEIGHT: 320px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5564285975847056514" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TThQnTsNNII/AAAAAAAAHbQ/eYuJfybCLns/s320/krwawa%2Bmary.JPG" /&gt;&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:130%;color:#cc0000;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt; &lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;color:#cc0000;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;color:#cc0000;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;Drodzy&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#cc0000;"&gt;&lt;em&gt; Czytelnicy.&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;Udało się. Dzięki Waszej nieocenionej pomocy zakwalifikowaliśmy się do kolejnego etapu konkursu. Chciałam się Wam jakoś odwdzięczyć i wymyśliłam dwa sposoby.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po pierwsze, ponieważ czyta nas wiele osób, które mają dzieci, chciałabym od czasu do czasu umieszczać na Mirmiłowie bajkę dla maluchów, opartą o jakąś prawdziwą kocią historię. Pierwsza bajeczka - już dziś wieczorem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po drugie, obiecuję Wam solennie, że jeśli uda mi się uzyskać którąkolwiek z nagród, jej pieniężna część zostanie przeznaczona na zakup karmy dla bezdomnych zwierząt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie chciałabym, aby głosy, które oddaliście lub - być może - dopiero oddacie zniknęły gdzieś w wirtualnej pustce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*************************&lt;br /&gt;Niezmiernie mi miło, że wiele osób postanawia bawić się dalej, nie ma dość mojego marudzenia i próśb i chce nadal na nas głosować. Pytacie mnie, na czym polegają dalsze etapy i co to jest ów "blog blogerów".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otóż, z tego co zrozumiałam czytając regulamin - w tej chwili 10 blogów w kategorii "Nasze zainteresowania..." przechodzi pod ocenę Pani Jolanty Kwaśniewskiej. Wybiera ona 3 najlepsze blogi. O tym, które blogi zostały przez nią wybrane dowiemy się dopiero 1.02.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niezależnie jednak od decyzji Pani Prezydentowej - toczy się jakby druga linia konkursu. Wybór bloga blogerów. Co to jest? Wnioskuję, że to konkurs nieco przypominający wybory "bloga publiczności". W każdej z 10 kategorii wyłonionych dziś zostało 10 najlepszych blogów. To daje sumę 100 najlepszych blogów w całym konkursie. I prosi się ludzi, by zagłosowali jeszcze raz. &lt;strong&gt;Ostatni raz. &lt;/strong&gt;Aby jury (tym razem zwycięzcy z poprzednich lat, blogowicze) mogli wyłonić z tej setki swój typ. I dać mu swoją, odrębną, nagrodę.&lt;br /&gt;Tak to rozumiem.&lt;br /&gt;Liczniki z poprzedniego głosowania zostały wyzerowane. Nowe głosowanie odbywa się na dokładnie takich samych zasadach jak poprzednie. Można głosować z poprzednich komórek, ale znów tylko raz z jednej komórki. Numer ten sam, treść ta sama, koszt ten sam. Konkurencja jest bardzo wysoka, bowiem jesteśmy wśród najlepszych 100 blogów konkursu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nowe głosowanie rozpoczęło się dziś o godz. 15.00 i potrwa do 7.02.2011 Jeśli ktokolwiek ma ochotę bawić się z nami dalej, zagłosować po raz drugi i ostatni (a może pierwszy i ostatni) - najserdeczniej zapraszamy!!&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Treść ta sama: &lt;span style="color:#cc0000;"&gt;H00290&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Numer ten sam: &lt;span style="color:#cc0000;"&gt;7122&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Koszt ten sam: &lt;span style="color:#cc0000;"&gt;1.23 z vat&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Cel ten sam: &lt;span style="color:#cc0000;"&gt;turnusy rehabilitacyjne dla niepełnosprawnych (+ karma dla schroniska z mojej strony)&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;W treści wpisujemy zera, a nie literki "o"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Dziękuję Wam raz jeszcze i zapraszam do kolejnego etapu naszej zabawy!!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-8587769248006297444?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/8587769248006297444/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/01/udao-sie-dziekujemy.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/8587769248006297444'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/8587769248006297444'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/01/udao-sie-dziekujemy.html' title='Udało się! Dziękujemy! :)'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TThQnTsNNII/AAAAAAAAHbQ/eYuJfybCLns/s72-c/krwawa%2Bmary.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-9166150039690868753</id><published>2011-01-19T02:45:00.000-08:00</published><updated>2011-01-28T10:51:56.729-08:00</updated><title type='text'>O karnym jeżyku, czyli pedagogicznej klęsce Super Dużej.</title><content type='html'>&lt;em&gt;"Ja - z nią w zgodzie? - Mocium Panie,&lt;br /&gt;Wprzódy słońce w miejscu stanie!&lt;br /&gt;Wprzódy&amp;nbsp;w morzu wyschnie woda,&lt;br /&gt;Nim tu, u nas, będzie zgoda!" -&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;przypieczętował swe stanowisko Czesławek, gdy po raz kolejny usiłowałam przeprowadzić z nim pogadankę na temat tego, dlaczego nie należy bić Polci. Wobec słów klasyka pozostawałam jednak całkiem bezradna i Czesio, z podniesionym dumnie ogonkiem oraz nabzdyczoną wielce miną, poszedł sobie, uznawszy dyskusję za ewidentnie zakończoną.&lt;br /&gt;Pozostałam na placu boju, po którym fruwały kłęby wyrwanego futra, między wielce zirytowanym mężem i bodaj jeszcze bardziej zirytowaną Polką - jego ulubienicą.&lt;br /&gt;Kolejna dyskusja o tym, kto zaczął nie miała większego sensu. Dalsze roztrząsanie tej kwestii groziło rozwodem, mąż bowiem stawał murem za Polcią, a ja - za Pyzatym.&lt;br /&gt;Oszukiwanie samej siebie też na dłuższą metę nic nie dawało - wojny prowokował Czesio i nic nie wskazywało na to, by kiedykolwiek miał z ataków zrezygnować.&lt;br /&gt;Co robić zatem? Oddać Polcię gdzieś w świat, obcym ludziom, ku wielkiej satysfakcji pluszaka? Oddać, mimo że już kilka razy traciła dom? Wykluczone.&lt;br /&gt;W akcie desperacji napisałam więc do pewnej mądrej Dziewczyny z forum "miau", która skomponowała mi z ekstraktów roślinnych krople wyciszające. Nie dla mnie, rzecz jasna - choć wielokrotnie miałam ochotę sobie golnąć - ale dla Czesia. Udzieliła nam też wielu cennych porad, z których na plan pierwszy wysunęła się z czasem kwestia "karnego jeżyka".&lt;br /&gt;Kropelki nie pomogły, ale działania przypominające jako żywo te z programu&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TTboAkpboWI/AAAAAAAAHaw/7KFPP-QOz9c/s1600/29qm6bd.jpg"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5563889486197924194" src="http://2.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TTboAkpboWI/AAAAAAAAHaw/7KFPP-QOz9c/s320/29qm6bd.jpg" style="cursor: hand; float: right; height: 320px; margin: 0px 0px 10px 10px; width: 298px;" /&gt;&lt;/a&gt; "Super Niania" - odniosły skutek.&lt;br /&gt;Ilekroć bowiem pyzaty antagonista atakował Polę, natychmiast wynoszony był do łazienki, która udawała właśnie "karnego jeżyka" - zabawkę z programu, na której sadzano niespokojne dzieci. U nas zamykało się drzwi i czekało aż Czesio "się wyciszy".&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Miętkie&lt;/em&gt; serce Dużej ciężko znosiło te działania i kazało przynajmniej zostawiać kocurkowi zapalone światło. Argumenty jakoby kot był zwierzęciem łowiącym w nocy i w ogóle doskonale funkcjonującym nocą - jakoś nie miały do niej dostępu. Wszak Czesławek mógł bać się ciemności!&lt;br /&gt;Od chwili zamknięcia drzwi łazienki rozpoczynała się wojna nerwów. Pyzaty banita, wykluczony chwilowo z życia społeczności, protestował bowiem gromko i rozpaczliwie, a teorie o "wyciszaniu" miał ulokowane głęboko w swym krótkim nosku. Ja niemal przyklejona do drzwi łazienki bliska byłam łez, a mąż tłumaczył mi jak komu mądremu, że nie możemy ulegać naciskom. Jak pluszaka wypuścimy tylko dlatego, że pruje japkę, to będzie wiedział, iż marudzeniem może wyegzekwować wszystko. Małżonek zyskiwał wówczas miano okrutnika i kuriozum bez sumienia, niemniej jednak poddawałam rzecz całą jego woli. Z czasem Czesio, siedząc w łazience, coraz krócej dywagował na temat swego rozpaczliwego położenia, coraz częściej natomiast kładł się na dywaniku łazienkowym i oddawał rozmaitym rozważaniom. Tkwiłam w nadziei, że były to głębokie analizy jego własnego postępowania.&lt;br /&gt;Po kilku miesiącach naszego konsekwentnego reagowania na jakiekolwiek niepożądane czesine zachowanie skierowane wobec Polci - udało się zaprowadzić w Mirmiłowie pokój. Pyzaty przestał atakować.&lt;br /&gt;Jednak natura nie lubi próżni. Coś się dziać musi. Czesio przestał, zaczął ... Miś.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;"Gdzie na skale gród kamienny,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Gdzie działami mur brzemienny,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Gdzie bagnetów ostre wały,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Gdzie sklepienie z dzid i szabli,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;Tam był Misio - lew zuchwały!&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;em&gt;Strzelec boski, rębacz diabli!"&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Miś poczuł, nie wiedzieć czemu i skąd, nadnaturalny przypływ sił witalnych i zdolności strategicznych. Trudno jednoznacznie orzec, co miał na myśli, usiłując tłustą łapką spuścić bęcki dostojnej perskiej ciotce. Może chciał się bawić? Może w ganianego? Może polować? Dość, że doprowadzał naszą damę do rozstroju nerwowego i wymierzała mu ona karę zupełnie niewspółmierną do winy. Tylko czekaliśmy aż Polka zawoła:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;"Hej tam, Duży, daj gwintówkę!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Niechaj strącę tę makówkę!"&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;"Oklepany" Miś odpuszczał na jakiś czas, po to tylko, by po kilku dniach zapomnieć o wszystkim i startować do Polci od nowa, całkowicie wyprowadzając ją z równowagi. Bojąc się zatem o całość naszej najmłodszej i niezbyt rozgarniętej pociechy, Duży orzekł autorytatywnie, że to zaczepianie musi raz na zawsze zostać ukrócone, a plaskatemu rozbójnikowi również wymierzy się karę pozbawienia wolności, ilekroć będzie kotce dokuczał.&lt;br /&gt;Operacja umieszczenia Misia w łazienkowym Alcatraz nastąpiła rychło i bodaj jeszcze rychlej została zakończona. O ile bowiem Czesio wszczynał bunt, ale generalnie znosił karę z godnością, o tyle Misio wpadał w istną histerię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Że co?! Że ON, Misio, najukochańszy pierożek Dużej ma być &lt;strong&gt;u-ka-ra-ny&lt;/strong&gt;??!! Uka... co?! To się nie mieści w głowie!! On?! Cukierek?! Najwspanialszy na całym wielkim świecie ma być w WIĘZIENIU?! Za co?! Daczego?! Jak można!? Kasztelanka do więzienia?! Niewinnego rozkoszniaczka?! Się od świata odcina?! Bez jedzenia trzyma!! Bez piciu!! Jego?! PTYSIA?! &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5563981644975321890" src="http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TTc7062MMyI/AAAAAAAAHa4/A9a-IeJrYVA/s320/2dmgmsw.jpg" style="cursor: hand; display: block; height: 320px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 308px;" /&gt;&lt;br /&gt;Kara, obliczona początkowo na jakieś 5 minut, trwała nie dłużej jak 20 sekund. Poniosłam straszliwą, sromotną pedagogiczną klęskę. Po wypuszczenia pieszczocha z więzienia musiałam wyglądać bardzo groźnie, bo mąż już nigdy potem nie zaproponował kary dla Misiaczka. Raz tylko, jesienią, gdy byłam oddalona o 1000 km od domu, za kolejne przewinienia wobec Polci, Mirmiłek znów trafił do karceru. "Kuriozum bez sumienia" przetrzymało go tam minut kilka i sprawiło tym samym, że Mirmiś jakoś przestał dopuszczać się wszelkich rozbojów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszak:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;"Co los spuści, przyjąć trzeba,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Niech się dzieje wola nieba"&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;******************************************************&lt;br /&gt;Wszystkie cytaty są parafrazą komedii A. Fredry "Zemsta".&lt;br /&gt;Post ilustrowała Ewa - DragonLady.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-9166150039690868753?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/9166150039690868753/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/01/o-karnym-jezyku-czyli-pedagogicznej.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/9166150039690868753'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/9166150039690868753'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/01/o-karnym-jezyku-czyli-pedagogicznej.html' title='O karnym jeżyku, czyli pedagogicznej klęsce Super Dużej.'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TTboAkpboWI/AAAAAAAAHaw/7KFPP-QOz9c/s72-c/29qm6bd.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-5228559924852927585</id><published>2011-01-18T00:14:00.000-08:00</published><updated>2011-01-18T15:40:01.066-08:00</updated><title type='text'>Kot z Cheshire :)</title><content type='html'>Dawno, dawno temu, u zarania dziejów Mirmiłowa, kiedy niektórzy jego obywatele tkwili jeszcze w kojcu, ucząc się łykać chrupki i mozolnie korzystać z wielkiej niczym pustynia kuwety (całkiem nie do ogarnięcia), mieszkał już z nami Czesławek, srebrzysto-błękitny, pyzaty kocurek brytyjski, który potrafił się uśmiechać. Miał on księżycowe futerko, karmelowe oczka i gubił mleczaki. &lt;div&gt;Nastrój, który panował wówczas, w owych prehistorycznych czasach, na dzisiejszych terenach Mirmiłowa, określić można w jeden sposób - był euforyczny. Uściślając - to ja tkwiłam w euforii, mąż mój natomiast sprawiał wrażenie głęboko zadowolonego z faktu, iż jego apokaliptyczne wizje dotyczące posiadania kota - nie sprawdzają się.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Tuż przed zamieszkaniem kocurka w naszym domu toczyły się bowiem rozmowy przeróżne, z których jedna przebiegała mniej więcej tak:&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Aniu. Czy ty w ogóle wiesz, co to jest kot? - tonem Pytii delfickiej zapytał mnie mąż, składając ręce po napoleońsku. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;- No cóż, wydaje mi się, że mam o tym jakieś mgliste pojęcie. Widywałam koty tu i ówdzie, niekiedy...&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Aaaa! Tu i ówdzie! - w okrzyku męża grzmiała satysfakcja. - Aniu, bo ty masz wizję i myślisz, że kot to będzie siedział! - zauważył bystro.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- No, przyznaję, mam takie wrażenie. Sądzisz, że koty nie siadają?&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Kot nie siedzi! To znaczy, tego, nie siedzi na kolankach. Bo ty masz wizję właśnie: książka, herbata, kocyk i kot na kolanach.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Mam. To coś złego?&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Tymczasem on siedzi na karniszu, wiesz? Wyłącznie. Huśta się na firance. Śpi na szafie i nie możesz go pogłaskać. Zrzuca doniczki, objada twoje kwiatki! Tak, tak. Drapie ściany i meble, obsikuje dywany i ciuchy. Ale to jeszcze nie wszystko - kot się łasi. Łasi, tuli, a gdy chcesz go pogłaskać - drapie. Bywa nieprzewidywalny!&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Proroctwa męża sprawiały, że oczyma wyobraźni widziałam mrożące krew w żyłach obrazy: okna, w których dyndają poszarpane resztki firan (nie wiedzieć czemu - brudnych); łysą żarówkę, która ostała się miast pięknego żyrandola; kanapę, z której garściami sypią się trociny i nikt ich nawet nie zamiata; zdewastowaną podłogę, z której pozostały ino drzazgi; mnie samą obwiązaną bandażami ze wszech stron, z przewagą ran kłutych, ciętych i szarpanych, wreszcie - nasze małżeństwo, pogrążone w ruinie, po której przechadza się mroczny demon - zdradziecki i tajemniczy KOT. Że o pchłach nie wspomnę.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Kiedy i dlaczego mąż mój pokochał koty zgoła bardziej niż mnie - to temat na zupełnie inną, o wiele dłuższą opowieść. Dość wspomnieć, że w chwili, gdy zaistniała niżej opisana przygoda Duży kochał już pyzatego szczerbola miłością wielką i niemal bezkrytyczną, a ja tkwiłam we wspomnianej euforii. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;Nadszedł jednak pewien jesienny dzień, kiedy miasto tonęło w deszczu, zimno przenikało do szpiku kości, a człowiek czuł się skąpany w lodowatej wilgoci. W ten wielce romantyczny czas moja najbliższa przyjaciółka zdecydowała się zawrzeć związek małżeński w pobliskim kościele. Znałam dziewczynę od piaskownicy; chodziłam z nią do szkoły podstawowej i średniej; razem przeżywałyśmy całe draństwo, jakie funduje los nastolatkom po raz pierwszy zakochanym; z nią też (i tylko z nią) świętowałam obronę pracy magisterkiej. Świętowałyśmy wówczas hucznie, stoły obficie zastawione były dobrem wszelakim, co przy znikomej ilości biesiadników zakończyć się musiało dolegliwościami pamiętanymi przez życie całe. Oczywiste zatem było, że nie tylko na ślub i wesele tak bliskiej mi osoby pójść muszę, ale też będę gościem ważnym i oczekiwanym. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;Tymczasem, gdy po wielu wysiłkach i wyrzeczeniach wykreowałam się, no, może nie na bóstwo, nie przesadzajmy, ale na kogoś mgliście przypominającego kobietę elegancką, gdy przywdziałam ciepłe okrycie i ujęłam w dłoń kwiecie, okazało się, że - nie ma w domu kota.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Nawołując czułymi słowy, przemierzaliśmy z mężem całe mieszkanie, sprawdzając centymetr po centymetrze wszelkie skrytki i zakamarki. Ciepłe okrycie, pod którym z nagła zrobiło mi się nieprzyjemnie gorąco, zostało odrzucone, kwiaty więdły gdzieś w kąciku, a my prosząc, grożąc i kusząc staraliśmy się wywabić nasze szczerbate szczęście. Bez skutku. Sprawdziłam lodówkę, pralkę, piekarnik. Nie ma. Szafki, pudełka, biurko - nie ma. Miejsce za telewizorem, fotele i kanapę pod okryciami - nie ma. Z moim wnętrzem zaczęło się dziać coś dziwnego. Żołądek przestał tkwić na swym odwiecznym, przypisanym przez Matkę Naturę miejscu i wykonał dziki skok w okolice obojczyka. Głos podniósł się niebezpiecznie... &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;- Gdzie on jest? Jak rany, gdzie on się schował...&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Nie wiem, Aniu, ale w kościele dzwony biją... &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Rzeczywiście. Państwo młodzi z pewnością zdążyli już dojechać, kto wie, czy organista nie wygrywał już pierwszych taktów marsza, a my tkwiliśmy w domu w atmosferze coraz cięższej. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;- Wydostał się przez okno. Matko jedyna błądzi w tym deszczu, jest malutki, zagubiony, pewnie płacze, ktoś go złapie i odda na eksperymenty! Sprzeda na stadionie! - moja wyobraźnia, nad którą nigdy nie miałam władzy wyrwała w dal z szalonym pędem, niczym ogar na polowaniu.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;- Spokojnie... Nie mógł wyjść przez okno, mowy nie ma.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Mógł!!!! Oczywiście, że mógł!!!! Ty nie wiesz, co kot potrafi!! Prawa fizyki dla niego nie istnieją!&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- No dobrze, mógł - spokojny ton męża bynajmniej nie koił moich skołatanych nerwów. Już chyba wolałabym, aby wyrżnął o ziemię piastowanym na łonie prezentem i wpadł w histerię. - Aniu, mógł przejść przez zabezpieczenia, pozostawiając je w nienaruszonym stanie, mógł przecisnąć się przez kratkę wielkości centymetra kwadratowego, mógł sforsować twoje kwiecie, nie czyniąc mu najmniejszej szkody, mógł. Ale, na litość boską! Nie mógł wyjść, wrócić, wyjąć zabezpieczeń i zamknąć za sobą okna! &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;- WIEM! - nagłe olśnienie spłynęło na mnie istną kaskadą, chociaż nie nazwałabym jej jednoczesnie "ożywczym zdrojem" - To JEGO wina! Tego, co nad nami mieszka! Wypuścił Czesia!&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Aniu, dziecko, jakim cudem?&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Normalnie, rąbnął się, pomylił drzwi, otworzył nasze, Czesio czmychnął, on drzwi zamknął, a my nawet nie widzieliśmy!!! - przerażająca wizja mojego maleństwa na deszczu i w rękach zakapiorów odebrała mi dech. Upiorna wyobraźnia sprawiła, że już nie tylko żołądek, ale i śledzionę, wątrobę oraz każdy korzonek miałam w innym miejscu niż dotychczas. Lżąc sąsiada najgorszymi słowy, odsądzając od czci i wiary cały ród męski, z hukiem zrzuciłam szpileczki i mając przed oczyma duszy rozkoszny obraz umieszczania takiego bucika w potylicy sąsiada - popadłam w otępiającą rozpacz. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;- Co robimy?&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Idź. Ja się nie ruszę. Albo nie - zerwałam się z kanapy - idę go szukać. Może nie uciekł daleko. Spowita w elegancką suknię, padłam na kanapę, wdziewając adidasy. - Leć.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Mąż zwątpił.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Czekaj, siądźmy, pomyślmy. Sąsiad go nie wypuścił, bo znów mamy drzwi od środka zamknięte...&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- TYYYYYYYY!! Pewnie najpierw zostawiłeś otwarte, a potem zamknąłeś!! - znów doznałam dzikiego olśnienia, wydając nieco bezsensowny acz błyskawiczny werdykt. - Otworzyłeś, zamknąłeś, nie sprawdziłeś, i on tam, maleńki, samotny, bezbronny!!...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Gdy składałam już głowę męża na wyimagnowanym pniu, a budzący grozę kat w krwistej czerwieni unosił lśniący topór, coś poruszyło się we wnętrzu kanapy... Raz się poruszyło, drugi... Stuknęło, zaszurało i....&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Tak!! niczym Feniks z popiołów - nie, źle! nie popadajmy w przesadę - niczym pisklę z jaja, przez wąską szparę między oparciem a siedziskiem kanapy, na świat wychyliła się pyzata, kocia buzia. Ziewała przy tym rozkosznie, demonstrując światu nie tylko różowe wnętrze gardziołka, ale też poważne braki w uzębieniu.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 320px; DISPLAY: block; HEIGHT: 240px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5563458084177674738" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TTVfpq4vgfI/AAAAAAAAHao/wcpNn8owxw4/s320/IMG_7307.JPG" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-5228559924852927585?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/5228559924852927585/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/01/kot-z-cheshire.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/5228559924852927585'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/5228559924852927585'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/01/kot-z-cheshire.html' title='Kot z Cheshire :)'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TTVfpq4vgfI/AAAAAAAAHao/wcpNn8owxw4/s72-c/IMG_7307.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-741002434354637096</id><published>2011-01-16T12:35:00.001-08:00</published><updated>2011-01-17T03:43:20.609-08:00</updated><title type='text'>Bo kota się pierze, ino nie wykręca!</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TTNpuUdNhGI/AAAAAAAAHZ4/vFlGwuUb3gY/s1600/mirmil.JPG"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 295px; FLOAT: left; HEIGHT: 320px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5562906209218823266" border="0" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TTNpuUdNhGI/AAAAAAAAHZ4/vFlGwuUb3gY/s320/mirmil.JPG" /&gt;&lt;/a&gt; - Miiiiiisiiiiuuuuu, chodź, malutki, idziemy się kąpać!! - z uśmiechem numer 1. przemierzam mieszkanie, lukrowanymi słowy kusząc kosmatego władcę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;W tym momencie coś błyskawicznie pryska mi spod nóg w takim tempie, że jestem pewna, iż to złudzenie.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;- Miiiiisiiiiiu, chodź! No chodź, słoneczko! - kląskam na najwyższych, odrażająco optymistycznych tonach. Jestem niczym pani z reklamy, która sugeruje, że oto wkroczyła na rozświetloną ścieżkę teczowej szczęśliwości za sprawą nowej przyprawy do bigosu.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;- Mirmiłku. No gdzie jesteś?? &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Cóż. Mirmiłek, kot który sypiał na pracy poświęconej jezykowi reklamy, jest na moje ćwierkanie zadziwiająco odporny. Jakoś nie daje sobie wmówić, że kąpiel zmaże na wieki wszelkie jego kocie troski.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Aaa, tu się zaszyłeś! Zaraz poodsuwam co się da i cię wydobędę. Umyjemy łapeczki.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- &lt;em&gt;Wykluczone. Sprzatam, nie widzisz? Ja rozumiem, że to najdalszy kąt kuchni, ale naprawdę trzeba tu czasem odkurzyć i pomyślałem sobie, że to jest najlepszy moment. Zobacz, pościeram ci ładnie, oo, poodkurzamy, dawaj, pewnie zapomniałaś, tyle się tu ostatnio działo, ja ci teraz pomogę, czasem trzeba między ścianą a lodówką troszkę odkurzyć, wiesz, bo jak nie to można...&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;- Mirmiś! Chodź tu chłopie, czasu nie ma! - stękam przy nieplanowanym przemeblowaniu.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- &lt;em&gt;Ojjjj, coś mi się w łapkę stało, no popatrz zupełnie nagle, może mi się co wbiło, może ja sobie teraz przemyję, wiesz, żeby się zakażenie nie wdało alboco...&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;- Misiunia! chodźże wreszcie, jak pragnę zakwitnąć! Kici-kici, dobry kocurek, chodź do Ani!&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- &lt;em&gt;Ja? Do mnie mówisz? Nieee, ja nie Mirmiś, miesza ci się cosik. Zupełnie jak w takim filmie jednym o pani, co jechała z drugą panią pociągiem, a potem się okazało, że wcale tej pani nie było, nie tak się nazywała i ty też się teraz mylisz, no mylisz się mówię jużdobraidę!!&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;*******&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Po pięciu minutach daleka jestem od kląskań i świergotania. Pochylona nad wanną, w której tkwi mokrusieńki pers staram się jednocześnie trzymać prysznic, polewać, ustawiać temperaturę wody, przytrzymywać kota, sprawić, by nie wyskoczył z wanny (moje ramię i plecy traktując jak drabinkę), miziać czule po brzuszku, drapać pod bródką, smyrać za uszkiem, uspokajać i - co bodaj najwazniejsze - prać futerko. Kot, polewany wodą, siedzi bardzo grzecznie, jednak w upiornym rytmie, regularnie co dwie sekundy, wciąż w tym samym tonie - wydaje z siebie żałosne, pełne bezgranicznego wyrzutu, napiętnowane niewyobrażalną skargą: MIAU!... Zadziera przy tym główkę i patrzy mi głęboko w oczy - tak! żebym wiedziała! żebym sobie nie myślała! że on mi tego - oooo nieeee!! - nie zapomni! ...przez najbliższy kwadrans.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Poza łazienką odbywa się tymczasem inne pandemonium. Najbardziej wykwalifikowana muzułmańska płaczka pogrzebowa nie jest w stanie wydobyć z siebie jęków tak rozpaczliwych, jak te, które dochodzą z przedpokoju. Za płaczkę robi Czesio, który w tych dramatycznych chwilach uzmysłowił sobie, że lubi Mirmisia, że Mirmiś jest malutki, że go potrzebuje, woła i on - Czesio - musi go chronić!&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Utopiona w studni kociego wyrzutu, mokra nie mniej od kąpanego kota, z kręgosłupem, który omal mi nie pęknie, z uszami przepełnionymi makabryczną skargą i szkarłatnymi wypiekami na licu - po kilkunastu minutach kończę kocie ablucje.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Mąż mój siedzi przez cały ten czas tuż obok i... robi zdjęcia z tej sielankowej rodzinnej imprezy. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;- Ręczniki - rzucam krótko, nie mogąc wydobyć głosu i jednocześnie usiłując przekrzyczeć pyzatą płaczkę.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Małżonek w dyrdy udaje się do pokoju. Akcja musi być sprawna, bo przestałam polewać i ofiara katowskiej kąpieli może wyskoczyć z wanny, zalewając łazienkę hektolitrami wody z futerka. Tymczasem do łazienki wpada Czesławek i mam wrażenie, że jego okrągłe oczęta stają się jeszcze bardziej okrągłe.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;- Oj, ty mały, oj głupiutki, tak się dałeś, oj nieboraku, oj chudziaku, ojojojoj, o laboga, o matko bosa często chora, ooo, co teraz będzie, co my nieszczęśni poczniemy, ojojojojoj!!!&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;- Dawajże te ręczniki, zabierz tego kota i zamknij dziób! To znaczy - nie ty zamknij, tylko niech on zamknie, a ty zamknij drzwi, bo eksploduję i bedziesz miał robotę!!! &lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Już, już, co ty się tak denerwujesz!&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Ja. Się. Wcale. Nie. Denerwuję. Ja jestem spokojnym oceanem! Rozłóż ręcznik! Ręcznik, mówię, a nie serwetkę!! Tak, ten jest za mały. Kąpielowy musi być. Dobrze. Rozłóż, ja kota wsadzę i wiesz - jak naleśnik. Zawijaj go jak naleśnik. Jak naleśnik zawinięty w rurkę, nie w trójkącik!!!!!! On ma się nie ruszać!!&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 305px; DISPLAY: block; HEIGHT: 324px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5563117754073466546" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TTQqH2c3xrI/AAAAAAAAHaU/lN31yqu6XOw/s320/Piero%25C5%25BCek.jpg" /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Ufff, zrobione, no daj Ani buzi. Teraz schniemy ładnie. Nie, nie będzie suszarki, schniemy sobie jak larwa w naleśniczku, to znaczy - tfu!!! - jak motylek w pierożku, nie - też źle - nieważne, jak motylek, no gdzietyznówidziesz?!&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Mirmiś po 10 sekundach od zawinięcia nie chce udawać nadzienia w pierożku ani larwy w naleśniczku. Nie chce udawać w ogóle niczego. Odzyskuje zaiste niespotykany wigor i sobie tylko znanym sposobem uwalnia wszystkie odnóża, czmychając w miejsce jak najmniej dostępne. Z partią ręczników przyciskaną rozpaczliwie do łona padam na kolana przed byle dziurą, starając się wydobyć mokrego nieszczęśnika ulokowanego na lodowatych kaflach (nigdy nie ucieknie w kąt wyłożony dywanem! nigdy!). Potem następuje przewijanie, owijanie, naleśniczkowanie i pierożkowanie w coraz to nowe partie ręczników, bowiem mała kudłata larwa nie lubi suszarki, a ręczniki, wiecie, jakieś takie badziewne są i dziwnie szybko nasiąkają wodą. Tymczasem, jak mawia moja przyjaciółka Renatka: "kota się pierze, ino nie wykrynca" - trzeba więc dysponować do jednej kąpieli taką ilością ręczników, która godna będzie wyprawy Jagny Borynowej.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Po zakończeniu całej operacji jestem ledwie żywa. Jak przez mgłę dochodzi do mnie radosna propozycja:&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Chodź, dawaj teraz wykąpiemy Jożika! - kląska mój roześmiany mąż, sadowiąc się w łazience z aparatem w dłoniach.&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 320px; DISPLAY: block; HEIGHT: 289px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5563092534632353394" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TTQTL4tjjnI/AAAAAAAAHaM/c6UCtC667TE/s320/kocham%2Bci%25C4%2599.JPG" /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-741002434354637096?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/741002434354637096/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/01/inne-oblicze-profesorka.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/741002434354637096'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/741002434354637096'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/01/inne-oblicze-profesorka.html' title='Bo kota się pierze, ino nie wykręca!'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TTNpuUdNhGI/AAAAAAAAHZ4/vFlGwuUb3gY/s72-c/mirmil.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-8972465279326200629</id><published>2011-01-15T01:17:00.000-08:00</published><updated>2011-01-16T15:45:50.143-08:00</updated><title type='text'>Profesorek.</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TTGAyaEzlTI/AAAAAAAAHZg/_WeUeVi7Y58/s1600/profesor.JPG"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 320px; DISPLAY: block; HEIGHT: 242px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5562368618260567346" border="0" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TTGAyaEzlTI/AAAAAAAAHZg/_WeUeVi7Y58/s320/profesor.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Na powyższym zdjęciu profesor Misiosław Misiosławski z dumą prezentuje nowy serwer Uniwersytetu Mirmiłowa. Wejdźmy jednak za kulisy tego doniosłego wydarzenia i prześledźmy, jak do niego doszło. Scharakteryzujmy też pokrótce sylwetkę Profesora.&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TTGeLlMhdbI/AAAAAAAAHZw/WWv72bLWD3g/s1600/30clj6b.jpg"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 0px 10px 10px; WIDTH: 288px; FLOAT: right; HEIGHT: 320px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5562400936579659186" border="0" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TTGeLlMhdbI/AAAAAAAAHZw/WWv72bLWD3g/s320/30clj6b.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Profesor Misiosław nie zawsze jest tak poważny i dystyngowany, na jakiego wygląda. Jest on w gruncie rzeczy niezmiernie przychylny nie tylko nam, maluczkim, ale w ogóle całemu światu. Ma swoje pasje. Poza namiętnym hodowaniem storczyków, profesor oddaje się też łowiectwu. Jego wyprawy trzeba jednak traktować z przymrużeniem oka i taktownie nie rozprawiać o nich w szerszym towarzyskim gronie. Ulubioną bowiem zwierzyną łowiecką profesora są ... muchy. Wielkim doprawdy kunsztem i profesjonalizmem wykazać się musi myśliwy, który pragnie zakończyć z sukcesem polowanie na tę zwierzynę. Misiosławski ponadto jest ambinty i stara się łowić wyłącznie na parapetach okien osłoniętych żaluzją. Zwierzyna niczym w sidła dostaje się pomiędzy deseczki, Misiosławskiemu wydaje się, że oto jest już o krok od spektakularnego sukcesu, gdy nagle rozsierdzona mucha uwalnia się z żaluzyjnych sideł, pędzi z obłędem w oczach w kierunku myśliwego i ten - gotując się do jej uchwycenia - spada niemal z hukiem z parapetów. Piszę "niemal z hukiem", bo spada na łóżko, czesto pociągając za sobą przeszkody stojące na łowieckim terenie - czyli storczyki w doniczkach. Profesor ma jednak zbyt wiele klasy, by swe niepowodzenia zbyt długo i dramatycznie przeżywać. Jego wrodzone poczucie humoru pozwala mu podchodzić z dystansem do licznych klęsk i wciąż na nowo podejmować próby zbudowania wizerunku myśliwego, który nigdy nie chybi. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;Niekiedy, jeśli przypadkiem odstąpi od swych ambitnych planów łowienia na trudnym terenie, udaje mu się rzeczywiście upolować grubego zwierza. Na przykład ćmę. Tu jednak daje o sobie znać złote serce profesora Misiosławskiego. Nie chcąc bowiem, by zwierzyna zbyt długo się męczyła - profesor rychło ją topi. Najlepiej w kubku do kawy, należącym do jego gosposi. Poza uprawą storczyków profesor podejmuje tez próby wydobycia ekstraktu z... fiołków afrykańskich. Nie bardzo wiadomo, czemu mają służyć owe tajemnicze działania, prowadzone są jednakoż na wysoką skalę. Profesor jest empirystą i nadzieję na odniesienie sukcesu pokłada wyłącznie w doświadczaniu, nie zaś w teorii. Każdy zatem kwiatek fiołka musi być przezeń dokładnie przeżuty (jak to mówi gosposia: wyciućkany) i pozostawiony do dalszego kwitnienia. Problem w tym, że on już dalej kwitnąć nie chce, zatem profesor podejmuje te same czynności względem kolejnej rośliny. Na razie jego doświadczenia nie przyniosły niestety żadnych efektów, ale jesteśmy dobrej myśli.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Nasze rozważania rozpoczęliśmy jednakże od serwera. Pasją profesora jest bowiem informatyka. Nim kolejny gotowy komputer zostanie oddany do użytku mirmiłowskiej braci, profesor nadzoruje jego powstawanie. Ponieważ w tej dziedzinie jego wiedza już nie jest oparta na praktyce, popada on w bezustanne konflikty z podwykonawcami, zwłaszcza niejakim Piotrem. Piotr ma pewien nietaktowny i kłopotliwy zwyczaj - upiera się mianowicie, nie bacząc na prestiż profesora, iż właśnie takich a nie innych kabli, oplotów i śrubek używać należy, podczas gdy profesor jest dokładnie odmiennego zdania. Z właściwą sobie pogodą Misiosławski po prostu odbiera podwykonawcy jego narzędzia i nie wdając się w zbędne dyskusje - wynosi je precz. Uważa, że niestety nie może Piotra ani na chwilę zostawić samego, bo nie wiadomo co gotów jest w owym komputerze umieścić. Piotr się irytuje, woła gosposię, ta usiłuje delikatnie wyprawić profesora na polowanie, profesor zaś odchodzi, owszem - zabierając ze sobą informatyczne narzędzia. Polowanie mu nie wychodzi, stale bowiem rozmyśla o tym, co podczas jego nieobecności uskutecznia podwykonawca i jakie będą konsekwencje jego błędów. Wraca zatem rychło, ku niemałemu zniecierpliwieniu Piotra, i rzecz cała rozpoczyna się od początku.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Ale bądźmy wyrozumiali, wszak każdy ma jakieś słabostki.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;*****************************************************&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Kochani, pragnę zaznaczyć, ze ów wspaniały obraz widniejący w poście i zatytułowany "Pasja myśliwska Profesora Misiosławskiego" spłynął do Mirmiłowa jako niebagatelny dar od rysowniczki Ewy. ( &lt;a href="http://www.dragonlady.pl/"&gt;http://www.dragonlady.pl/&lt;/a&gt; ) Jesteśmy nieopisanie wdzięczni! &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-8972465279326200629?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/8972465279326200629/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/01/profesorek.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/8972465279326200629'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/8972465279326200629'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/01/profesorek.html' title='Profesorek.'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TTGAyaEzlTI/AAAAAAAAHZg/_WeUeVi7Y58/s72-c/profesor.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-1281235453995038021</id><published>2011-01-14T07:39:00.000-08:00</published><updated>2011-01-15T04:54:06.978-08:00</updated><title type='text'>Jak donosi prasa...</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TTB78gEL8mI/AAAAAAAAHZY/fOCiMjDI2Cc/s1600/gazeta.jpg"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 0px 10px 10px; WIDTH: 320px; FLOAT: right; HEIGHT: 240px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5562081819132424802" border="0" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TTB78gEL8mI/AAAAAAAAHZY/fOCiMjDI2Cc/s320/gazeta.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Do tymczasowej, zagranicznej siedziby władz Mirmiłowa już od północy zaczęły docierać mniej lub bardziej krzepiące meldunki.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Pierwszy z nich krótko wykazywał, iż Kraina Niebieskiego Kota cieszy się sporą popularnością i w rankingu tworzonym przez osoby ją odwiedzające plasuje się na zaszczytnej trzeciej, (a ostatnio nawet drugiej) pozycji. Centrum dowodzenia wyraziło swe głębokie zadowolenie, tym większe, że usiłuje ze swej siedziby sprostać pewnemu wyzwaniu i poinformować świat o możliwości wirtualnego przybycia do Mirmiłowa i ocenienia go. Gubi się przy tym wielce i niekiedy wyprawia w wirtualną drogę informacje nie do końca kompletne. Centrum dowodzenia czuje się zażenowane własnym brakiem kompetencji i zobligowane do przeprosin. Na szczęście pewna miłośniczka Mirmiłowa, przytomna osoba o niemiecko-angielskim pseudonimie stara się skierować rozszalałe, a niezborne działania Centrum na właściwy tor. Za co, oczywiście - dziękujemy. Władze Mirmiłowa zobowiązują się niniejszym do podniesienia swych umiejętności z zakresu radzenia sobie z technologicznymi wyzwaniami. Jako usprawiedliwienie wytaczają argument o pozostawaniu w głębokim stresie.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Drugi, obszerniejszy, poranny komunikat donosił, iż na terenach Mirmiłowa nadal panuje świąteczne zawieszenie broni między Czesławem (pseudonim "Pyzuś"), a Pollyanną (pseudonim "Polcia Galopka"). Co więcej Polcia zbliżyła się do dezertera Jożika, który - przypomnijmy - u zarania konfliktu zdradził kogo się dało i umknął z pola walk. W ostatnich dniach jednakże przedsiębiorcza dama przekonała go do siebie i zintegrowała z nim do tego stopnia, że oddają się nawet wspólnym rozrywkom - np. zabawie nocą w podchody. W kłopotliwej sytuacji znalazł się tym samym, sprawujący nad wszystkim pieczę, gen. Duży, któremu Polcia przy nieocenionej pomocy Jożika usiłuje odebrać obszar nocnego pobytu, czyli łóżko. Sugestie, iż tak ogromnych terenów nie będzie w stanie zagospodarować nie odnoszą spodziewanych skutków. Duży grozi podaniem się do dymisji i przeprowadzką w miejsca zdecydowanie mniej uczęszczane. Zakupiony przezeń ostatnio podręcznik survivalu mógłby sugerować, że słowa generała nie są bynajmniej czczą pogróżką.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Dymisja Dużego zaowocować może poważnym kryzysem na terenach Mirmiłowa. Optymistycznie zakłada się jednak, że Jożik, przed którym roztoczona zostanie wizja samotności, a być może nawet braku posiłków, natychmiast odstąpi od pomocy udzielanej Polci i gen. Duży odzyska swoją własność. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Jak widać mieszkańcy Mirmiłowa bawią się, kochają i kombinują, całkowicie lekceważąc napiętą atmosferę, jaka wokół nich gęstnieje. Centrum dowodzenia spod francuskiej granicy mnoży swe wysiłki, by podnieść atrakcyjność Krainy Niebieskiego Kota w oczach wirtualnych turystów i utrzymać jej wysoką pozycję w funkcjonującym ostatnio rankingu. Zachodzi obawa, że przed zakończeniem całej akcji Władza nabawi się poważnego rozstroju nerwowego. Jeśli jednocześnie generał Duży poda się do dymisji, nad Mirmiłowem zawisną czarne chmury. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Mieszkańcy zupełnie się tym nie przejmują, pokładając ufność w Dużych i historii, która odnotowywała już przypadki gróźb wszelakich. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-1281235453995038021?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/1281235453995038021/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/01/mirmiowska-prasowka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/1281235453995038021'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/1281235453995038021'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/01/mirmiowska-prasowka.html' title='Jak donosi prasa...'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TTB78gEL8mI/AAAAAAAAHZY/fOCiMjDI2Cc/s72-c/gazeta.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-8485462574815357679</id><published>2011-01-13T06:52:00.000-08:00</published><updated>2011-01-14T16:00:01.926-08:00</updated><title type='text'>Kot, który siada po ludzku...</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TS8bR06yd3I/AAAAAAAAHZI/GpeB5OTUTP4/s1600/IMG_2675.JPG"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 320px; DISPLAY: block; HEIGHT: 240px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5561694057902798706" border="0" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TS8bR06yd3I/AAAAAAAAHZI/GpeB5OTUTP4/s320/IMG_2675.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TS8a7OaStyI/AAAAAAAAHZA/rk2aD6EEBew/s1600/no%2Bni.JPG"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 314px; DISPLAY: block; HEIGHT: 320px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5561693669608830754" border="0" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TS8a7OaStyI/AAAAAAAAHZA/rk2aD6EEBew/s320/no%2Bni.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Kiedy po raz pierwszy ujrzałam siedzącego "po ludzku" Jożika, byłam pewna, że... połamie sobie kręgosłup. Trzymiesięczne kociątko fajtnęło bowiem niespodziewanie łapkami, zawinęło się jakoś przedziwnie i - usiadło. Z wyprostowanymi pleckami, przednimi łapkami ulokowanymi na łysawym, różowym brzuszku i z filozoficzną minką. Posiedziało, podumało przez chwilę i z nietkniętym kręgosłupem powróciło do normalnego funkcjonowania, a mąż i ja odzyskaliśmy mowę. Mały Jożik siadał potem w ten niezwykły sposób jeszcze parę razy, i z czynności tej szybko wyciągnął naukę: należy tak siadać, bo wtedy wszyscy wokół śmiesznie pokrzykują, rzucają wszelką robotę i z gulgotem, buczeniem lub gruchaniem, które ma uchodzić za pieszczotliwe przylatują głaskać kota. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;Mądry kot szybko wykorzystał ten stan rzeczy i zaczął siadać "po ludzku", ilekroć zachciało mu się zwrócić na siebie uwagę. &lt;em&gt;Duża za długo zajmuje się gośćmi? - no to ja sobie siądę tuż pod nogami, gdy będzie niosła wrzącą herbatę. Robi prasowanie zupełnie bez sensu? - to ja sobie usiądę pod samiutką deską, żeby łapać kabelek od żelazka. Po co rozrzuciła znów tyle tych papierów?! Bałagan tylko! Że niby ważne i szuka czegoś? - przesada, siądę sobie na nich, niech mizia po brzuszku, bo od tego jest! &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Pewnego dnia kocurek poczuł się naprawdę wyjątkowo zirytowany. Duża i Duży sprzeczali się bowiem dość ostro, zakłócając uwielbiany przez koty ład, porządek i mir domowy. Ponadto znów z jakiegoś, doprawdy niezrozumiałego powodu nie zwracali uwagi na swego rozczochranego pieszczocha, który tym samym poczuł się zmuszony do interwencji. Pozostawał wszak chwilowo poza nawiasem życia rodzinnego, co się nieczęsto zdarzało. Był wykluczony z dyskusji! Nikt nie czuł się zobowiązany do udzielenia mu kilku spokojnych informacji i podrapania za uszkiem! &lt;/div&gt;&lt;div&gt;Gdy więc burza miała sięgnąć zenitu, Jożo usiadł sobie dokładnie pośrodku nas, spierających się małżonków, i podniósłszy mały łepek, odwracał go raz w jedną, raz w drugą stronę, uważnie słuchając tego, kto akurat dorwał się do głosu. Gdy dotarło do nas, że oto mamy między sobą malutkiego, rozczochranego mediatorka, który opierając łapki na brzuszku z uwagą przysłuchuje się naszym wrzaskom, sprzeczka zakończyła się jak ręką odjął. Nie sposób kłócić się w podobnej sytuacji. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;Dorosły Jożik już niemal w ogóle nie siada jak kot, tylko zawsze jak człowiek. Grubiutki Czesio, widząc jakie rozczulenie i zainteresowanie otoczenia budzi ta poza, usiłuje ją niekiedy "zgapić". Bez powodzenia. Opływowe, łagodnie rzecz ujmując, kształty sprawiają, że kocurek przewraca się na bok. Polci, mimo kilku prób, udało się powtórzyć sztuczkę raz - z oparciem. Misio natomiast nie próbuje wcale, bowiem tkwi w głębokim, niezłomnym przekonaniu,że i bez tego jest uroczy i absolutnie najpiękniejszy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-8485462574815357679?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/8485462574815357679/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/01/kot-ktory-siada-po-ludzku.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/8485462574815357679'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/8485462574815357679'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/01/kot-ktory-siada-po-ludzku.html' title='Kot, który siada po ludzku...'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TS8bR06yd3I/AAAAAAAAHZI/GpeB5OTUTP4/s72-c/IMG_2675.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-1696936846098398716</id><published>2011-01-12T04:26:00.000-08:00</published><updated>2011-01-13T08:29:01.730-08:00</updated><title type='text'>Dziękujemy!</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TS2ridoEljI/AAAAAAAAHW4/64kh3CxDkGY/s1600/koci%2Bkola%25C5%25BC.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 320px; DISPLAY: block; HEIGHT: 187px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5561289723429033522" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TS2ridoEljI/AAAAAAAAHW4/64kh3CxDkGY/s320/koci%2Bkola%25C5%25BC.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Po niespełna dobie od rozpoczęcia głosowania Mirmiłowo znalazło się na trzecim miejscu, a jego autorka w spektakularny sposób spaliła obiad, straciła zdolność wykonywania najprostszych domowych czynności i po raz pierwszy w życiu miała normalny puls, gdyż zwykle niewiele się on różni od pulsu nieboszczyka.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Biegając nieprzytomnie i bezcelowo po mieszkaniu (puls w normie to nowość dla mego organizmu), upuszczając co rusz rozmaite przedmioty (wśród których nie było na szczęście żadnych cennych dóbr narodowych) usiłowałam ułożyć sensowny post z konstruktywnymi podziękowaniami za dotychczasową pomoc. Tymczasem świadomość, iż zdobyliśmy sympatię tak dużej grupy osób wzrusza ogromnie i powoduje dziwną piśmienniczą niemoc. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#990000;"&gt;Dziękujemy Wam, Drodzy Czytelnicy. Całym serduchem&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;. Pozostaje prosić, byście pomogli nam utrzymać tak wysoki wynik także do końca głosowania. Konkurs konkursem, ale sympatia ludzka jest po prostu bezcenna i jako taka - cieszy najbardziej.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Cieszy też fakt, iż tyle osób chce czytać o kotach właśnie. Nie chciałabym, aby ktokolwiek sądził, że przypisuję im niekiedy cechy ludzkie, przedstawiam podobne ludzkiemu spojrzenie na świat, tylko dla podniesienia atrakcyjności bloga. Oczywiście, zależy mi, aby czytało się go lekko i przyjemnie, lecz przede wszystkim chciałabym, aby osoby, które tu zaglądają, a być może kota nigdy nie miały, dostrzegły jak kochające i jak zafascynowane światem są te stworzenia. Jak zmieniają się ich charaktery i - co najważniejsze - jak dalece, jak mocno kot przywiązuje się do właściciela. Kocie serduszko jest studzienką bez dna i to pełną niespodzianek. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Niekiedy, jak w przypadku porzuconej &lt;strong&gt;Polci&lt;/strong&gt; - kot kocha miłością trudną. Kocha i broni się przed dotykiem, a jednocześnie sam szuka bliskości. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;Czasem kocia miłość pragnie wyłączności - tak kocha &lt;strong&gt;Czesio&lt;/strong&gt;. W dzień mojego wyjazdu, Czesio przysiadł sobie na rogu wanny, gdy czesałam się w łazience. Usiadłam obok, a on - ten wielki indywidualista - wtulił swój pyzaty dziobek w mój policzek. Zaczął po swojemu gadać, coś mi opowiadał. Czesio chciałby być jeden jedyny w życiu Dużych. Dlatego nie lubi, gdy zajmujemy się czymś, co pochłania całą naszą uwagę. Marudzi wówczas, pokrzykuje, gdera. Przeszkadza do tego stopnia, że nie sposób żadnej czynności doprowadzić do końca. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;Co do &lt;strong&gt;Jożika&lt;/strong&gt; - jego świat zaczyna się i kończy na Dużym. Z Dużym ogląda filmy, z Dużym naprawia komputer, lutuje, wierci, przykręca. Gdy przychodzą goście, Jożik chowa się do kanapy. Jego świat musi być zawsze taki sam, a każda zmiana powoduje, że kocurek jest smutny, obrażony. Niedawno wszak opisywałam, ile dni unikał mnie po moim powrocie do domu. Wyjechałam, zburzyłam jego światek. Jak mogłam?!&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;No i Miś... &lt;strong&gt;Mirmiłek&lt;/strong&gt;. Mój sukces. Pierwsze posty o Mirmiłku opisywały jego apatię, lęk, wygłodzenie, obcość. Dziś jest najradośniejszą, najpogodniejszą istotką, jaką znam. Kocha wszystko i wszystkich. Cały świat jest godzien zainteresowania, a nieustająca zabawa trwa.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Kotów nie trzeba "uczłowieczać". One posiadają niezmiernie szeroki wachlarz niezwykłych cech, mają fascynujące charaktery, usposobienia. I tak bym chciała, aby dla wszystkich stało się to oczywiste. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-1696936846098398716?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/1696936846098398716/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/01/dziekujemy.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/1696936846098398716'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/1696936846098398716'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/01/dziekujemy.html' title='Dziękujemy!'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TS2ridoEljI/AAAAAAAAHW4/64kh3CxDkGY/s72-c/koci%2Bkola%25C5%25BC.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-9075584572006729376</id><published>2011-01-10T08:50:00.001-08:00</published><updated>2011-01-10T11:44:46.651-08:00</updated><title type='text'>Witamy w Nowym Roku :)</title><content type='html'>Stary Rok odchodził, rozsiewając po Mirmiłowie ślady malutkich kocich stópek, ubrudzonych jak nieszczęście - białym, remontowym pyłem, rzecz jasna. Leniwe grubaski, najczęściej zanużone po czubki wąsów w zimowym śnie, tym razem pozwoliły Dużej uskuteczniać do woli remontowe założenia, szaleć z frezarką i pędzlem. Miś zrezygnował z kokoszenia się w chmurze pyłu i tylko białe pieczątki łapek wyraźnie wskazywały, iż Misio sobie bywa tu i ówdzie, gdy nikt nie zwraca na niego większej uwagi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na czas świąt ustały też działania wojenne na mirmiłowskim froncie. Od czasu do czasu słychać było z oddali krótkie odgłosy incydentalnych walk - gdy któraś z wrogich stron przekroczyła wyimaginowaną granicę o dwa palce. Strat w pogłowiu nie odnotowano.&lt;br /&gt;Święta przebiegły niezmiernie spokojnie. Czesio, jak zwykle wielce zbolałym tonem, zdołał omówić ze mną wiele istotnych spraw i poruszyć masę problemów kociej egzystencji. Pola uświadamiała mi co noc, że "&lt;em&gt;no wiesz, kochana, życie jest pełne zmian. To, że jesteś JEGO żoną nie oznacza bynajmniej, iż mruczysz piękniej ode mnie i że ON naprawdę woli spać z tobą niż ze mną. W zasadzie nie słyszałam , aby jednoznacznie naświetlił swe stanowisko w owej kwestii. Nie chcę być konfliktowa, ale nie widziałam też nigdzie aktu własności niniejszego łóżka". &lt;/em&gt;Tak. Zawsze chciałam być taką damą jak moja kotka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z wielką melancholią dostrzegłam, że nasi koci podpieczni ostatecznie dorośli. Wyciszyli się, uspokoili, ukształtował im się charakterek - każdy inny, każdy przesiąknięty indywidualnością i - przywiązaniem do nas. W blasku świec i choinkowych ozdób, na miękkich, świątecznych poduszkach, otulone śniegiem i zapachem pomarańczy - Mirmiłowo zamarło, ukołysane ciepłem, spokojem i miłością. "A na Ziemi pokój ludziom i... zwierzętom".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatniej nocy, którą spędziłam w domu, po raz pierwszy przyszedł do sypialni Jożik. Mocno wtulił pyszczek w moją twarz i rozmruczał się na całego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Nie wyjeżdżaj, no co ty? Ja się tylko trochę obraziłem. Od Joża wyjedziesz? Ej, no nie bądź głupia. Zobacz, pada tam, mokro, no gdzie i po co będziesz jechała. Jożo ci tu zamruczy jeszcze. &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Że się miesiąc nie odzywałem? O to się gniewasz? Oj tam zaraz - kotów nie znasz. Już mi przeszło, nie przejmuj się wcale. Nie pojedź, co? Dobrze? Cię kocham...&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Tym razem nie odliczam dni, nie myślę ile jeszcze zostało. Staram się kolejny wyjazd traktować jak inwestycję we własną umysłowość: uczę się dwóch języków, czytam. Sama siebie nieco oszukuję.&lt;br /&gt;Mój spokojny dom, to moje miejsce na ziemi. Wciąż jest we mnie nadzieja, że w nadchodzącym nowym roku znajdę pracę w kraju i będziemy wszyscy razem. Zaś bożonarodzeniowa baśń o Mirmiłowie będzie trwać lata całe.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-9075584572006729376?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/9075584572006729376/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/01/witamy-w-nowym-roku.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/9075584572006729376'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/9075584572006729376'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2011/01/witamy-w-nowym-roku.html' title='Witamy w Nowym Roku :)'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-7181005480667047008</id><published>2010-12-24T01:43:00.000-08:00</published><updated>2010-12-24T01:51:29.735-08:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TRRrTHW4LrI/AAAAAAAAHVE/hAz4scrsV1M/s1600/szopka_forum.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 320px; DISPLAY: block; HEIGHT: 320px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5554182216591355570" border="0" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TRRrTHW4LrI/AAAAAAAAHVE/hAz4scrsV1M/s320/szopka_forum.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#006600;"&gt;Kochani!&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#006600;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#006600;"&gt;Z okazji tych najpiękniejszych, najcieplejszych, najbardziej magicznych dni w roku, &lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#006600;"&gt;w Święta Bożego Narodzenia,&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#006600;"&gt;chciałabym życzyć Wam przede wszystkim &lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#006600;"&gt;spokoju, wyciszenia i odpoczynku od codziennego zabiegania.&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#006600;"&gt;Bądźcie zdrowi i radośni,&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#006600;"&gt;cieszcie się, że macie obok siebie bliskich Waszym sercom ludzi.&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#006600;"&gt;Zapomnijcie na chwilę o troskach dnia powszedniego,&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#006600;"&gt;wsłuchajcie w kolędę i przytulcie, kogo kochacie.&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#006600;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#006600;"&gt;Wesołych Świąt, Moi Drodzy Czytelnicy!&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ania &amp;amp; Mirmiłowo&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-7181005480667047008?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/7181005480667047008/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2010/12/kochani-z-okazji-tych-najpiekniejszych.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/7181005480667047008'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/7181005480667047008'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2010/12/kochani-z-okazji-tych-najpiekniejszych.html' title=''/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TRRrTHW4LrI/AAAAAAAAHVE/hAz4scrsV1M/s72-c/szopka_forum.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-6434622731042943350</id><published>2010-12-21T11:24:00.000-08:00</published><updated>2011-01-10T10:14:02.939-08:00</updated><title type='text'>Precz obwiesie!</title><content type='html'>- "Precz obwiesie!" - takim serdecznym okrzykiem witałby się Jożiczek z braciszkami i siostrzyczką, gdyby tylko potrafił go poprawnie wyartykułować.&lt;br /&gt;Każdego ranka bowiem całe Mirmiłowo spotyka się w jednym miejscu - kuchni - i oczekuje na śniadanko. Odkąd jestem w domu zaszczyt zatykania głodnych dziobów znów przypada mi w udziale i gdy Duży urlopuje się w sypialni, ja - bezskutecznie usiłując zrobić kawę - czynię spostrzeżenia.&lt;br /&gt;Histeryczne zachowanie gromadki bierze swój początek już w chwili, gdy leżąc jeszcze w łóżku poruszę prawą nogą. Poruszenie prawą nogą oznacza bowiem, że oto przygotowuję się do wstania. Tak przynajmniej zakładają koty. W przedpokoju wita mnie wprawdzie wciąż jeszcze karny, zorganizowany szereg, jednak już wtedy każdy puchaty człon owego szeregu niemal wyłazi z niebieskiego futerka, by tylko uświadomić mi, jak nieprawdopodobnie jest głodny. Nie jadł wszak od jakiś 8 godzin! Gdy uczynię pierwszy krok, 16 tłustych łapek przestaje przebierać w miejscu i rusza na kuchnię. Następuje istne natarcie, przy czym każdego dnia odnoszę wrażenie, ze Jożik ewidentnie krzyczałby "taranem go!", gdyby tylko potrafił. O spokojnym przygotowaniu śniadania mowy być nie może, bowiem nagle pod nogami mam istny tłum, zgoła nieprzebrane gromady kotów. I nie mogę wręcz wyjść z podziwu, gdy widzę, iż tak naprawdę, po dziarskim natarciu, do zdobywania kuchni i ustanawiania nowej władzy przystąpiło raptem dwóch wojowników: Czesio i Jożik. Polcia zwykle trzyma się z boku, grzecznie oczekując jedzonka, jak na damę przystało, Miś zaś po odnalezieniu drogi do miseczek - przestaje się nimi interesować. Wychodzi z słusznego założenia, że zje sobie za chwilę i rozpoczyna delektowanie się nowym dniem, sprawdzając przede wszystkim stan storczyków w doniczkach. Uważa też, i trudno temu poglądowi odmówić racji, że zdecydowanie lepiej jada się z miseczek pełnych niźli pustych, póki co natomiast "im bardziej Miś zagląda do miseczek, tym bardziej jedzonka w nich nie ma".&lt;br /&gt;Polcia zatem siedzi, Misio uprawia storczyki, a mi wyrasta co najmniej osiem odnóży i ciśnienie podnosi się błyskawicznie. Tańczę dziko po kuchni, skrzydła szlafroka powiewają za mną różową płachtą, sznurek się plącze, a całe me jestestwo, w istnym szale, jakby dom miał za sekundę wylecieć w powietrze, usiłuje jednocześnie: umyć miseczki, powycierać je, otworzyć szafkę z kocimi specyjałami, wyjąć mokre, nasypać suche, otworzyć puszkę, zamknąć szafkę, upilnować kabanosków i wreszcie - napełnić miseczki ... czymkolwiek. Kapcie mi spadają w sensie dosłownym i pragnę co najmniej się roztroić. Ręce mi się trzęsą, gromko i rytmicznie pokrzykuję, sypię, zrzucam, rozsypuję, zamiatam stare, potem rozsypane nowe, myję, wycieram, usuwam galaretkę, uspokajam wystraszonego Cześka, na którego łepetynę spadła aluminiowa miseczka i z dzikim łoskotem potoczyła się po kaflach, zaś na koniec - usiłuję ustawić na podłodze dokładnie cztery miseczki na raz. Trudne to jest.&lt;br /&gt;Czemu mi tak śpieszno? To proste. Jożik obmyślił doskonały sposób popędzania człowieczego niewolnika - dość subtelny, nie wymagający żadnych poświęceń i kosztów, a jakże skuteczny! Polecam każdemu zdesperowanemu szefowi tę nową, jożikową strategię zarządzania zasobami ludzkimi. Jożik mianowicie siada sobie wygodnie i z upiorną regularnością skrobie mnie, czyli swój ludzki zasób, pazurkami w łydkę, gdy tylko choć na chwilę się zatrzymam. Wydaje przy tym rytmiczny, drażniąco-popędzający, skrzypiący skrzek.&lt;br /&gt;"Eeeeee" - trrrrrr pazurkami po łydce, "eeeeeeee" - trrrrrr - "eeeeee" - trrrrrr, dopóki 4 miseczki nie pojawią się na podłodze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy się natomiast pojawią - Czesio przestaje się bać i spokojnie podchodzi do aluminiowej zastawy, Polcia przydreptuje kroczkiem damy, Miś zaś dochodzi do wniosku, że w sumie byłby uprzejmy się poczęstować. Wszak śniadanko ważne jest i ubarwia - i tak już barwny - misiowy świat. I sielanka mogłaby sobie trwać, rodzinne kocie śniadanie mogłoby przebiegać w radośnie spokojnej atmosferze, gdyby nie Jożik. Ten niszczy sielskość już u jej zarania i w degustacji, która jeszcze się na dobre nie rozpoczęła, musi nastąpić przerwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jożik bowiem krzyczy w głębi ducha "precz, obwiesie!!" i małym swym ciałkiem, niczym taranem, po głowach biesiadników dociera do miski, rozpychając się skandalicznie i bezczelnie. Zanim wytrącone z równowagi koty zdążą się wewnętrznie pozbierać i dotrwać choćby do połowy konsumpcji, Joż już jest po śniadaniu i nie widzi doprawdy powodu, by inni nie mogli się z nim podzielić. Fakt, że koty mają mu oddać swe porcje jest dla Joża oczywisty i jasny jak słońce. Od miseczki natychmiast zostaje odgoniony Misio, którego płaski pyś robi się tragicznie smutny (Miś nie pojmuje, jak można być takim niegrzecznym), następnie pożerana jest porcja Czesia, który sam ustępuje złoczyńcy (Cześ nie pojmuje, jak można być tak nieobytym), wreszcie następuje atak na własność Polci. Ta ma w nosie grzeczność i obycie, nie pojmuje jednak, jak można być tak bezczelnym i spuszcza Jożowi manto, które jednak niczego go nie uczy. Joż jest zadziwiająco odporny na wiedzę, która nie przynosi mu korzyści.&lt;br /&gt;Oczywiście pokrzywdzony Miś i Czesio dostają natychmiast nowe miseczki, ale Cześ się obraża definitywnie i aż do południa, Miś zaś stwierdza, że jednak naprawdę zje później.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-6434622731042943350?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/6434622731042943350/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2010/12/precz-obwiesie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/6434622731042943350'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/6434622731042943350'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2010/12/precz-obwiesie.html' title='Precz obwiesie!'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-8721771094807659127</id><published>2010-12-14T04:34:00.001-08:00</published><updated>2010-12-14T05:06:35.286-08:00</updated><title type='text'>Świąteczne nieporozumienie.</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TQdmgvlf-3I/AAAAAAAAHUg/-7YpaYJ5pNY/s1600/swiatecznie.jpg"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 0px 10px 10px; WIDTH: 233px; FLOAT: right; HEIGHT: 320px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5550517778473024370" border="0" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TQdmgvlf-3I/AAAAAAAAHUg/-7YpaYJ5pNY/s320/swiatecznie.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Śnieg pada niczym w bajce. Chodzę sobie po mieście, obserwuję, patrzę na dekoracje, słucham puszczanej w sklepach świątecznej muzyki. Potem siadam wygodnie z czekoladowo-cynamonową herbatą i... problem, który dostrzegam sam mi się świątecznie rymuje.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;Świąteczne nieporozumienie.&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;Od wieków w sztuce Bożego Narodzenia&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;Osiołka, wołka lud gromko docenia.&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;W jasełkach, szopce, pięknej kolędzie&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;Wołek z osiołkiem z pewnością będzie.&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;Jagnię też taszczy pastuszek-niebożę&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;Wszak szopka bez nich istnieć nie może!&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;Lecz nie pomyśli nikt z wiernych gromady&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;Kto w stajeneczce myszom dał radę???&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;Przyznam dziś szczerze, że mnie to dziwi,&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;Te Biblii różne interpretacje.&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;Stajnia bez kota?! Kto taką widział?&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;Który z tłumaczy, mędrców ma rację?&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;Stajnia bez kota istnieć nie może&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;Tu nie ma miejsca na wątpliwości,&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;Stajnia bez kota byłaby żartem,&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;Dowodem wielkiej osobliwości.&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;Skoro to jasne, mój bunt wciąż rośnie,&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;Ja nie przyjmuję tego porządku!&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;Bo skoro kot był, to czyż pozwolił&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;Marznąć gdzieś w żłobie małemu Dzieciątku?&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;To niemożliwe, to wina ludzi&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;Oszołomionych cudów mnogością.&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;Że nie dostrzegli, nie uwiecznili,&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;Iż ktoś Maleństwu... mruczy z miłością.&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-8721771094807659127?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/8721771094807659127/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2010/12/%C5%9Bwi%C4%85teczne-nieporozumienie.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/8721771094807659127'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/8721771094807659127'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2010/12/%C5%9Bwi%C4%85teczne-nieporozumienie.html' title='Świąteczne nieporozumienie.'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TQdmgvlf-3I/AAAAAAAAHUg/-7YpaYJ5pNY/s72-c/swiatecznie.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-4855674066044822327</id><published>2010-12-13T16:24:00.000-08:00</published><updated>2011-02-24T04:16:59.943-08:00</updated><title type='text'>Dałam się omamić.</title><content type='html'>Tak. Dałam się omamić wszechpotężnemu przedświątecznemu konsumpcjonizmowi i komercji. Ideały wzięły w łeb. Nie dość, że niemal mogłabym zamieszkać w kiczowato ustrojonym Empiku, nie dość, że folguję naturze sroki i z rozczuleniem przyglądam się wszystkiemu, co się świeci, wypiskuje kolędopodobne nutki, mryga i świątecznie pachnie, to jeszcze dziś sama siebie namówiłam na pewien uroczy drobiazg, tylko dlatego, że widniała na nim czapeczka Mikołaja! A wszystkiemu jak zwykle winne koty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem oszczędna. Wydatki planuję z dużym wyprzedzeniem, a jednak nie potrzeba szczególnych umiejętności handlowych, by sprzedać mi niemal wszystko. Wystarczy wiedzieć, że zawsze z morza rozmaitych produktów bezbłędnie wyłowię ten jeden jedyny - związany z kotem. Wystarczy go tylko sprytnie podrzucić. Szafki pękają mi w szwach od kocich kubków, na ścianie wiszą kocie kalendarze, namiętnie poszukuję wygodnej torby z kotem i zbieram butelki po winie, na których wyrysowano kocią podobiznę. Z tym ostatnim jest ciężko. Na etykietkach widnieją byki, żaby, jaszczurki, aligatory i w ogóle niemal całe zoo, ale kota jak na lekarstwo. A dla mnie przy kupnie wina naprawdę nie liczy się stopień nachylenia zbocza winnic, smak, kolor, aromat i pochodzenie! Kota na etykietce się domagam i tyle. No i skarpetek ładnych z kotem dostać nie mogę. Kocia podobizna wyszyta z łaski na uciechę i podobna całkiem do niczego mnie nie satysfakcjonuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnio wytrwale gromadzę elementy serwisu, który ma szansę stać się dynastycznym serwisem Mirmiłowa. Na każdym bowiem kubeczku, talerzyku czy dzbanuszku widnieje, a jakże, herb w postaci kota i złotych rybek. No i przy tym serwisie dziś poległam. Po raz pierwszy obudziła się we mnie dusza kolekcjonera, piszcząc&amp;nbsp;głośno i wielce komercyjnie: "look! it's limited edition!!" - musiałam nabyć. Mąż mnie pociesza, że z czasem dynastyczny serwis Mirmiłowa może stać się unikatem i za kubeczki z limitowanej edycji może nawet mieszkanie kupimy! &lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TQbA0SiSmOI/AAAAAAAAHUY/X0THN5mWy9E/s1600/kubeczki.JPG"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5550335595342108898" src="http://4.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TQbA0SiSmOI/AAAAAAAAHUY/X0THN5mWy9E/s320/kubeczki.JPG" style="cursor: hand; float: left; height: 190px; margin: 0px 10px 10px 0px; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-4855674066044822327?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/4855674066044822327/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2010/12/daam-sie-omamic.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/4855674066044822327'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/4855674066044822327'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2010/12/daam-sie-omamic.html' title='Dałam się omamić.'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TQbA0SiSmOI/AAAAAAAAHUY/X0THN5mWy9E/s72-c/kubeczki.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-410662504355895604</id><published>2010-12-13T13:26:00.000-08:00</published><updated>2010-12-13T17:02:53.812-08:00</updated><title type='text'>Dojechałam. :D</title><content type='html'>Dojechałam i nie omieszkałam poinformować o tym fakcie każdego, kto tylko chciał słuchać. Podróż przez zawieje i zamiecie trwała 17 godzin. Ale gdy weszłam do domu, gdy sobie przykucnęłam przed kociastymi, to poczułam jak mi lat ubywa, całe zmęczenie ucieka i pojawia się energia tak niesamowita, jakbym nigdy w życiu nie odczuwała nawet źdźbła zmęczenia.&lt;br /&gt;Koteczki na mój widok całkowicie znieruchomiały, zamarły i wpatrywały się we mnie z nieopisaną intensywnością. Gdy wyciągnęłam rękę w ich kierunku, ożywiły się natychmiast, prezentując reakcje dokładnie takie, jak przewidywałam.&lt;br /&gt;Dwoje starszaków poznało mnie od razu i natychmiast przystąpiło do powitań. Były przytulanki, mruczenie, snucie kocich opowieści, barankowanie, zagadywanie - słowem miód na skołatane serducho.&lt;br /&gt;Misio przypatrywał mi się wielce wnikliwie, nie odstępując ani na krok. Był jak mój cień - gdzie ja, tam i on. Nie opuszczał mnie ani na sekundę, taksując bezustannie idealnie okrągłymi ślepkami. Nie pozwalał się pogłaskać, ale też nie uciekał. Chodził za mną niczym przywiązany niewidzialną nitką. Nie liczyło się ani jedzonko, ani nowe zabawki, ani zupełnie nic - poza jednym, ewidentnie malującym się na jego pyszczku pytaniem: skąd ja ją znam?! Miś myślał. Miś zachodził w główkę, kogoś Misiowi przypominałam. Tylko kogo??? Nie wiem, czy sobie wreszcie przypomniał, czy może uznał, że to w sumie mało istotne - przyszedł wieczorem na mizianki i to jest najważniejsze.&lt;br /&gt;Najgorsza jednak przeprawa była z Jożikiem. Gdy tylko do niego zagadałam, odwrócił się demonstracyjnie i... na trzy dni zniknął w czeluściach kanapy. Nie pomagały żadne prośby, żadne nawoływania. Tkwiłam na klęczkach przy otwartej kanapie, z głową zanurzoną w piernatach, usiłując kabanoskami i dobrym słowem przebłagać zagniewanego kosmatego lorda - bez skutku. Rozczochraniec obraził się śmiertelnie. Nawet gdy chęć udania się do kuwetki przeważała i opuszczał on swą kryjówkę, lekceważył mnie absolutnie całkowicie, wypinając w moim kierunku wstydliwe okolice podogonkowe. Przełamał się jakoś w trzeciej dobie i przyszedł poprzytulać. Nie opowiada mi jednak nocnych bajek, jak to niegdyś bywało. Jożo demonstracyjnie zasypia osobno i jest jedynym kotem, który w nocy nie zagląda do naszej sypialni.&lt;br /&gt;Krótko po powrocie drastycznie się rozchorowałam. Nie wiem, co było powodem: wirus jakiś, bakteria czy może zbytnie wymieszanie rozmaitych polskich produktów spożywczych, na które rzuciłam się niczym pustynny wędrowiec na kałużę. Kto egzystował 3 miesiące na niemieckim wikcie, pierwsze zakupy w polskim sklepie spożywczym zrobi w sposób niepoczytalny i niemal z obłędem. Cóż, niemiecka kuchnia specyficzna jest. Przyprawy zna się tam tylko z nazwy, że o rarytasie typu ser biały, pyszny śledź czy świeżutka, pachnąca szyneczka nawet nie wspomnę.&lt;br /&gt;Delektowanie się ojczystymi specyjałami miało opłakane skutki i przykuło mnie do wytęsknionego łoża prawie na tydzień.&lt;br /&gt;Teraz powolutku odgruzowuję mieszkanie i ... delektuję się każdą chwilą, każdym przedmiotem, każdą czynnością. Niby nic się nie zmieniło, ale ja doceniłam w całej pełni to, czym mnie życie obdarowało. Co z tego, że ulica koszmarnie brzydka, klatki schodowej nikt nie sprząta, sąsiad od lat pięciu przeprowadza gruntowny remont, a dziecko bez odrobiny słuchu i talentu uczy się grać na jakowejś fujarce - tu jest moje miejsce na ziemi. Tu są moje zwierzęta, kwiaty, książki, moja kolekcja "porcelany" z kotkiem i najukochańszy ekspres do kawy. Wiem, że niebawem znów trzeba będzie pakować walizki, ale fakt ten paradoksalnie uświadamia mi, jak bardzo jestem szczęśliwa. Mam gdzie wracać. Czeka na mnie ktoś, kto pamięta, jaki żel pod prysznic lubię najbardziej, jakie pijam mleko i dlaczego wolę tschibo od jacobsa. Wyjadę znowu, bo tak trzeba, a potem będę tak wspaniale, tak cudownie głęboko cieszyć się powrotem. Gdybym nie wyjechała, nie zauważyłabym, jak dobrze, bezpiecznie, prawidłowo układa się moje życie.&lt;br /&gt;Szukam jednocześnie pracy w Polsce. Do Niemiec będę wyjeżdżać dopóty, dopóki jej tutaj nie znajdę. Chciałabym, aby te wyjazdy pozostały tylko pewną przygodą, tylko krótkim rozdziałem, epizodem. Było sympatycznie i bezproblemowo, ale taka praca nie może być moim sposobem na życie. Za bardzo kocham mój dom.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jożiczek biega po mieszkaniu i gada, gada, gada do Misia. Czesio usiłuje mi udowodnić, że owszem, jest w stanie przeżuć i połknąć źdźbło sianka, które ukradł króliczkowi. Żuje zapamiętale, chociaz sianko wychodzi mu między ząbkami. Pluje, parska, ale nie poddaje się. No bo jak to tak - taki mały królik może jeść, a on, Czesio, sobie nie poradzi? O.czy.wi.ście. że da radę. Pogryzie sianko, bo... Bo tak, bo już.&lt;br /&gt;Pola natomiast umyśliła sobie, że jest jedyną ważną istotką w życiu Dużego i nie pozwala mi z nim spać. Opiera się dupinką o moją potylicę i tak się rozpycha, że mam pobudkę kilka razy w ciągu nocy. Co wyniosę zielonooką wiedźmę na jej własne łóżeczko, to ona sobie wróci i cała zabawa zaczyna się od początku.&lt;br /&gt;Nie znajduję słów na opisanie mojej radości z powodu bycia w domu, mówienia w tak dobrze znanym mi języku, otaczania się tym, co sama sobie wybrałam. Nawet jeśli nie znajdę pracy w JG, poszukam jej w innych miastach, by częściej wracać do mojego Mirmiłowa lub przenieść je w inny zakątek Polski.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-410662504355895604?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/410662504355895604/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2010/12/dojechaam-d.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/410662504355895604'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/410662504355895604'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2010/12/dojechaam-d.html' title='Dojechałam. :D'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-8418394287348896444</id><published>2010-11-13T03:52:00.000-08:00</published><updated>2010-11-13T04:22:20.971-08:00</updated><title type='text'>Noc.</title><content type='html'>&lt;em&gt;Jest ciemna, zimna, głęboka noc. Kolejny raz zwijam się w kłębuszek na moim łóżeczku. Przewracam z boczku na boczek i nie mogę zasnąć. Jest spokój, cisza, a mi wciąż czegoś brakuje. W ciemności pojawiają się wszystkie kocie smutki, wszystkie złe wspomnienia. Ludzie, którzy znają koty tylko z nazwy powiedzieliby, że wiercę się, bo chcę iść w świat; bo kot niby zawsze własnymi ściezkami chodzi i koniecznie potrzeba mu wolności. Brrr... Wolność... Nigdy więcej. Byłam już "wolna", tam, na tych upiornych działkach, sama, samiuteńka, zupełnie bez nikogo. Wolność jest paskudna, zimna, głodna, z jednej strony bezkresna, a z drugiej - nigdzie dla małego, chorego kota miejsca nie ma. Nie, nie! Teraz nawet jak leżę na balkonie, to cały czas sprawdzam, czy Duzi są obok, niedaleko. &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Czego mi zatem brakuje? Powolutku wstaję, po cichutku, krok za kroczkiem zbliżam się do przedpokoju... Wyglądam... Czesiowi może brakować dokładnie tego samego. Może iść tam, gdzie ja i zaraz będzie kłótnia, choć ostatnio kłócimy się o wiele rzadziej. TAM jednak, do tego fantastycznego miejsca Czesio dojść mi nie pozwoli. Chyba, że śpi. Jeśli nie śpi - będzie zazdrosny. Przecież wszystkie koty świata chcą TAM być. Nawet jeśli nie znają tej malutkiej, bezpiecznej krainy, to jednak jej obraz mieszka w nich gdzieś głęboko, głęboko, i pokazuje się w snach. Strzegą go jak skarbu.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Idę sobie zatem, i idę. Krok za kroczkiem po miękkim dywanie. Ciekawe, czy zamknął drzwi. Nie! On jest mądry i kochany, nie zamyka drzwi, bo wie, że samotny kot może chcieć sobie przywędrować. Mmmm, już czuję to ciepło, ten zapach. Dotarłam. Hop! Obudzi się? Może troszkę... Tylko na tyle, by objąć mnie ramieniem i mocno przytulić. A nie mówiłam? Obejmuje, przytula, gładzi po główce. Tak, teraz jest dobrze... Oj, jak ciepło, jak bezpiecznie. Zamykam oczka, słyszę jak puka jego serce... To mnie usypia. Zamruczę mu w zamian. Niech wie, że zasypia przy nim malutkie, bezbronne stworzonko, które swoją obecnością uczynił absolutnie szczęśliwym.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Kocham Cię, Piotrusiu. &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-8418394287348896444?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/8418394287348896444/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2010/11/noc.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/8418394287348896444'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/8418394287348896444'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2010/11/noc.html' title='Noc.'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-7796506839951338431</id><published>2010-10-24T09:13:00.000-07:00</published><updated>2010-10-24T13:38:45.857-07:00</updated><title type='text'>Dziś o języku, czyli "Mój przyjaciel ... ZDECHŁ".</title><content type='html'>Jak niektórzy w Was może się orientują, pisuję niekiedy dla strony &lt;a href="http://www.zwierzak-w-domu.info/"&gt;http://www.zwierzak-w-domu.info/&lt;/a&gt; .&lt;br /&gt;Dziś Ania, założycielka strony, poprosiła mnie o artykuł na temat określeń pojawiających się w sytuacji śmierci naszych małych domowników. Poniewaz nie mam dostępu do fachowej literatury, słowników, czy bodaj cytatów belletrystycznych, napisałam słów parę od siebie, prosto z serducha, i tym chciałabym się z Wami dziś podzielić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oto artykuł. Chciałabym poznać Wasze opinie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bardzo często na forach internetowych, portalach społecznościowych czy nawet podczas prywatnych rozmów pojawia się temat śmierci zwierzęcia domowego. Zwykle w takiej sytuacji wybuchają spory o to, jakimi słowami tę śmierć określić. Ktoś powie "mój pies umarł", "mój pies odszedł" i natychmiast jakiś samozwańczy purysta językowy zaprotestuje: "nie, nie, nie, twój pies ZDECHŁ, PADŁ, to przecież TYLKO zwierzę, umierać może jedynie człowiek".&lt;br /&gt;Przyznam, że dla mnie jako filologa i osoby, która stara się dbać o poprawność językową, te dwa ostatnie sformułowania są, najłagodniej rzecz ujmując, niezrozumiałe, niekonsekwentne i... nielogiczne.&lt;br /&gt;Zastanawia mnie, ile razy podczas całego życia psa lub kota w naszym domu, przy naszej rodzinie, nazywaliśmy go "wiernym", "kochanym", "grzecznym" - czyli posługiwaliśmy się określeniami odzwierciedlającymi postawy ludzkie.&lt;br /&gt;Wchodząc w progi mieszkania jesteśmy często rozradowani, wzruszeni, bo pies "wita nas", merda ogonem, podskakuje, przynosi zabawki. I jestem przekonana, że gdybyśmy zrobili wśród naszych rodaków ankietę, pytając, co ów pies ma wówczas na myśli, zdecydowana większość odrzekłaby bez zastanowienia, że pies "się CIESZY". Mało tego - mówimy, że pies jest naszym "przyjacielem", pozwalamy, by już w przedszkolu wpajano dzieciom, że "pies jest najwierniejszym towarzyszem człowieka".&lt;br /&gt;Dlaczego zatem w chwili śmierci tegoż wiernego przyjaciela, który witał nas w progu, cieszył się na nasz widok, towarzyszył nam przez wiele lat życia, bawił się z nami i kochał nas, mamy powiedzieć, że on "zdycha"? Potrafiliśmy bez problemu wyartykułować, że pies był "wierny", potrafił okazywać "przyjaźń" i "miłość", często dla nas pracował "pilnując" dobytku, a nie potrafimy powiedzieć, że "umarł"? Nie pojmuję tego.&lt;br /&gt;Mówimy, że kot swym mruczeniem nas "wycisza" i "uspokaja", prowadzimy chore dzieci na zajęcia z hippoterapi, gdzie konie - wedle słów wielu ludzi -"pomagają im dojść do zdrowia", "leczą". Cieszymy się, gdy psy odnajdują zagubionego w górach człowieka, patrzymy z podziwem na zwierzęta uwijające się wśród gruzów po katastrofach rozmaitego rodzaju, ratujące ludzi, serce nam rośnie, gdy wodołazy wyławiają niedoszłych topielców. Potem odmawiamy tym bohaterom prawa do umierania.&lt;br /&gt;Słowo "zdychać" niesie za sobą ogromny ładunek negatywnych emocji. Często człowiek o swoim największym wrogu, kimś kto uczynił mu niewyobrażalną krzywdę, myśli: "obyś zdechł". Jest to wówczas uznawane za niegodziwe, za przekleństwo, ciężki grzech. Ciekawe, że nie jesteśmy zszokowani, gdy ktoś mówi o "zdychaniu" swego małego przyjaciela. Tak, jakby zwierzę potrafiło "kochać", "pracować", "być wierne", a nie potrafiło "umrzeć".&lt;br /&gt;"Niech zdycha!" - mówimy także o czymś, co dotąd psuło ogląd świata, przerażało, budziło grozę, często było niebezpieczne. "Padł" - mówimy o czymś słabym, gorszym, po czym spodziewaliśmy się dłuższej i konkretniejszej egzystencji. Nie rozumiem zatem, dlaczego kot, który ostrzegł przed pożarem całą rodzinę u kresu swego życia "zdycha" czy "pada". Cóż dla nas, tak słabych i też ułomnych przecież istot, jest upokarzającego w słowach "kot umarł", "odszedł"?&lt;br /&gt;Nie mamy żadnych oporów przed mówieniem "mój kot mnie kocha", "mój mruczący przyjaciel", "mój puchaty towarzysz". Dlaczego więc - raz jeszcze zapytam - mamy mieć opory przed powiedzeniem "mój kot, mój przyjaciel, który mnie kochał - odszedł, umarł".&lt;br /&gt;Byłam przy smierci kilkorga zwierząt. Należały one do mnie, lub zostały znalezione w stanie uniemożliwiającym wszelką pomoc. Zawsze najbardziej bolało mnie jedno: oto zwierzę traci jedyną rzecz, jaka naprawdę do niego należała - życie. Życie jest wszystkim, co zwierzątko posiada na własność. Ono nie ma tak naprawdę niczego innego. Rozstanie z życiem każdorazowo jest dramatem. Nie umniejszajmy tego pogardliwym słownictwem. Nie mówmy, że "tak się mówi", "to językowa tradycja". To my tworzymy język i to my tworzymy tradycję. Od nas zależy, jak jezyk i tradycja będą wyglądały. Język jest tworem żywym, ewoluującym bezustannie, podlegającym ciągłym przemianom. Od nas zależy, w jaki sposób określimy zjawiska tak ważne jak życie i śmierć. Zwłaszcza, gdy dotyczą naszych Przyjaciół.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-7796506839951338431?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/7796506839951338431/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2010/10/dzis-o-jezyku-czyli-moj-przyjaciel.html#comment-form' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/7796506839951338431'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/7796506839951338431'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2010/10/dzis-o-jezyku-czyli-moj-przyjaciel.html' title='Dziś o języku, czyli &quot;Mój przyjaciel ... ZDECHŁ&quot;.'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-4968265692932741483</id><published>2010-10-19T13:33:00.001-07:00</published><updated>2010-10-19T15:25:44.065-07:00</updated><title type='text'>Rocznica</title><content type='html'>Tak właśnie myślałam. Zanudzam Was opowieściami o emigracji, gdy tak naprawdę powinnam skupić się na puchatym i niebieskim temacie wiodącym, czyli kotach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wstyd się przyznać, ale wielce zaaferowana faktem, iż mija pierwsza połowa mego pobytu za granicą, zapomniałam o jubileuszu o wiele ważniejszym.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Moi Drodzy, oto 17 października upłynęły trzy lata odkąd w moim domu zamieszkał pierwszy kot.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Co za tym idzie, upływa trzeci rok, odkąd:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Nie zdarzyło mi się przespać w całości ani jednej nocy.&lt;br /&gt;- Przestałam bezsensownie utrzymywać, że sypialnie są tylko dla ludzi.&lt;br /&gt;- Z powodu chronicznego niedoboru czasu i nadmiaru owłosionych ubrań nie zdołałam ani razu wykreować się na Kobietę Elegancką.&lt;br /&gt;- Przekonałam się, że wyławianie zwłok rozmaitych z wiadra wypełnionego wodą może stać się czymś nagminnym i codziennym. Świadkowie nie zawsze chcą uwierzyć, że wyłowiony szary gryzoń przed śmiercią naprawdę był zabawką.&lt;br /&gt;- Uwierzyłam, że można zasnąć snem sprawiedliwego, gdy 10 kilo szczęścia spaceruje po wypełnionym pęcherzu.&lt;br /&gt;- Nauczyłam się z olimpijskim spokojem wędrować kilka kilometrów z plastikową myszką w bucie.&lt;br /&gt;- Nagły hałas i łomot dobiegający ze środka wersalki, na której siedzę nie robi na mnie najmniejszego wrażenia. Troszkę inaczej jest z gośćmi...&lt;br /&gt;- Przestałam się głupio upierać, że kawa z muchą w środku jest na pewno obrzydliwa.&lt;br /&gt;- Zrezygnowałam z utrzymywania jakoby karma kocia była tylko dla kotów - "animonda ocean" jest przepyszna.&lt;br /&gt;- Przestałam mieć jakiekolwiek złudzenia co do tego, że mogę hodować kwiaty.&lt;br /&gt;- Zdecydowanie zmniejszyła się moja wrażliwość na ból odkąd doskonale odżywione, ciężkie kocię, zafascynowane troczkiem od dresu, potraktowało moją nogę jak drewniany pieniek i zawiesiło się na niej 4 łapeczkami. A ja nie mogłam go zdjąć...&lt;br /&gt;- Przestałam wierzyć w podstawowe prawa fizyki, a przekonałam się o istnieniu wielu innych praw, przy których fizyka i matematyka po prostu wysiadają.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oto niektóre elementy nabywanej przez 3 lata wiedzy:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. Ważący 5 kilogramów kot jest w stanie zająć dokładnie całe łóżko o wymiarach 175 cm/210... Przekonanie jakoby łoże małżeńskie przeznaczone było dla małżeństw nie jest niczym więcej jak ludowym wierzeniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. 10 kilogramowy kot bez problemu ulokuje jestestwo między dwiema doniczkami na ciasnym parapecie, lecz delikatne muśnięcie doniczki ogonem, spowoduje wśród kwiatów efekt domina.&lt;br /&gt;Kot strąci kwiaty szybciej niż Ty odstawisz konewkę, którą właśnie zostały podlane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. Im mniej jedzenia otrzymuje kot, tym więcej urobku produkuje. To oczywiste.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4. Im bardziej się spieszysz, tym większe jest prawdopodobieństwo, że kot Twój dostanie niestrawności i zacznie rozliczać się z Matką Naturą "na oba końce".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5. Im doskonalej zaczynasz wypoczywać w upragnionej ciepłej kąpieli, tym większej biegunki dostaje kot, a kuweta stoi przy wannie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;6. Kot potrafi wejść wszędzie. Nie potrafi jedynie zejść z miejsc, do których Ty masz ograniczony dostęp.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;7. Z im większym bólem poczynisz oszczędności, tym głębiej Twój kot zapadnie na Tajemniczą Chorobę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;8 Im więcej wydasz na nietrafione diagnozy, tym szybciej uda Ci się samodzielnie pozbyć banalnych dolegliwości kota.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;9. W przyrodzie nic nie ginie? Oczywiście, że ginie. Kot. Zawsze wtedy, gdy Ty jesteś już spóźniona na Przełomowe Spotkanie.&lt;br /&gt;Mężczyznę da się zmiękczyć łzami? Tak, ale nie kociego. Pan Kot pojawi się przed Tobą wtedy, gdy przestaniesz płakać i wpadniesz w otępiającą rozpacz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wreszcie ostatnie i najważniejsze: dla każdego wrażliwego człeka posiadanie kota jest jedynie wstępem do posiadania kolejnych! I proszę wrażliwości nie mylić z rozsądkiem, bowiem - jak pokazuje ten blog - jedno z drugim wcale nie musi iść w parze. :D&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-4968265692932741483?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/4968265692932741483/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2010/10/rocznica.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/4968265692932741483'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/4968265692932741483'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2010/10/rocznica.html' title='Rocznica'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-1939675408128481040</id><published>2010-10-16T01:26:00.000-07:00</published><updated>2011-01-28T12:24:39.786-08:00</updated><title type='text'>Na zachód od Mirmiłowa cz. II - Duża bez kotów.</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Kochani.&lt;/strong&gt;Na wstępie swego postu chciałabym najserdeczniej podziękować wszystkim za zainteresowanie i częste pytania o to, co się u mnie zdarza i jak mi płynie czas. Dziękuję za maile, za wiadomości na Facebooku, komentowanie fotek, za pytania pojawiające się na Naszej Klasie czy ulubionych forach internetowych. To wzrusza, naprawdę. Ani przez chwilę nie czuję się tutaj samotna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie pisałam tak długo z bardzo prostego powodu. Zakorzeniło się we mnie przekonanie i przyzwyczajenie, że blog jest o kotach. Jakoś mam wrażenie, że gdy zacznę się rozpisywać na temat własnych przygód, blog straci na wartości. Stanie się nudny, bo ja naprawdę nie jestem osobą o szczególnie skomplikowanym i interesującym życiorysie. Tym samym Czytelnicy, którzy przybyli tu (całkiem licznie), by odwiedzać koty, po prostu się zniechęcą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niemniej jednak uświadomiono mi, że słów parę Czytelnikom się należy. Korzystając zatem z faktu, iż dziś lub jutro przypada półmetek mego pobytu w Niemczech postanowiałam troszkę się pozwierzać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od lat trzech świat mój poniekąd zaczyna się i kończy na kotach, nic zatem dziwnego, że znów od nich rozpocznę. Wniosek krótki i treściwy nasuwa się sam - przeceniłam swą rolę w funkcjonowaniu Mirmiłowa. Kociastym w towarzystwie Dużego żyje się niczym w raju. Na zdjęciach, które otrzymuję, widać jak na dłoni, że słowa "stres", czy "nie wolno" na zawsze zostały wyparte z główek naszych puchatych podopiecznych. Wolno wszystko. Wolno nawet przyjść z kabelkiem o 1.30 w nocy i zażądać zabawy. Wolno (wrażliwców proszę o opuszczenie tego zdania) łazić po stole, wysiadywać na balkonie do oporu i łowić muchy na parapecie aż do upojenia. Powoli oswajam się z myślą, że zapewne w moich zbiorach nie ma już ani jednej orchidei, i nawet o to nie pytam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Natomiast jeśli chodzi o moje funkcjonowanie i samopoczucie w kraju naszych zachodnich sąsiadów, to mogę już chyba powiedzieć, że pierwsza połowa pobytu minęła absolutnie bezstresowo. Bezstresowo, jeśli chodzi o "niemiecką" stronę zagadnienia, bowiem polskie realia potrafią mi dopiec nawet, gdy jestem od nich oddalona o ponad 1000 km. Ale, nie psujmy atmosfery.&lt;br /&gt;Jeśli napiszę, że dotąd czułam się tutaj jak w rodzinie, to - proszę mi wierzyć - nie będzie w tym krzty przesady. Nikt przez te 1,5 miesiąca nie dał mi odczuć, że jestem w pracy. Na każdym kroku spotykam się z dowodami wdzięczności, słyszę wiele miłych komentarzy na temat swej osoby, otoczona jestem sympatią i szacunkiem. Chciałabym po urlopie jeszcze tu wrócić.&lt;br /&gt;Dom położony jest w pięknej okolicy, wokół łąki, lasy, pastwiska. Sąsiad natomiast ma konie i pozwala mieszkającej tu dziewczynce - Lisie - oporządzać je, a potem na nich jeździć. Popołudniami chodzę do niego razem z Lisą i powoli przypominam sobie, jak to jest siedzieć na koniu, jeździć i... na drugi dzień czuć mięśnie, których istnienia nawet by się nie podejrzewało. Zwłaszcza tam, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę ;)&lt;br /&gt;Rytm życia mego podopiecznego jest niezmiernie regularny. Posiłki spożywane w ściśle określonych porach sprawiają, że w ciągu dnia nie ma się absolutnie ochoty na podjadanie, a to z kolei powoduje, że właśnie żegnam się z 7 (!) kilogramem. Tak, tak - do kraju wróci 7 kilogramów obywatela mniej!&lt;br /&gt;Mam też sporo czasu na czytanie (jakże mi tego brakowało!!) i wykorzystuję go niemal w pełni. Piszę "niemal", bowiem czasami wypada też rzucić okiem na prawidła gramatyki tego szalenie skomplikowanego języka, jakim się tubylcy posługują. Oj, ta nieodgadniona mowa kładzie się ogromnym cieniem na mój pobyt tutaj. Dogaduję się, owszem. Muszę wszak powiedzieć, co chcę do jedzenia i zrozumieć, czego się ode mnie oczekuje, ALE... im więcej słówek poznaję, im więcej zaczynam rozumieć, tym gorzej jest z mówieniem. Nie potrafię na poczekaniu wybrać odpowiedniego czasu, rodzajnika, ustawić orzeczenia w odpowiednim miejscu, zadbać o przeniesienie przedrostka na koniec zdania i jeszcze postarać się o poprawną rekcję! A ponieważ jestem filologiem, popełnianie błędów już u podstaw posługiwania się językiem deprymuje mnie jak nic innego. Siedem lat uczyłam innych poprawnego wykorzystywania daru mówienia, a teraz sama klepię bez ładu i składu. Granda i skandal.&lt;br /&gt;Jednak, mimo, iż jest mi tu bardzo dobrze, spokojnie i pogodnie, wiem, że nie jest to rozwiązanie na dłuższy czas. Bardzo tęsknię za domem i zwierzętami, bowiem o ile z ludźmi mam stały kontakt, o tyle z puchatymi już nie. Wieczorami, gdy staram się zasnąć, szalenie brak mi tych ciepłych, wiercących się ciałek. Brak mi Jożika wtulającego pyszczek w moją szyję, narzekającego Czesia, grubiutkiej Polci, która usiłuje wgramolić się na kolana, o Misiu... nawet nie wspomnę. Znacie mój stosunek do Mirmisia, co ja się będę rozpisywać. Z mężem każdego dnia rozmawiam przez gg i skype, co nie znaczy, że nie tęsknię za tym, aby mnie przytulił przed snem. Wieczory w ogóle są najtrudniejsze.&lt;br /&gt;Innym elementem codzienności, którego bardzo mi brak - jest możliwość mówienia po polsku. Na tym polu jestem niekwestionowaną patriotką. Nie mam natury poligloty. Wystarczy mi, że znam obcy język na tyle, by nie zginąć. Nie czuję potrzeby zagłębiania się w obcojęzyczną literaturę w celu szlifowania języka. Wolę zagłębiać się w subtelności mowy, którą znam.&lt;br /&gt;Na studiach profesor od filozofii usiłował przekonać nas, że cyt. "nie istnieje nic poza językiem". Przez trzy lata próbował wyjaśnić nam to zagadnienie. Cały kurs filozofii był temu podporządkowany. Niemal wszyscy oponowali. Nie ma miłości? Nie ma przedmiotów? Nie ma myślenia? - A no nie ma. - mówił Profesor. Istnieje tylko język, język kreuje rzeczywistość. Nie ma czegoś takiego jak "fakt". "Fakt" istnieje w takim kształcie, w jakim o nim mówimy. Podobnie prawda - dla jednego będzie wyrażona w takich, a dla drugiego w innych słowach. I już nie będzie obiektywna. Będzie "zbudowana" przez język. Nie wszystko jeszcze rozumiem z ówczesnych wykładów, ale jestem niezmiernie bliska stwierdzeniu, że ten człowiek miał rację. Jeśli nie potrafię jasno wyrazić tego, co czuję - nie jestem sobą. Nie i już. Jestem kimś zupełnie "nowym", niepełnym. Jestem postrzegana inaczej niż dotychczas. A jeśli nie rozumiem znaczenia słowa, to ono w mojej wyobraźni nie istnieje. Nie ma go dla mnie - tak jak mówił Profesor. Dlatego, ze względu na język, nigdy za granicą nie będę się czuła naprawdę u siebie.&lt;br /&gt;Kochani, muszę kończyć, bo odłączono prąd i zaraz wyczerpie mi się bateria. Myślę, że ciąg dalszy niebawem nastąpi.&lt;br /&gt;Pozdrawiam najserdeczniej!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-1939675408128481040?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/1939675408128481040/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2010/10/na-zachod-od-mirmiowa-cz-ii-duza-bez.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/1939675408128481040'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/1939675408128481040'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2010/10/na-zachod-od-mirmiowa-cz-ii-duza-bez.html' title='Na zachód od Mirmiłowa cz. II - Duża bez kotów.'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-2488083830151028833</id><published>2010-09-27T03:03:00.000-07:00</published><updated>2010-10-16T05:05:48.991-07:00</updated><title type='text'>Na zachód od Mirmiłowa. Koty bez Dużej.</title><content type='html'>Witajcie Kochani.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słuszne pretensje Miętki uzmysłowiły mi, że oto nadszedł czas zdania Wam pierwszych relacji z losów Mirmiłowa po wyemigrowaniu Dużej.&lt;br /&gt;Przyznać muszę, z niejakim zakłopotaniem, że moja nieobecność nie odciskuje się na mirmiłowskiej polityce zgoła żadnym piętnem. Czasem nachodzi mnie myśl, że jednak nieco przeceniałam swoją tam rolę.&lt;br /&gt;Duży daje sobie świetnie radę. Wprawdzie początkowo miał wiele wątpliwości, z których na plan pierwszy wysuwała się jedna - jakim cudem te małe ciałka im mniej jedzą, tym więcej urobku produkują - ale teraz przeszedł już nad tym niebywałym faktem do porządku dziennego. Opracował system napełniania brzuszków oraz sprzątania kuwet i losy niebieściuchów nadal toczą się jak po maśle. Miałam wielką przyjemność oglądać całe towarzystwo przez kamerkę internetową. Łobuzy są czyste, pulchne, zadbane, wyczesane i mają umyte buziole. Ptasiego mleczka im nie brakuje.&lt;br /&gt;Zachowanie poszczególnych bohaterów woła jednak o pomstę do nieba! Najgrzeczniejsza i najmądrzejsza jest Poleńka. Gdy tylko widzi Dużego, ustawia się przed drzwiami balkonowymi i na dworze spędza sobie cały dzień. Na balkonie ma kuwetkę, miseczki, łóżeczko i wraca do domu tylko wieczorem. Kiedy zaś grzeczna dziewczynka widzi, że myją wiercipiętę Misia, to ustawia się w kolejce, bo lubi mieć czyste pysio. Normalnie cud, miód i malina.&lt;br /&gt;Czesio dał jej spokój. Nie bije, nie atakuje, ale - wredota - stosuje wszelkiego rodzaju sabotaże. Na przykład śpi w jej łóżeczku, je wyłącznie z jej miseczki, układa się na dachu kuwety.&lt;br /&gt;Zrozumiał chyba wreszcie, że ataki skutkują karnym jeżykiem i niemal przestał atakować. Teraz wybiera subtelniejsze metody. O ile już się karny jeżyk zdarzy, to Cześ znosi karę godnie i zaczyna popłakiwać dopiero po kilku minutach pobytu w samotności.&lt;br /&gt;Częstym jeżykowym bywalcem stał się natomiast Miś, który zrobił się wręcz skandalicznie niegrzeczny. Startuje do ciotki Polci, walczy z nią o wszystko, a że ciotka ciężką łapkę ma - Miś zbiera energiczne, bolesne bęcki i ląduje w łazience. Tam podnosi lament, gdy tylko zamkną się drzwi. Obiecuje poprawę, zarzeka się, że więcej nie będzie, wysłuchuje pedagogicznych pogadanek Dużego, i co? I gdy tylko guzy się zagoją, startuje do Polki znowu. Pola traktuje go jak muchę uprzykrzoną, ale bywa, że nie zdzierży i przyłoży. Trudno jej się dziwić...&lt;br /&gt;Miś również w dalszym ciągu poluje i nie zraża go bynajmniej fakt, że polowania najczęściej kończą się sromotną klęską. Klęska ta dotyczy nie tylko Misia, który z łowów powraca z niczym, ale również moich kwiatów. Storczyki, hoje, sadzonki lądują na ziemi boleśnie często i - co najgorsze - jakoś nigdy nie mogą odzyskać dawnego wigoru.&lt;br /&gt;W zrzucaniu storczyków, przedziwnym trafem akurat tych, co po trzech latach zaczęły kwitnąć, celuje również Jożik. Pcha kosmatą dupinę między zieloności, diabli wiedzą, po co. Czego wśród nich szuka - nie sposób odgadnąć. Najbardziej jednak irytujący jest fakt, że tuż obok ma identyczny parapet - bez kwiatów.&lt;br /&gt;Kociaste bawią się, nie tęsknią, obrastają w futro w tempie rekordowym, apetyt im dopisuje. Nie wydają się być specjalnie zmartwione moją nieobecnością, w przeciwieństwie do Królisi. Uszatek podobno tęskni. Ja też... Obłędnie.&lt;br /&gt;Wszak &lt;em&gt;&lt;span style="color:#993399;"&gt;"Tam dom mój, gdzie zwierzęta moje"&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;... I nic tego nie zmieni.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-2488083830151028833?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/2488083830151028833/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2010/09/na-zachod-od-mirmiowa-koty-bez-duzej.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/2488083830151028833'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/2488083830151028833'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2010/09/na-zachod-od-mirmiowa-koty-bez-duzej.html' title='Na zachód od Mirmiłowa. Koty bez Dużej.'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-6911429272085241741</id><published>2010-08-22T07:11:00.000-07:00</published><updated>2010-08-22T08:17:34.772-07:00</updated><title type='text'>Tak lekko płynie w nas to lato...</title><content type='html'>... lekko, szczęśliwie, ale nie nudno! Za sprawą remontu podłogi sporo się ostatnio działo w Mirmiłowie. Ja natomiast doszłam do wniosku, że jakiekolwiek prace remontowe, uskuteczniane w towarzystwie trzech ciekawskich i roszczeniowych kocurków są przeżyciem ekstremalnym.&lt;br /&gt;Gdy wprowadziliśmy się 4 lata temu do nowego mieszkania, zbyt szybko wymyłam świeżo zafugowaną podłogę w kuchni. W niektórych miejscach fuga została wypłukana i zaczął wnikać w nią brud. Z miesiąca na miesiąc, z tygodnia na tydzień, kwestia fugi irytowała mnie coraz bardziej. Wreszcie doszło do tego, że myślałam o tej nieszczęsnej podłodze minimum 3 razy dziennie.&lt;br /&gt;Przez parę tygodni łudziłam się myślą, że nie trzeba wydłubywać starej fugi, by położyć nową. Wykoncypowałam sobie, że może wystarczy tę starą jakoś odtłuścić, odkazić, sama nie wiem, co zrobić, by po położeniu nowej miała lepszą przyczepność. Guzik. Na forum budowlanym oświecono mnie, że starą fugę muszę usunąć przynajmniej na tyle, by powstały 3-milimetrowe rowki.&lt;br /&gt;Gryzłam się tym strasznie, bowiem na pytanie, jakiego sprzętu powinnam użyć do tej operacji odpowiadano rozmaicie: noża, widelca, śrubokrętu, gwoździa... Nie żebym nie miała tych narzędzi w domu! Owszem, miałam. Brakowało mi jedynie ochoty, by bawić się w kamieniarza. Więźniem skazanym na ciężkie roboty też się jakoś nie czułam... Uznałam, że w takiej sytuacji nożem, gwoździem czy innym cudem, nie posiadając żadnych win na sumieniu, ja się bawić nie będę. Mamy XXI wiek, musi być inny sposób!&lt;br /&gt;Próbowałam podejść brata, ale on (podobnie jak mąż) zaznaczył, że owszem - nową fugę położy, ale starej skrobał nie będzie. Nie i basta! Mąż z uporem maniaka trzymał się wizji starych metod i namawiał, bym jednak popróbowała z tym nożem. Sama, oczywiście, bo on doprawdy nie widzi potrzeby. Coś mi się uroiło z tym brudem. Poza tym, on chodzi do pracy (tu szeeeeroki uśmiech), a ja mam wakacje i nudzi mi się.&lt;br /&gt;Nie nudziło mi się nigdy życiu, ale z planów remontowych nie rezygnowałam. Należało tylko znaleźć odpowiednie narzędzie. W myśl zasady: "adoptuj, adaptuj i ulepszaj" wykoncypowałam sobie, że idealnie nada się do tego celu... maleńka frezareczka do paznokci, którą przypadkiem posiadam. Tak, wiem, profesjonalna frezarka byłaby lepsza, ale mnie na nią nie stać.&lt;br /&gt;Niemcy - naród zmyślny i cywilizowany - wymyślili już maszynę do wydłubywania fug. Kosztuje ona jednak, bagatela, 100 euro i stać mnie na nią jeszcze mniej niż na frezarkę.&lt;br /&gt;W pewien słoneczny poranek przystąpiłam zatem do pracy. Szło jak po maśle, kurzyło się nieopisanie, dużo bardziej niż wskazywałaby na to moc frezareczki. Robiłam częste przerwy, by "sprzęt" odpoczął i nie umarł mi za wcześnie. Torturowana frezarka zdołała wydłubać fugi z całej podłogi, nim przy ostatnim kaflu wydała ostatnie tchnienie. Przyznam, że nie leżało to w moich katowskich planach. Zamierzałam jeszcze obrobić nią przedpokój. Nadworny medyk twierdzi jednak, że śmierć frezarki jest kliniczna i prawdopodobnie da się jeszcze przywrócić jej ducha.&lt;br /&gt;Podczas całej mojej pracy duch natomiast nie opuszczał kotów. Czesio uparł się, że będzie mi bezustannie towarzyszył. Złe go jakoweś opętało i łaził za mną jak cień. Gdy zamykałam drzwi, skarżył się jak dusza potępiona, mamlasząc, marudząc, narzekając i doprowadzając mnie do rozstroju nerwowego.&lt;br /&gt;Najgorszy jednak był Mirmił. Puchaty, nieostrzyżony, taplał się w pyle, kichał i smarkał i za żadne skarby świata nie potrafił zrozumieć, że oto po raz pierwszy w życiu ja mu czegoś zabraniam. A zabraniałam mu przede wszystkim zażywania pyłowych kąpieli.&lt;br /&gt;Miś protestował. Przecież, z której strony by nie spojrzeć - on jest cudowny, on jest cukierkiem, on jest rozkoszny i nieopisanie grzeczny, więc jak to Duża może mu na coś nie pozwalać?! Tego jeszcze w misiowym świecie nie było! Dotąd Miś był wychowywany absolutnie bezstresowo, a tu nagle, nie wiedzieć czemu, Duża podnosi larum, bo on położył się na samym szczycie wielkiej góry pyłu zamiecionego z całej kuchni.&lt;br /&gt;I o co taki hałas? Że miękko było? Że wygodnie? Że się troszkę futerko zabrudziło? Że był cały biały? No i co wielkiego. Wszyscy wiedzą, że Miś jest najpiękniejszy i najrozkoszniejszy, więc doprawdy Duża nie powinna być taka drobiazgowa.&lt;br /&gt;Gdy zaczęłam na tapicerkach w calutkim mieszkaniu odnajdować ślady malutkich stópek, myślałam, że przerobię Misia na kapcie.&lt;br /&gt;Miś po raz pierwszy formalnie się ze mną kłócił, gadał, narzekał i nieprawdopodobnie psocił.&lt;br /&gt;W ogóle - to lato należy do Misia. Został on Wielkim Łowczym Mirmiłowa i po tym, jak zainaugurował sezon polowań (wrzucając mi pierwszą muchę do kawy) - poluje bezustannie.&lt;br /&gt;Poluje, remontuje, przyjmuje gości i jako jedyny towarzyszy im przez całą wizytę. Jest niekwestionowanym Kasztelanem, zupełnie jak jego imiennik.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tu muszę się czymś pochwalić. Nasz blog ma więcej odwiedzających niż strony Kajka i Kokosza. Jeśli wpiszecie w wyszukiwarkę "mirmilowo" będziemy na pierwszym miejscu. Powiem szczerze, że taka mała rzecz, a bardzo cieszy, bo oznacza, że sporo osób nas czyta. A skoro czyta, to może nawet i lubi, za co na wszelki wypadek wszystkim naszym Gościom najserdeczniej DZIĘKUJĘ! :D&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-6911429272085241741?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/6911429272085241741/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2010/08/tak-lekko-pynie-w-nas-to-lato.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/6911429272085241741'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/6911429272085241741'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2010/08/tak-lekko-pynie-w-nas-to-lato.html' title='Tak lekko płynie w nas to lato...'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-9091669435893287353</id><published>2010-08-07T02:02:00.000-07:00</published><updated>2010-08-07T02:36:01.937-07:00</updated><title type='text'>Miałam sen...</title><content type='html'>Miałam kiedyś sen.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szłam sobie drogą w słoneczny poranek i zaczynało mi się robić coraz goręcej. Słońce z jakąś niesamowitą szybkością przemieszczało się po niebie, by zatrzymać się w zenicie. Upał był potężny, wszechogarniający. Żar lał się z nieba, a ja - nie wiedzieć czemu - miałam na sobie olbrzymią, lisią czapę. Czapa mnie gniotła, była ciężka niczym kamień, grzała jak piec i - tak mocno siedziała na głowie, że nijak nie dawało się jej zdjąć! W dodatku ciężar czapy sprawiał, że nie mogłam poruszyć głową! Brnęłam przed siebie coraz bardziej zmęczona, przytłoczona, gorąco mi było jak w piekle. Czułam się skrajnie wyczerpana. Gdy od upiornego żaru i ciężkiej czapy zaczęło mi się robić słabo - obudziłam się...&lt;br /&gt;Nie mogąc unieść głowy z poduszki, sięgnęłam ręką do czoła i odnalazłam chrapiącego na nim persiastego Jożika...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mój mąż też miał sen.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiedzieć czemu, znalazł się nagle na środku autostrady! Bez samochodu! Stał przerażony, a wokół niego śmigały wozy sportowe, przetaczały się z potężnym hukiem ciężkie tiry. Nie mógł się ruszyć, bo z każdej strony pędziły w jego kierunku auta! Zadziwiło go trochę, że większość z nich nie ma tłumików i toczą się po autostradzie z nieopisanym rykiem. Nagle ujrzał potężną ciężarówkę, która nieubłagalnie pędziła z łoskotem w jego kierunku. Nie mógł uskoczyć, nie mógł się odsunąć. Samochody i ryk silników były wszędzie. Wiedział, że oto podąża na spotkanie śmierci. Huk silnika ciężarówki był bliżej, bliżej, bliżej... I... Tak! obudził się!!! Przy swej twarzy ujrzał 10-kilogramowego Czesławka, który błogo sobie mruczał...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I dziś miałam sen.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Biegłam przez las, a gonił mnie jakowyś złoczyńca. Pędziłam, ile sił, wiedząc, że na skraju lasu czeka na mnie dzielny Wallander o obliczu samego Seana Connery. Niestety, do skraju lasu było daleko, a ja niemal czułam na swym karku oddech mordercy! Nagle moja stopa w czymś utknęła. Szarpnęłam raz, drugi - bez skutku. W ciemnościach lasu nie mogłam dostrzec, co mnie więzi. Wnyki!?? Nie, chyba nie, bo nie boli! Nagle - trrrrach! Druga noga też uwięzła. Co robić?? Słyszę za sobą trzask łamanych gałęzi, morderca przedziera się w moim kierunku, jest tuż, tuż... To koniec. Wyciąga uzbrojoną rękę, widzę błysk ostrza... budzę się i ... Napotykam pełen rozczarowania wzrok Misia, mówiącego wyraźnie: &lt;em&gt;"musisz tak kopać, gdy ja sobie na twoich kostkach śpię???". &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-9091669435893287353?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/9091669435893287353/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2010/08/miaam-sen.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/9091669435893287353'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/9091669435893287353'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2010/08/miaam-sen.html' title='Miałam sen...'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-7211008166104366770</id><published>2010-07-30T07:02:00.000-07:00</published><updated>2010-10-16T05:20:03.949-07:00</updated><title type='text'>Kiedy gadają koty...</title><content type='html'>Ze zwierzętami trzeba rozmawiać. Z roślinami też, ale ze zwierzętami szczególnie. Swoim kwiatom nie mam zbyt wiele do powiedzenia. Nasze relacje są oczywiste - one rosną i kwitną, a ja im daję wodę, nawóz i takie tam. One NIE rosną i NIE kwitną - ja je wynoszę precz, bo muszę mieć miejsce na parapetach. Między mną a nimi panuje taki stosunek jak między dyrektorem a podwładnym: &lt;em&gt;jeśli będzie pani, pani hojo, współpracować i wykonywać moje polecenia, to dostanie pani premię postaci tabletki przeciw wełnowcom. Ale jak się pani coś nie podoba, to ja mam mnóstwo innych kandydatów na pani miejsce parapetowe. Jasne? To zapraszam do pracy.&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;Niekiedy, przyznam szczerze, zdarzy mi się też nazwać oporną roślinę&lt;em&gt; starą miotłą&lt;/em&gt;, co zdaje się uchodziłoby już za mobbing...&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Kotecków&lt;/em&gt; najmilszych tak potraktować absolutnie nie mogę i nie mam sumienia - z tej prostej przyczyny, że je kocham nad życie i jestem u nich na służbie. Chcę też, by się dobrze rozwijały, były mądre, bystre, umiały czytać w wieku lat 3 i prowadzić dyplomatyczny dialog w rok później. Do tego trzeba rozmowy, to oczywiste.&lt;br /&gt;Zatem gadam. Bezustannie. Nikt i nic jednak nie jest w stanie skłonić mnie, bym przytoczyła swoje słowa, kierowane każdego dnia do kotów. Rychło bowiem odpowiednie służby mogłyby stwierdzić, że w ciepłym, białym pokoju bez klamek żyłoby mi się nieporównywalnie bezpieczniej i pogląd ten nawet nie byłby pozbawiony pewnej dozy słuszności.&lt;br /&gt;Mam też nadzieję, że mój mąż nigdy nie zechce skompromitować mnie na tyle, by upublicznić moje i kotów rozmowy. Nie objawi całemu światu, wierzę w to głęboko, że Miś bywa bezustannie określany mianem &lt;em&gt;ptyniaczka, motylka, pierożka&lt;/em&gt;, a Jożik... zresztą, nieważne!&lt;br /&gt;Ważne będzie, co koty mi na to odpowiadają i jak to czynią.&lt;br /&gt;Miś gada tak słodko, jak słodki jest on sam. Jego "miau" to najprawdziwsze, okrągłe, wyraźne "miau". Jak z bardzo pięknej bajeczki o bardzo miłych kotkach dla bardzo grzecznych dzieci. Niestety, Misiątko nie ma zbyt bogatego zasobu słownictwa i tym jednym słówkiem informuje świat o wszystkim: że chce chrupeczkę, chce piciu, chce wyjść na balkon, chce się bawić w ganianego czy być mizianym po brzuszku. "Miau" i koniec. Domyślaj się człowieku...&lt;br /&gt;Genialne zdolności językowe ma Jożik. Potrafi wykrzyczeć: "nnnneeee!" podczas czesania, albo biegać po domu nawołując rozbrajająco i uroczo: "mama! maamaa!". Ale Joż gada wyłącznie sam ze sobą, do mnie odzywając się w jednym celu - wyegzekwowania posiłku.&lt;br /&gt;Wtedy gada wypisz-wymaluj jak jedna z moich niegdysiejszych szefowych. Odgłos, który się zeń wydobywa jest drażniący, chrapliwy, pełen nieuzasadnionych pretensji, informacje zawsze wypowiadane są w formie imperatywu, zawsze tonem nieznoszącym sprzeciwu i bezdyskusyjnie przypominającym starą, zdezelowaną szafę. Głoska wiodąca to mało inteligentne "e!!". No istna zmora, czy raczej "zmór".&lt;br /&gt;Najwięcej jednak do powiedzenia, niesłychanie urozmaiconymi słowy, ma - posiadający przebogaty zespół leksyki - Czesio.&lt;br /&gt;Czesio grucha, rozmawia, prowadzi konstruktywne dialogi, wysnuwa adekwatne argumenty, pyta, rozkazuje, genialnie intonuje i w ogóle - jest oratorem.&lt;br /&gt;Gdy czegoś chce, nie rozkazuje jak Jożo, "e!e!e!", tylko rozpoczyna rozbudowaną wypowiedź od grzecznego "Ajju..." lub nawet "Anju". Czeniutek posiada niesamowitą i charakterystyczną dla niektórych kotów umiejętność mówienia "przodem pyszczka", co sprawia, że udaje mu się wydać z siebie piękne, wyraźne, okrągłe głoseczki. Czasem, gdy robię coś w kuchni, Cześ przychodzi i sobie rozmawiamy. On zadaje pytania, utrzymując powalającą, pytającą intonację, a ja odpowiadam. Mało tego, Czesio zdaje sobie chyba sprawę ze swych zdolności, bo niekiedy siada wygodnie, gada sam do siebie i jest ewidentnie zachwycony własną elokwencją.&lt;br /&gt;Niestety, z natury swojej ten wielce uzdolniony kocurek jest... potworną marudą i malkontentem.&lt;br /&gt;Wyobraźcie sobie teraz funkcjonowanie pod jednym dachem z kimś, kto wprawdzie pięknymi słowy, ale jednak bezustannie Wam... marudzi, narzeka, drąży, prorokuje, krytykuje, piętnuje, snuje katastroficzne wizje i oskarża. Toż to szału można dostać!&lt;br /&gt;Poza rzadkimi chwilami ciekawego dialogu, Czesio najczęściej jojczy, gdera i - się domaga. Czyni to w taki sposób, że po kwadransie zaczynają boleć wszystkie zęby, szczęki kurczowo się zaciskają, człowiek zaczyna odczuwać każdy nerw pulsujący w jakimś obłędnym rytmie, a przed oczami zaczynają tańczyć czerwone plamy... Kuweta czysta, miski pełne, jedzonka i picia całe mnóstwo, ale Czesio CZEGOŚ CHCE. Diabli wiedzą czego... Najczęściej w mroźne, styczniowo-lutowe noce, przy minus 25 stopniach, Czesio chce usiąść sobie na progu balkonu i kontemplować zimę. Tak, by dupka była w ciepłym pokoju, łapki na zewnątrz i żeby nijak nie można było Czesia na owym balkonie zamknąć.&lt;br /&gt;W noce letnie, dalibóg, nie wiadomo, czego Czesławek jest uprzejmy sobie życzyć. Wiadomo tylko, że domaga się tego urozmaiconymi słowy i bardzo rozwlekłym, drażniącym, upiornie konsekwentnym tonem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Czesławku, co chcesz.&lt;br /&gt;- Mrrrrrrraaa-aa-a-aaaa-uuuuu..&lt;br /&gt;- Nie rozumiem.&lt;br /&gt;- Mrrrrrrrrrrrrraaaaaauu!!!!!!!!!&lt;br /&gt;- Nie, nie wiem, o co chodzi.&lt;br /&gt;- GGGGGGGrrrrraaaaaauuuuuuuu, aaaauuuu, aaaaaauuuu??????&lt;br /&gt;- Czesio, błagam.&lt;br /&gt;- graugrau, miaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaauuuuuuuuuuuuuuuuuu, uuuu, uuuu, grrrrrrrrr...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak dalej, i tym podobne. Godzinę, dwie, pół wieczoru... Chodzi i gada, gada i narzeka, gdera i marudzi, jojoczy i udowadnia, płacze i skarży się, napiera i wymaga...&lt;br /&gt;Kończy wtedy, gdy odchodzę od komputera, biorę książkę i idę do łóżka. Czesio jest wówczas spokojny. Osiągnął cel. Będzie mógł spokojnie zasnąć, ewentualnie zlegnąć sobie obok i być mizianym za uszkiem.&lt;br /&gt;Duża nie będzie zajmowała się głupim pudełkiem i nie będzie głupio klikać. Cześ postawił na swoim. Może spokojnie odpocząć przed kolejnym starciem i podreperować nadwątlone siły swych strun głosowych...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-7211008166104366770?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/7211008166104366770/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2010/07/kiedy-gadaja-koty.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/7211008166104366770'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/7211008166104366770'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2010/07/kiedy-gadaja-koty.html' title='Kiedy gadają koty...'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-472007501346172695</id><published>2010-07-28T22:01:00.000-07:00</published><updated>2010-07-28T23:22:36.447-07:00</updated><title type='text'>Mirmiłowo: przestępczość wzrasta, najmłodsi głodują!!</title><content type='html'>Alarmujące doniesienia z okolic Mirmiłowa szerzą nastrój niepokoju. W ostatnich dniach odnotowano bowiem na tym terenie kilka prób kradzieży, jedno włamanie, dość częste pobicia i - co zaskakujące - liczne wyłudzenia.&lt;br /&gt;Jak wynika z ustaleń policji sprawcą owych czynów jest gang młodocianych przestępców, z których najstarszy ma lat niespełna 4, a najmłodszy - 2. Dla potrzeb śledztwa zostali oni roboczo określeni mianem "Niebieskich".&lt;br /&gt;Do tej pory wykryto, iż każdy z członków gangu ma do wypełnienia inne zadania.&lt;br /&gt;I tak najstarszy - Czesław D. - przyjął na siebie odpowiedzialność za kradzieże. Dopuszcza się ich w rozmaitych porach dniach, korzystając z nieuwagi mieszkańców Mirmiłowa. Kradnie najczęściej cenne, rybne kabanosy, ukrywane w kuchennym sejfie.&lt;br /&gt;Najmłodszy z członków gangu, Mirosław D. (zwany przez kolegów "Miśkiem"), kilkakrotnie podjął się prób kradzieży mienia. Właścicielką była niejaka Pollyanna D. Spostrzegłszy, iż przestępca zamierza ukraść jej zawartość talerza, Pollyanna początkowo samodzielnie broniła swej własności, wykorzystując do tego perfekcyjnie opanowane sztuki walki. Z czasem jednak poszkodowana zauważyła, że problem Mirosława D. ma głębsze podłoże i podjęła się niesienia mu pomocy, zapewniając żywność i rozpoczynając pracę resocjalizacyjną. Odkąd nieletni ma dostęp do jej miski, na terenach Mirmiłowa nie odnotowuje się bójek o podłożu rabunkowym.&lt;br /&gt;Najwięcej kłopotów sprawia jednak służbom śledczym niejaki Józef D, zwany "Jożem". Uchodzi on najprawdopodobniej za szefa gangu i podejmuje się najbardziej ryzykownych zadań. Nagminnie dopuszcza się włamań, prób wyłudzeń oraz uciążliwego dla obywateli - żebractwa. Jako pierwszy w historii Mirmiłowa złamał zabezpieczenia lodówki i dostał się do jej wnętrza. Z powodu podejmowanych przez niego prób wyłudzeń najbardziej poszkodowana jest Anna D., której notorycznie niszczy mienie w postaci spodni, drapiąc ją po nodze w celu wyłudzenia posiłku.&lt;br /&gt;Liczne otarcia, zadrapania i rany cięte zadane przez Józefa były już opatrywane i poddawane obdukcji. Liczne pary podartych spodni będą stanowiły materiał dowodowy w śledztwie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Równolegle z działaniami policji toczy się dyskusja, sprowokowana przez Rzecznika Praw Najmłodszych Mieszkańców Mirmiłowa, który jest zdania, iż problemy z młodocianym gangiem mają głębsze podłoże i niekoniecznie wynikają z całkowitego zdeprawowania.&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- To jeszcze dzieci&lt;/em&gt; - argumentuje RPNMM. - &lt;em&gt;Spójrzmy, co podlega kradzieży i zniszczeniu. Jedzenie. Myślę, ze to powinno dać do myślenia organom sprawującym władzę w Mirmiłowie. Powinniśmy także odpowiedzieć sobie na kilka pytań. Czy miseczki stoją bezustannie napełnione? Czy wystarczająco często najmłodsi otrzymują przysmak w postaci rybnego kabanoska, a ilość galaretki mięsnej jest adekwatna do ich potrzeb? Czy szkoła i nauczyciele wystarczająco wnikliwie przyjrzeli się zaistniałej sytuacji, a zwłaszcza - czy podjęli odpowiednie kroki zaradcze? Istnieje niestety opinia, że ktoś tu nie dopełnia swych obowiązków. Najpewniej winna jest szkoła, a zaraz potem - dom rodzinny. &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Dyrektor placówki oświatowej - Piotr D. -uważa, ze z jego strony dopełniono wszystkich obowiązków, by wychować chłopców zgodnie z wymogami cywilizowanego społeczeństwa. Pośrednio wskazuje, iż to działania prawnej opiekunki, niewymagającej od chłopów absolutnie żadnej dyscypliny, sprawiły, że pozostają oni społecznie niedostosowani.&lt;br /&gt;Jak zwykle toczy się dyskusja, kto jest winny. Kroków zaradczych i konstruktywnych rozwiązań nie widać. Najmłodsi nadal są głodni, a przestępczość nadal rośnie.&lt;br /&gt;Zapraszamy naszych czytelników do wyrażenia swojej opinii.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-472007501346172695?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/472007501346172695/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2010/07/mirmiowo-przestepczosc-wzrasta-najmodsi.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/472007501346172695'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/472007501346172695'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2010/07/mirmiowo-przestepczosc-wzrasta-najmodsi.html' title='Mirmiłowo: przestępczość wzrasta, najmłodsi głodują!!'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-5970556303284035101</id><published>2010-07-28T02:10:00.000-07:00</published><updated>2010-07-28T04:26:35.822-07:00</updated><title type='text'>Jeden dzień z życia KOTerii.</title><content type='html'>W Mirmiłowie, zamieszkanym przez same indywidualności, po trzech latach wspólnej egzystencji wykształciły się... sympatie i układy. &lt;em&gt;"Zjawisko dziś powszechne, niewarto się tym smucić"&lt;/em&gt;, nuci mi nad uchem Stefek z Czerwonego Tulipana, ale ja już doprawdy nie wiem, czy aby na pewno powinnam taki stan rzeczy uznać za normalny.&lt;br /&gt;No bo sami zobaczcie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczór.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Kochanie, proszę, zasuń żaluzje, bo rano, o 5.00 będę musiała wstawać (słońce zalewa pokój), a bym sobie dłużej pospała. I ta latarnia... (świeci nam dokładnie w okno i choć czytać przy niej spokojnie można, o spaniu nie ma mowy).&lt;br /&gt;- No, ale jak to tak? Miś nie będzie mógł nic przez okienko zobaczyć. Moze ty umiesz go tak po prostu zdjąć z parapetu, jak on taki zaciekawiony, ale ja nie! Nudzi się Misiulkowi, prawda? Taaaak, nudzi się. Mój misiulek...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ranek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wstaję. Zdejmuję Misia z parapetu, zasuwam żaluzje. Wychodzę z założenia, że Miś ma okno w kuchni, potężne, balkonowe w dużym pokoju i akurat to jedno jedyne, sypialniane, nie jest mu do egzystencji niezbędne. Ja natomiast mogę sobie pospać w miłym półmroku.&lt;br /&gt;Druga połówka (nie wiedzieć czemu, zwana "lepszą") szykuje się do pracy. Zaczynam zapadać w kołyszący sen, ale... coś on za gwałtownie i za brutalnie mną kołysze... Łup!!!! Może przestaną... Łuuuuuuupppp!!! Może to chwilowe... Łuuuup, łupp, łłłłuuuuuppppp, łup-łup-łup!!! Nie przestaną...&lt;br /&gt;Miś z Jożikiem jak zawsze rano bawią się w trampolinę. Zabawa polega na wskakiwaniu na okienny parapet i rzucaniu się z niego wprost na moje nogi, w miękkość kołdry, poduszek i materaca.&lt;br /&gt;Gdy jeden pływak odda skok, odbija się od sprężyn materaca i pędzi na złamanie karczku przez przedpokój, ledwo wyrabia na zakręcie, z biegu siada na progu dużego pokoju i ziiuuuuuuuuu - jedzie po śliskich panelach, na dupce aż pod balkonowe okno. Potem odwrót, pęd do sypialni, po drodze wymija drugiego pływaka, który właśnie oddał swój skok z parapetu. I tak na zmianę. Sama siebie oszukując, przeczekuję 3-4 kolejki. Potem proszę:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Kochanie, proszę, zabierz koty i zamknij drzwi do sypialni.&lt;br /&gt;- Nie mogę. Czesio tak sobie słodko śpi... Nie będę go budził i przenosił przecież!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po kolejnych dwóch skokach, wstaję. Jasny gwint!! No juz po spaniu! Kawę czas robić, czy coś?!&lt;br /&gt;Przed oczami mam niepokojące czerwone plamki, łapię miśki, wtykam sobie każdego pod pachę i z impetem wyprawiam w drogę poza obręb sypialni. Z przedpokoju dobiega: &lt;em&gt;"No, maleńki, bądź grzeczniutki, do widzenia, do widzenia Jożiczku, pójdziemy potem na spacerek, papapa kochanie"&lt;/em&gt; i treściwe: &lt;em&gt;"Łośku, zamknij drzwi jeśli już wstałaś!"&lt;/em&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Popołudnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cały dzień siedzę w domu, czekając wzorem Penelopy na małżonka. Ten przybywa. Na spotkanie wybiegają mu trzy koty, czwarta czeka w kuchni, i zaczyna się powitanie:&lt;em&gt; "cześć maleńki, ooooo Jooooooż!! no co tam? co tam malutki?? otworzymy Misiowi okienko, niedobra Duża nie odsunęła żaluzji, cześć Jożiczku, no jak tam mija dzionek, pójdziemy na spacerek? oo, Czesiulek, cześć Poleńko, no cześć, jak się czujesz??"&lt;/em&gt; - i tak dalej, i w ten deseń. Cmok w kocie czółko, buzi-buzi, zapytania o zdrówko i samopoczucie, czułość i bliskość, a potem, krótkie, rzeczowe, rzucone w moją stronę: C&lt;em&gt;ześć, co na obiad???&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Wieczór.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pan Domu klęczy na twardej podłodze, co pewien czas rozmasowując ścierpnięte kolana. Na jego własnym krześle leży bowiem kot.&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Widzisz, tu jest taki kabelek, a tu taki. Teraz to podłączymy, dobry kotek, mądry malutki. Wszystko rozumiesz, prawda. Grzeczny, maleńki. Oooo, zobacz, tu taka śrubeczka, poczekaj, bo nie dam rady... AAAAAAA-NIUUUUU!!! cho no tu. Możesz to potrzymać? &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Trzymam, trzymam, trzymam...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Piotruś, długo jeszcze?? Ja mam robotę...&lt;br /&gt;- Oj, tam. Patrz się i ucz, bo całe życie będziesz narzędzia podawać! Widzisz, Jożisiu, malutki, to proste... O zobacz, mój maciupki, to trzeba tak i tak... Zaraz wrzucimy sobie filmik. Ania się nie zna na fantastyce, to obejrzymy razem. I piwko wypijemy. A moze wolisz "Star-treka" czy "Gwiezdne wojny"??&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Wolę melodramat z Meryl Streep.&lt;br /&gt;- A nie, to innym razem, co? Dziś sobie zaplanowaliśmy z Jożem "Tylko dla orłów". Obejrzysz ewentualnie z nami?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bardzo późny wieczór.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Tak się zastanawiam... Chyba będę spał dziś w dużym.&lt;br /&gt;- A to czemu?! Makabryczny kryminał mi wtykasz i jak ja się boję, to ty sobie idziesz. No, bardzo po męsku!&lt;br /&gt;- A bo Pola leży przy nogach z lewej, Miś z prawej, Jożo przy twarzy, a Czesio i przy głowie i jakoś się nie wyspałem. Tak całą noc w jednej pozycji. Tobie to dobrze, masz urlop...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-5970556303284035101?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/5970556303284035101/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2010/07/jeden-dzien-z-zycia-koterii.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/5970556303284035101'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/5970556303284035101'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2010/07/jeden-dzien-z-zycia-koterii.html' title='Jeden dzień z życia KOTerii.'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-2299180163987291047</id><published>2010-07-22T09:27:00.000-07:00</published><updated>2010-07-22T22:46:01.526-07:00</updated><title type='text'>Rozterki owieczki, czyli moje plany na emeryturę...</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/TEksINVhLXI/AAAAAAAAGkg/R0bqZdsv_eM/s1600/owieczka+3.JPG"&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Upał był wszędzie. Gęsta zupa zamiast powietrza wlewała się do płuc ludzi i kotów. Po mieszkaniu nie tyle się chodziło, co brodziło w lepkiej, gorącej mazi, której nie sposób było rozrzedzić zadnym przeciągiem, otwieraniem okien, wietrzeniem, i tym odobnymi pomysłami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Krótkowłosy Czesio umierał demonstracyjnie - spoglądając, czy aby na pewno każdy widzi i się odpowiednio wzrusza. Zagadnięty w kwestii samopoczucia, odpowiadał żałosnym "aaajjjjuuuu", zapytując boleściwie, dlaczegóż to Duża nie przegna upału i nie sprowadzi na swego kochanego kocurka ożywczego chłodu?? Kot by chciał mieć chłodniej, a Duża przecież od tego jest, by go ochłodzić. Nie, nie, kot nie rości sobie pretensji, nie żeby był nachalny, nie, nie, ale właściwie, jak tak dalej pójdzie, kot będzie zmuszony wyciągnąć konsekwencje... Upał? Tego nie robi się kotu... Duża powinna o tym wiedzieć, Duża zna zestaw obowiązków, Duża ma rzekomo doświadczenie w opiece nad kotem, więc kot doprawdy nie widzi powodu, dla którego ma być tak gorąco...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jożik i Polcia dokonywali żywota cichutko i bez demonstracji, rozpaczliwie tuląc się do rozmaitych ścian, kafli, szukając skrawka zimnej podłogi. Miś, jak zawsze, żył radośnie, skakał, unosił się w powietrzu, kicał i brykał, a w krytycznych momentach padał nagle jak zestrzelona kaczuszka i nie reagował na absolutnie żadne tarmoszenia. Tyle tylko, że o ile Miś zaczął czarować otoczenie łysym, różowym brzuszkiem prześwitującym przez futerko, o tyle z Polą i Jożikiem zrobiło się coś dziwnego...&lt;br /&gt;Koty zarosły. Zarosły strasz-li-wie. Nie wiem, co było tego powodem, jaka znów anomalia, ale Jożik nosił na sobie taki gąszcz nieopisany, że grzebienia nie można było wbić. Mało tego, włos zrobił się tak długi i gęsty, że grzebień nie docierał do skóry i przy skórze właśnie zrobił się filc, kołtun, diabli wiedzą co. Człowiek myślał, że czesze, a nie czesał wcale.&lt;br /&gt;Szczotkowałam go w te upały i płakałam z nerwów i bezradności. Trzymanie góry futra na kolanach, gdy w mieszkaniu było prawie 40 stopni stawało się wyczynem nie lada. Wyczesany kot, po godzinie już nosił "dredy", już dawało się wyczuć kołtun. Z Polą było to samo. Normalne "gabaryty" futra zachował tylko Mirmiłek.&lt;br /&gt;Koty się ewidentnie męczyły, ja też. Pewnego wieczoru, kląc w duszy na czym świat stoi... ostrzygłam Joża i Polę. Tak na dwa centymetry od skóry.&lt;br /&gt;Pola odżyła! Wygląda jak chłopczyca z 20-lecia, ale to nic. Mała skandalistka ewidentnie miała być kotem krótkowłosym, tylko Matce Naturze chyba coś się pozajączkowało. Polka sprawiała wrażenie, jakby miała z wielkiej uciechy tańczyć trepaka. Rewelacja. A to jej Duża dogodziła!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za to Jożik... Przede wszystkim poczuł się: samotny, odtrącony, odsunięty na margines, skrzywdzony, niekochany, zdradzony, smutny, wyalienowany i nieprawdopodobnie nieszczęśliwy.&lt;br /&gt;Jego najblizszy przyjaciel - Miś - go nie poznał i sunął za nim z brzuszkiem przy ziemi, czając się jak do polowania na grubego zwierza.&lt;br /&gt;Każdy, kto wszedł do domu, wydawał na widok Jożika radosny pisk i zaczynał go miętolić i rozpływać się nad tym, że &lt;em&gt;"taki maleńki, taki fajny, milutki, mięciutki, całkiem jak owieczka!"&lt;/em&gt;. Rzeczywiście - niebywale gęste futerko sprawiało wrażenie skręconego i Jożo wyglądał całkowicie jak owca, co wprawiało go w autentyczne zakłopotanie. Wszyscy, którzy sądzą, że kot nie ma mimiki, powinni byli zobaczyć Jożika, gdy odkrył swe krótkie futerko. Zadziwienie i desperacja, jakie malowały się na jego pyszczku, nie pozostawiały cienia wątpliwości - skrzywdziłam kotka. Ładnych parę dni upłynęło nim ofiara mych fryzjerskich zapędów przestała chować się po kątach i bezustannie myć. Kocio obrażony był śmiertelnie. Całkowicie. Gruz, mogiła. Nie przeszkadzało mu to, rzecz jasna, biec na złamanie owczego karczku, gdy słychać było dźwięk otwieranej puszki z mięskiem. W chwilach śniadanka czy obiadku Duża natychmiast wracała do łask, by za sekundę być całkowicie zdegradowaną, ignorowaną i traktowaną jak zło konieczne, kat sterczący nad szarą, mięciutką duszyczką jozikową.&lt;br /&gt;Dwa wnioski wyciągnęłam z tego wydarzenia. Pierwszy - nigdy więcej nie strzyc Jożika, choćby nawet przyszło nam wędrować przez Saharę. Drugi - na emeryturze kupić sobie cornish rexa, bo "taki maleńki, taki fajny, milutki, mięciutki, całkiem jak owieczka!". ;) ;)&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-2299180163987291047?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/2299180163987291047/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2010/07/rozterki-owieczki-czyli-moje-plany-na.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/2299180163987291047'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/2299180163987291047'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2010/07/rozterki-owieczki-czyli-moje-plany-na.html' title='Rozterki owieczki, czyli moje plany na emeryturę...'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-8091940757548587086</id><published>2010-03-03T13:22:00.001-08:00</published><updated>2010-03-05T12:13:04.325-08:00</updated><title type='text'>Misiowa miłość...</title><content type='html'>Miłość nie zna granic, miłość nie wie, co to życie i smierć, nie zna podziałów społecznych, majątkowych, a nawet - mili Państwo - gatunkowych. Miłość spada jak grom z jasnego nieba, lub rozkwita długo i powoli. Miłość ... dopadła także Misia. Kto jest obiektem jego bezgranicznej, ufnej, rozbrajającej sympati? Pola? - a w życiu. Serduszkiem Misia zawładnęła KRÓLICZKA.&lt;br /&gt;Od pewnego czasu królinka ma wygodniejszą niż dotąd możliwość opuszczenia klatki i wybiegania się. W związku z tym korzysta z wolności częściej niż zwykle i staje się coraz bardziej śmiała. Bryka miedzy czesiowymi łapkami, usiłuje myć Jożika (co akurat nie jest niczym nowym, bo Jożik to brudasek i myje go każdy, komu stanie na drodze), zaczepia Polcię i... kokietuje Misiaczka. Miś, do którego łepetynki rozmaite prawdy z trudem torują sobie drogę, przyjął za absolutny pewnik, iż królisia jest kotką. Nieco mniejszą, o nieco dłuższych uszkach i ciężkawej figurce, ale jednak kotką. Misiową Dulcyneą, muzą i przyjaciółką. Gdy królisia opuszcza klatkę, Miś promienieje. Potem zaś przystępuje ni to do polowania, ni to do zalotów. Miś jest tradycjonalistą: to on zdobywa kobietę. On jest łowcą, ona zwierzyną. I tylko dziwi się, że gdy owa zwierzyna już jest zdobyta - zupełnie na jego obecność nie reaguje! Co wiecej - traktuje go zaledwie z pobłażaniem!&lt;br /&gt;Rzecz całą Miś przeprowadza metodycznie i zawsze tak samo. Najpierw się czai. Chowając główkę za nogą od stołu, ugruntowuje w sobie pewność, iż cały jest niewidoczny, idealnie ukryty. Gdy królisia zaczyna interesować się jakimś przedmiotem lub własnym futerkiem, Miś po długich obserwacjach, skradaniu się z brzuszkiem przy ziemi, wykonuje w jej kierunku tygrysi skok... i co?????? I nic. Królisia obdarza go znudzonym spojrzeniem i wraca do swoich zajęć. &lt;em&gt;"Eeeeeeejjjjjjjjżeeeee!" &lt;/em&gt;- zdaje się mówić Miś - &lt;em&gt;"JA tu jestem! Zdobyłem cię! Złowiłem i złapałem! Zniewoliłem, no! Czujesz się bardzo uciemiężona??"&lt;/em&gt;... Kic, kic, kic - niewolnica zupełnie nieświadoma swej tragicznej sytuacji powoli oddala się, zamiatając kuperkiem. Miś po chwili namysłu, pędzi za nią, paca łapką. Przy odrobinie szczęścia zyska całusa w nosek. &lt;em&gt;"Oj, ty mój głupiutki olbrzymku, skoro tak bardzo chcesz, to mnie goń"&lt;/em&gt; - słyszy Miś i po chwili zauważa, że kuperek zaczyna oddalać się od niego nieco szybciej. Nagle potencjalna ofiara przystaje, a rozpędzony Miś hamuje z wizgiem. Następuje zmiana kierunku, potem - zmiana goniącego. Królinka wyrabia w sobie pewne cechy kocie - i choć to zupełnie sprzeczne z jej zajęczą naturą - zaczyna gonić swego plaskatego wielbiciela.&lt;br /&gt;Królik goni drapieżnika... Jakie jeszcze granice potrafi pokonać miłość??? ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-8091940757548587086?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/8091940757548587086/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2010/03/misiowa-miosc.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/8091940757548587086'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/8091940757548587086'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2010/03/misiowa-miosc.html' title='Misiowa miłość...'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-5764969744541854413</id><published>2010-01-23T14:21:00.000-08:00</published><updated>2010-01-23T15:28:34.763-08:00</updated><title type='text'>Sobotni poranek.</title><content type='html'>Kocham sobotnie poranki. Choć nie mogę nigdy zasiąść z kawą w wysprzątanym mieszkanku, to i tak je kocham. W sobotni poranek budzi mnie bowiem łaskotanie. Pierwszą rzeczą, jaką widzę są olbrzymie, miodowo-karmelowe klejnociki, ufne, ciekawskie i rozjarzone chęcią zabawy. To oczka Jożika.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;No, witaj w świecie żywych. Długo będziesz spała? Chodź, pobawimy się w bunkier! &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Zabawa w bunkier polega na tym, że któreś z Dużych musi podnieść kołdrę na całej długości nogi i zrobić długi tunel. Do tunelu wczołguje się Jożik i dopiero wtedy karmelkowe oczka zaczynają płonąć! W tunelu bowiem Jożik szuka Pościelowego Potwora i walczy z nim zawzięcie! Oczywiście, by zabawa miała sens, noga Dużego lub Dużej musi być stale wysoko unieruchomiona. Świetne ćwiczenie na smukłe uda, tak swoją drogą. Dziś wydawało się, ze Jożo potwora dopadł. Żadne siekierowate espresso nie podniesie ciśnienia tak, jak cztery łapeczki wbijające się nagle w nogę.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Ups! Sorry, pomyłka.&lt;/em&gt; - błysnął oczkami żołnierzyk i poczołgał się dalej. I tu nastąpił krach. Bunkier się zawalił, mimo solidnych podstaw utworzonych z nogi. Pięć kilo Misia najpierw usiadło na Jożikowej główce, a potem się solidnie na niej rozkokosiło. No bo skąd Misio miał wiedzieć, że jak coś się pod kołdrą rusza, to lepiej na to nie siadać?? Dotąd jeszcze tego nie wydedukował. To wymaga skomplikowanej operacji umysłowej, a Miś woli postrzegać świat z rozbrajającą prostotą.&lt;br /&gt;Uuu, tak nagłego ataku Pościelowego Potwora Jożik się nie spodziewał. Rozgorzała walka na całego. Miś atakował z góry, Jożik oddawał ciosy spod gruzów (czyli kołdry). Było super! Oczywiście, byłoby jeszcze ciekawiej, gdyby Duży dał spokój z udawaniem, że śpi i udostępnił koteczkom całe łóżko. Ten jednak leżał na owym łóżku jak pień, zupełnie niepotrzebnie w sobotni poranek, i tylko kiciom przeszkadzał.&lt;br /&gt;I gdzie w takiej sytuacji miał się podziać arbiter w postaci Czesławka, który oczywiście dostojnym kroczkiem przemieszczał się między walczącymi? Gdzie miał ulokować swe 10-kilogramowe zaciekawione jestestwo? Wypadło mu, że na potylicy Dużego.&lt;br /&gt;Potem Czesławek uznał, że miły półmrok sypialni skłania do zwierzeń i budowania bliskości. Wśród kwiku, wrzasku i buntu przegonił towarzystwo i rozłożył się przy mnie, podtykając pod dłoń pyzatą buzię.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Głaszcz. Za to cię uczeszę. &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- Nie, proszę, nie chcę czesania.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- Co ty tam wiesz. Czeszemy. Albo nie. Zrobimy oczyszczanie cery, dogłębne.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;I szur-szur ostrym języczkiem po czole... Chrrrrup - zazgrzytała grzywka w ząbkach. Zamykam oczy, skoro Pe udaje pogrążonego we śnie, to może mi uda się poudawać, że jestem u kosmetyczki, czy nawet, w drodze wyjątku, u fryzjera... Właściwie, efekty pracy współczesnych fryzjerów jak raz przywodzą na myśl strzępki powygryzane przez kota. Powinnam się cieszyć - Czesio wykreuje mi nowy look. Pora na to, bowiem ostatni fryzjer, w jakiego ręce miałam wątpliwą przyjemność oddać włosy, uczynił ze mnie Onufrego Zagłobę. Było to jakieś 3 lata temu i zakończyło się tym, iż "przysięgłam na kobiety stałość niewzruszoną nienawidzić fryzjerów, nie być ostrzyżoną" - choćbym miała przydeptywać sobie warkocze. Dziś mam długie włosy. Chrupanie Czesia nie przyniesie im większej szkody, ale ja uraz mam. Zresztą, nic sobie juz nie powyobrażam - Misio wali w szafkę niczym w gong. Czas na śniadanko...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-5764969744541854413?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/5764969744541854413/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2010/01/sobotni-poranek.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/5764969744541854413'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/5764969744541854413'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2010/01/sobotni-poranek.html' title='Sobotni poranek.'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-3446763774865783881</id><published>2010-01-18T15:31:00.000-08:00</published><updated>2010-10-17T14:54:43.575-07:00</updated><title type='text'>O Misiu, czyli jak Bozia nie kopsnęła rozumu.</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/S1T5YtmanTI/AAAAAAAAF3o/6TmpDECUBqw/s1600-h/miska.JPG"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 320px; DISPLAY: block; HEIGHT: 280px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5428237653841190194" border="0" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/S1T5YtmanTI/AAAAAAAAF3o/6TmpDECUBqw/s320/miska.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Jedna z najoryginalniejszych modlitw, z jaką zdarzyło mi się zetknąć w ostatnim dziesięcioleciu pojawiła się w felietonie Pani Maryli Weiss. Brzmiała &lt;em&gt;"Boże, kopsnij rozumu"&lt;/em&gt; i pierwotnie widniała, w formie graffiti, na ścianie jednego z warszawskich bloków. Tam ujrzała ją Pani Weiss.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Fakt, iż ja wzięłam ją sobie do serca i powtarzałam w myślach po wielekroć, nie powinien dziwić. Jednak zaskakujące jest wielce, że za swoje motto obrał ją... Mirmiłek. Czy Pan Bóg go wysłuchał? - pozostawiam to Waszej interpretacji.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Misio to kocurek, którego z wielkim zawstydzeniem, rumieniąc się sama przed sobą, nazywam swym ulubieńcem. I dlaczego tak jest - pojęcia nie mam. Miś bowiem nie jest ani miziasty, ani do mnie przywiązany, ani obiektywnie śliczny (rodowodowy persik), ani... mądry. Mąż mój uważa, że widocznie mam słabość do istotek, którym czegoś brakuje, takich trochę, no wiecie - specjalnej troski. I dlatego tak bardzo kocham Misia.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Bo czego jak czego, ale rozumku to Bozia przez długi czas Misiowi kopsnąć nie chciała. Założę się, że gdybym spotkała się na herbatce ze Stwórcą i zapytała Go, co właściwie miał na myśli tworząc Misiaczka - nie wiedziałby, co mi odpowiedzieć. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;Konkrety? Proszę bardzo. Czesiowi wystarczy dwa razy powiedzieć: "nie wolno" - i Cześ pogodnie przyjmie to do wiadomości. Misiowi można powtarzać w kółko i bez przerwy, a Miś, choć widać, że aż główka mu paruje z wysiłku, nie jest w stanie przetworzyć komunikatu.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Jożik i Czesio uczyli się swego imionka przez parę godzin, Pola reaguje na wszystkie pieszczotliwe nazwania, jakimi ją obdarzam, Miś zaś... cały rok zapamiętywał, jak się nazywa. Przy czym, o ile przyjął do wiadomości, że jest Misiem, o tyle Mirmisia już ze swą osóbką nie kojarzy... Nie wpadło mu też nigdy do główki, że jeśli Duża woła, czyni to w jakimś celu i może warto byłoby się na zawołanie pojawić. Reszta kotów, słysząc swe imię, reaguje z żołnierskim posłuchem, wiedząc, że - to się opłaca. Miś jednak nie postrzega świata w kategoriach opłacalności.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Od ponad roku pozwala też ufnie brać się na kolanka, dzień w dzień zapominając, że taka sytuacja prowadzi nieuchronnie do znienawidzonego mycia oczek. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;Przy tym wszystkim Misio jest niezwykle radosnym koteczkiem. Tkwi w niezłomnym przekonaniu, że świat cały stworzony został dla jego osobistej przyjemności. Mimo, że tysiąc razy zebrał bęcki od Czesia, stale Czesiowi ufa. Mimo, że na jego łepek kilkanaście razy poleciały pokrywki, on i tak radośnie wepchnie się do szafki z garnkami. Wszystko go cieszy, wszystko jest fajne. Miś kocha świat, a świat kocha Misia. Ta prosta filozofia sprawia, że Misiaczek egzystuje sobie w calkowicie bezproblemowy sposób. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;A właściwie - egzystował. Nagle bowiem, pod wpływem nieodgadnionych impulsów, Miś kilku rzeczy się NAUCZYŁ. Tak, tak - a nauka, proszę Pańtwa, to opium dla Misiowego światka. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Przede wszystkim Mirmiś odkrył, że w pewnej szafce Duża trzyma jedzonko. Nieistotne, że Czesio, Jożik i Pola wykryli miejsce przechowywania chrupek już w pierwszej dobie swego pobytu w naszym domu. Misiaczek odkrył je po ponad roku. Odkrył i - zastanowił się. W wyniku długotrwałych przemyśleń wydedukował, że jak zacznie z całej siły walić tłuściutką łapeczką w drzwiczki szafki, to przybiegnie Duża i zawsze coś z tej szafki da. I... wali. Wali nawet wtedy, gdy miseczki są pełniutkie po brzegi. Niektórzy robią maniacko zakupy dla samego kupowania, a Miś wali w szafkę dla samego momentu dawania jedzonka. Gdy znajdzie się ono w miseczkach, przestaje być interesujące i Mirmiś napiera dalej... &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Inną cenną umiejętnością, jaką sobie przyswoił jest rzucanie miseczką, gdy nie ma w niej wody. Do pewnego momentu było to wygodne. Misio wyraźnie dawał mi do zrozumienia, że zaniedbałam obowiązki i trzeba to naprawić. On podrzucał, ja nalewałam i było dobrze. Do czasu. Dnia pewnego Misio pojawił się przede mną zalany wodą, od różowiutkich stópek, po sowie uszka. Wyglądał wieeeelce nieszczęśliwie. W okrągłych oczętach pojawiło się potężne niezrozumienie sytuacji - chciał dobrze, a jest mokry. &lt;em&gt;Dlaczemu???&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Sama się zastanowiłam - co u licha? Kot dosłownie spływa wodą, choć wszędzie sucho! Utopić się chciał? Nieee, to wybitnie sprzeczne z jego usposobieniem!&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Rzut oka na kuchnię wyjaśnił zagadkę. Misio pomylił miseczki. Zamiast podrzucać miskę pustą, podrzucił sobie tę, która po brzegi wypełniona była wodą. Cóż, zdarza się...&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Tak potężna miłość, jaką darzę Misia też się tylko "zdarza". Ona nie jest codzienna, nie jest zwyczajna. Gdy patrzę na plaskatą buzię mego puchatego kochania, czuję że ta miłość aż boli. Misiaczku, moje słodziątko głupiutkie - KOCHAM CIĘ, mimo, iż Pan Bóg nie chce kopsnąć Ci rozumku. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;A może właśnie dlatego?&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-3446763774865783881?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/3446763774865783881/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2010/01/o-misiu-czyli-jak-bozia-kopsnea-rozumu.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/3446763774865783881'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/3446763774865783881'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2010/01/o-misiu-czyli-jak-bozia-kopsnea-rozumu.html' title='O Misiu, czyli jak Bozia nie kopsnęła rozumu.'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/S1T5YtmanTI/AAAAAAAAF3o/6TmpDECUBqw/s72-c/miska.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-6761155652762664032</id><published>2010-01-13T03:22:00.000-08:00</published><updated>2010-01-13T04:20:44.555-08:00</updated><title type='text'>Perska straż parapetowa, czyli jak nie zjadły mnie wełnowce.</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/S026HqA06CI/AAAAAAAAF3g/1I16osTPNY8/s1600-h/minio.JPG"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 320px; FLOAT: left; HEIGHT: 243px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5426197766750922786" border="0" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/S026HqA06CI/AAAAAAAAF3g/1I16osTPNY8/s320/minio.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div&gt;-Zjedzą mnie wełnowce - poinformowałam Misia, siedzącego na parapecie i pomagającego mi w czyszczeniu storczyków. - Albo się w sztok upijemy, bo od tego spirytusu kręci mi się w globusku. Tobie też??&lt;br /&gt;Miś się zamyślił. W jego naturze tkwi mocno zakorzeniony zwyczaj, by odpowiadać po długim przeanalizowaniu sytuacji.&lt;br /&gt;- Nie zjedzą. - odkrył wreszcie.&lt;br /&gt;- Co ty tam wiesz, plastusiu. Popatrz, ile tego diabelstwa. Zostawiają na kwiatach więcej wełny niż ty.&lt;br /&gt;Miś nic nie odrzekł, bowiem znów musiał przemyśleć zarzut. No fakt, fiołki wyglądają, jakby się mocno zestarzały, całe pokryte białym puchem. I nie jest to wina wełnowców, tylko Misia, który lubi wąchać kwiatuszki. Fiołki afrykańskie nie pachną? Miś czuje! Duża jak zwykle widzi wszystko w czarnych barwach. Misiowi pachną i kropka.&lt;br /&gt;Niemniej jednak, kocurek uznał, że skoro Duża podzieliła się z nim informacją o tak istotnym kłopocie, jego zadaniem jest pokazać, iż na zaufanie zasługuje i - pomóc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uwielbiam wolne poranki. Takiego bzika mam, by wieczorem, przed owym wolnym porankiem, wysprzątać kuchnię na błysk i rano usiąść sobie z pyszną kawą, przy stole, patrząc jak słońce odbija się w listkach moich wypieszczonych roślinek i w wymytych kaflach. Dużo wymagam? Chyba tak, bowiem od dwóch lat nigdy nie udało mi się zrealizować mego marzenia. I nie żebym była złośliwa, ale początek owej niemożności jakoś dziwnie kojarzy mi się z dniem, gdy w moim domu zamieszkał pierwszy kot...&lt;br /&gt;Zapomniałam o rozmowie z Misiem. Zapomniałam nawet wtedy, gdy sprzątałam z rana pierwszego fiołka, potrzaskanego w drobiazgi, zrzuconego z parapetu, podeptanego, połamanego, a kto wie, czy nie oplutego. Mętnie pomyslałam, jak każda dobra kocia mama - moja wina. Nieważne, że Miś ma cały niemal parapet, nieważne, że pozbyłam się zdecydowanej większości roślin, by koteczki miały telewizję interaktywną na parapecie, nieważne... Widać biedactwo nie miało miejsca, by się wygodnie ułożyć.&lt;br /&gt;Biało-bordowy fiołek podążył do krainy Wiecznych Kwitnień.&lt;br /&gt;Następnego dnia tą samą drogą udał się fiołek fioletowy, a potem różowy. Trzeba było znaleźć winnego i błyskawiczne śledztwo odkryło go natychmiast.&lt;br /&gt;- Kochanie, jak jeszcze raz zrzucisz mi kwiatka, sięgając do lodówki, to cię zaprzęgnę do przekładania w lodówce drzwi! Przyjdzie Kolo, to mi to we dwóch zrobicie - poinformowałam męża tonem nieznoszącym sprzeciwu (ma się wszak to zawodowe doświadczenie). Oczywiście przestępca próbował się bronić, że nie on, że koty, że Miś się wierci... Akurat! Grzeczny, spokojny Mirmiłek miałby się wiercić! Jasne! Najlepiej zwalić winę na mniejszego!&lt;br /&gt;Po tym wydarzeniu mąż zaczął działać z niespotykaną u niego złośliwością i zapamiętaniem. Na podłodze lądowały fiołki, hoje, storczyki. Rankiem sprzątałam zapamiętale grudy ziemi, pracowicie i pieczołowicie wdeptane w dywanik, lub budziłam się wśród kory i kokosowych czipsów, tuląc do łona resztki orchidei, które jeszcze wieczorem stały w sypialni, na parapecie nad naszymi głowami. O porankach, słońcu i kawie mogłam zapomnieć.&lt;br /&gt;Trochę trudno mi było jednak uwierzyć w winę spokojnego ślubnego, gdy wyplątywałam z włosów korę i włókno kokosowe w poranki sobotnie. No bo skoro śpi obok - znaczy się, nie szedł do pracy. Nie on zatem udekorował mi czoło orchideowym wieńcem.&lt;br /&gt;Dziś postanowiłam ostatecznie rozprawić się z kłopotem. Ogoliłam z białego puchu brodate fiołki, z których zostały mi jakimś cudem same śliczne "rasowce" i włożyłam je do ciężkich osłonek. Marną resztkę storczyków poczęstowałam hojnie spirytusem, z samego rana. Zdążą wytrzeźwieć do nocy i nie ma obawy, ze któryś fiknie z parapetu. Jak fiknie, znaczy - ma słabą głowę. Część hoi ulokowałam na półkach lub w wiszących koszyczkach. Parapety zaczęły świecić pustką. Ułożyłam na nich zatem... większą ilość ciepłych kocyków i poduszeczek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Jednak nie zjedzą nas wełnowce - poinformowałam Misia.&lt;br /&gt;- Co ty nie powiesz? - odparł Miś po długim namyśle...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-6761155652762664032?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/6761155652762664032/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2010/01/perska-straz-parapetowa-czyli-jak-nie.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/6761155652762664032'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/6761155652762664032'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2010/01/perska-straz-parapetowa-czyli-jak-nie.html' title='Perska straż parapetowa, czyli jak nie zjadły mnie wełnowce.'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/S026HqA06CI/AAAAAAAAF3g/1I16osTPNY8/s72-c/minio.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-1572084431974278053</id><published>2010-01-11T13:28:00.001-08:00</published><updated>2010-01-12T04:06:17.845-08:00</updated><title type='text'>Smutasowo...</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/S0xlrnq8wgI/AAAAAAAAF3Y/cKeovyAhbOM/s1600-h/spimy+z+czesiem.JPG"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 0px 10px 10px; WIDTH: 309px; FLOAT: right; HEIGHT: 320px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5425823451132510722" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/S0xlrnq8wgI/AAAAAAAAF3Y/cKeovyAhbOM/s320/spimy+z+czesiem.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Nie ma dla mnie nic gorszego niż choroba kotów. Można posprzeczać się z mężem - a potem sobie to do upojenia wyjaśniać; można nie radzić sobie z wieloma sprawami i z bezsilności wpadać w dół głębokości Rowu Mariańskiego (nikomu nie polecam takiej emocjonalnej wycieczki), jednak w moim przypadku to dolegliwości mruczków rozbijają świat w drobiazgi.&lt;br /&gt;Mój najufniejszy kocurek siedzi smutny za łóżkiem i popłakuje. Dostał zastrzyk. Nie wiem, czy coś źle zrobiłam, czy on za bardzo się wiercił, dość, że zabolało. Ostro. A na dłoni Dużego po raz pierwszy zostały paskudne szramy po ząbkach. I się martwię: że maluch starci zaufanie (był uosobieniem ufności), że zrobiłam mu krzywdę, że trzeba będzie podać jeszcze kilka zastrzyków, a on z każdym reaguje coraz gorzej. Mam wrażenie, że to nie zastrzyk tak naprawdę boli, ale fakt, że aplikuje go Duża. Bo Duża dotąd tuliła i kochała, a nie kłuła igłą.&lt;br /&gt;Za oknami Mirmiłowa istny koniec świata. Chociaż nie - koniec świata ma być podobno wtedy, gdy drogowcy zaskoczą zimę. Na razie - starym zwyczajem - rzecz przedstawia się odwrotnie. Jak zwykle.&lt;br /&gt;A ja tkwię sobie na kształt rozwalającej się rudery, podtrzymywanej przez rusztowanie z kotów. Niewiarygodne, jak one wiedzą, że jest źle. Wchodzę do domu i od progu wita mnie Polcia. Czesio siada w kuchni i nadstawia pućki do miziania i buziaczków. Zagaduje. O coś pyta, opowiada, skarży się. Ani przez chwilę nie jestem sama. Pola godzinami leży mi na kolanach, układa się w łazience podczas mojej kąpieli, Miś śpi przy mnie na poduszce, choć nigdy dotąd tego nie robił. Są jak cienie. Gdzie ja - tam one. Nawet te najmniej przytulaśne, jak chociażby Mirmiłek.&lt;br /&gt;U moich rodziców mieszka owczarek niemiecki - Bari. Ma już prawie 12 lat. Choć jest niezmiernie mądrym psem, nigdy właściwie nie dał mi odczuć, że jestem dla niego ważna. Całą swą ogromną inteligencję Bari wykorzystuje do osiągnięcia swych celów: wyjścia na spacer, otrzymania psiej czekoladki czy ciasteczka. O zmyślności tego psa można pisać książki. Jednak, o ile Bari jest szalenie przedsiębiorczy, o tyle koty są ... kochające i oddane. Dziwne, prawda?&lt;br /&gt;Pierwszego kota (niebieskiego brytyjczyka, Czesia) chciałam mieć, by przede wszystkim napawać się jego niespotykaną urodą. Potem jednak przekonałam się, że nie ma wierniejszego przyjaciela. Nie ma istoty, która każdą komóreczką ciała potrafiłaby powiedzieć "kocham cię". Tylko kot to potrafi. Może w tym właśnie tkwi jego magia...&lt;br /&gt;Nie wiem, jak bym zniosła obecne dni bez kotów. &lt;em&gt;"Im dłużej przebywam z ludźmi, tym bardziej kocham i cenię moje zwierzęta"&lt;/em&gt; - powiedział ktoś mądry. Niestety, przekonałam się o tej prawdzie tak samo dotkliwie, jak o tym, by &lt;em&gt;"uważać na marzenia, bo niestety lubią się spełniać"&lt;/em&gt;. Rzeczywiście, mają tę fatalną właściwość. Jeśli tylko uwolnię się od skutków poprzednich rojeń, przed kolejnymi świętami zażądam, by nikt nie życzył mi "spełnienia marzeń". Zdrowa chcę być i radosna. Pociechy z kotów proszę mi życzyć, ale broń Boże tego, by się marzenia pospełniały. Nie chcę.&lt;br /&gt;Chociaż - o kotach warto marzyć. Gdy inne marzenia rujnują Dużym życie, kot miękką łapcią zawsze wygrzebie ich spod gruzów. ;) ;)&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-1572084431974278053?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/1572084431974278053/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2010/01/smutasowo.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/1572084431974278053'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/1572084431974278053'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2010/01/smutasowo.html' title='Smutasowo...'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/S0xlrnq8wgI/AAAAAAAAF3Y/cKeovyAhbOM/s72-c/spimy+z+czesiem.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5923663252206479259.post-7793065092957130470</id><published>2010-01-07T03:12:00.000-08:00</published><updated>2010-01-07T03:32:12.977-08:00</updated><title type='text'>Takie sobie rymowanie...</title><content type='html'>&lt;img style="MARGIN: 0px 0px 10px 10px; WIDTH: 319px; FLOAT: right; HEIGHT: 320px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5423958784879053730" border="0" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/S0XFxwkTS6I/AAAAAAAAF2w/Jd_cFehdIPs/s320/my+5.JPG" /&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;Za Tęczowym Mostem&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- Mamo, mamo, patrz, jestem!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- To Ty, syneczku, naprawdę???&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- Mamo, przecież mówiłaś: &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;"Nigdy cię nie zostawię...".&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Mamo, a ja czekałem, &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Tam, w dziurze, między blokami,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Śnieg sypał, wicher dmuchał,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Ktoś kopnął, przywalił śmieciami.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Mamo, czekałem długo,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;I zimno było, i głodno,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;A potem - coraz senniej,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;A teraz - jestem z tobą!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Za oknem czasami jedli,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Czasami skrawek rzucili,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Przez kilka ślicznych tygodni&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Światełka na drzewku palili.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Choć było zimno i smutno,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Czekałem na ciebie, mamo,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Nie chciałem myśleć, że kocię&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Zgaśnie tak cicho... samo...&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Syneczku, chodź się przytulić,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Wrócisz na ziemię, tak trzeba,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Taka jest kolej rzeczy,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Na ziemi szukać nieba.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Choć teraz mi nie uwierzysz,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Na ziemi są Anioły,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Trzeba im tylko, kochanie,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Tę prawdę uświadomić.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Musisz, syneczku mały,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Choć zima ci obrzydła,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Wrócić, znaleźć Anioła,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;A potem doprawić mu skrzydła.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Bo człowiek prawdziwie dobry,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Dobroci swej nie dostrzega,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;I ty, kociątko małe,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Pokażesz mu skrawek nieba.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Wracaj zatem, maleńki,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;A ja tu będę czekać,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;I będę się przyglądać,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Jak odnajdujesz CZŁOWIEKA.&lt;/em&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5923663252206479259-7793065092957130470?l=mirmilowo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mirmilowo.blogspot.com/feeds/7793065092957130470/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2010/01/takie-sobie-rymowanie.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/7793065092957130470'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5923663252206479259/posts/default/7793065092957130470'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mirmilowo.blogspot.com/2010/01/takie-sobie-rymowanie.html' title='Takie sobie rymowanie...'/><author><name>Mirania</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12295440740617080766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='31' src='http://1.bp.blogspot.com/_4UIHx-bn4XE/Ss4AxlayPTI/AAAAAAAAFwY/grUcb35WmKs/S220/0cb70d209fc39d5bm.gif'/></author><media:thum
